Przytaczał maksymę Diora: "Nie ma ludzi brzydkich, są tylko źle ubrani". Dbał o niuanse i nie miał miłosierdzia dla tandety, dlatego był wrogiem powielania kroju w tysiącach egzemplarzy. Wolał za każdym razem szyć coś nowego. Zapewne dlatego jego pracownia nigdy nie rozwinęła się w wielki zakład, choć z jego renomą nie byłoby z tym żadnych kłopotów. W czasie przymiarek mawiał: "U nas szycie jest gratis, bierzemy tylko za krój".
- To był imperator. Nie dało się mieć innego zdania niż on w kwestii ubioru. Kiedy wychodziłem z przymiarek, zawsze się okazywało, że to jego pomysły były realizowane. Ale nigdy się nie mylił ani co do materiału, ani co do kroju. Zawsze czułem się dobrze i dobrze wyglądałem w jego ubraniach - tak zmarłego w zeszłym tygodniu Józefa Turbasę, krakowskiego "krawca Rzeczypospolitej" - jak często go nazywano - wspomina mecenas Bartłomiej Twardowski.
W PRL garnitury Turbasy na scenach festiwali w Opolu i Sopocie nosił Lucjan Kydryński. Prezydent Kwaśniewski był w żakiecie i sztuczkowych spodniach od Turbasów na ślubie następcy tronu Belgii księcia Filipa. Klientem pracowni był Czesław Miłosz i Stanisław Lem, a wciąż jest Krzysztof Penderecki i Tomasz Stańko.
Renoma pracowni Józefa Turbasy dawno temu przekroczyła granice Polski. W jego ubraniach chodzą dyplomaci odwiedzający Biały Dom i pałac Buckingham. Wieść niesie, że Józef Turbasa otrzymał propozycję współpracy od Pierre'a Cardin z Paryża. Wszystko przez Andrzeja Wajdę. Prócz fraka, w którym odbierał Oscara, w zakładzie Turbasy zlecił też uszycie bogato zdobionego stroju członka Akademii Francuskiej, którym Wajda został w 1997 r. Projekt fraka powstał 200 lat temu. Po uroczystości przyjęcia w szeregi Akademii do twórcy "Człowieka z marmuru podszedł Pierre Cardin i powiedział: - Musi pan mieć doskonałego i bardzo drogiego krawca. Nawet haft wykonany jest ręcznie.
Jeszcze przed wojną Józef Turbasa terminował u najlepszych krakowskich krawców. Należał do Armii Krajowej i choć po zakończeniu wojny chciał kontynuować naukę, jego przeszłość z podziemia odcięła mu tę możliwość w rodzącym się PRL. - Postanowiłem więc szukać szczęścia w zawodzie - opowiadał.
W 1946 roku młody krawiec zdaje zatem egzamin mistrzowski i zaczyna myśleć o usamodzielnieniu. Pierwszą pracownię pod swoim nazwiskiem otwiera przy ul. św. Gertrudy. Lokal zmieniał adres jeszcze trzy razy, ale zawsze pozostawał przy tej samej ulicy.
Rzadko, ale zdarzało się, że klient odchodził z kwitkiem. Najczęściej wtedy, gdy za żadne skarby nie chciał przyjąć ani jednej sugestii pana Józefa, by zmienić swój pomysł na strój. Twardowski wspomina, że i on spotkał się z delikatną odmową usługi. - Po egzaminie zawodowym postanowiłem wyposażyć się w togę. To strój dokładnie opisany w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości. Niestety, gdy pan Józef przeczytał spis wymogów, jakie musi spełniać toga, orzekł, że nie ma tam dla niego pola do indywidualnego potraktowania jej kroju - opowiada Twardowski.
Turbasę trudno było zaskoczyć pomysłem na krój, ale pracownia trzymała się klasycznych, konserwatywnych rozwiązań. Krawiec miał jednak intuicję i jego nowinki wprowadzane do klasycznych krojów szybko okazywały się modne. Na kilka lat przed ogólnym trendem wprowadził do marynarek cztery guziki, gdy dominowały dwa.
Pana Józef zmarł w wieku 89 lat. Kilka lat temu zarządzanie pracownią przekazał synowi, którego sztuki krawieckiej uczył przez wiele lat.
Za co płacisz u krawca?
Cena garnituru w pracowni Turbasów zaczyna się od kilku tysięcy złotych, ale gdy klient decyduje się na nadzwyczajne materiały, jego koszt może urosnąć do kilkunastu. Najcenniejszy w usługach pracowni jest głos doradczy. Dobry krawiec - a Turbasowie niewątpliwie nimi są - może cudownie oszukać. Ich garnitur wyszczupla nawet o 15 kilogramów, podwyższa czy poszerza w ramionach. Inny garnitur proponują prawnikowi, inny informatykowi (garbi się), a jeszcze inny dentyście (skręcony tułów).
Nawet jeśli masz dobrą sylwetkę, będziesz dobrze wyglądać w każdym garniturze w swoim rozmiarze. Dziś niemal każdy garbi się w pewnym stopniu i ma zwrócone ku przodowi ramiona - to efekt siedzenia, pochylenia do ekranu czy kierownicy samochodu. Większość z nas ma prawe ramię niżej od lewego nawet o 2 cm (u osób leworęcznych jest odwrotnie). Odpowiedni fason garnituru może ukryć wady, wyeksponować zalety figury.