Noszą je z dumą Beyoncé i gwiazdy "Seksu w wielkim mieście", a także całe tabuny celebrytów z pierwszych stron gazet - pantofelki od Jimmy'ego Choo są od lat synonimem szyku i mody. Kiedy w listopadzie brytyjski producent zaczął sprzedawać swoje szpilki i ubrania w ramach umowy partnerskiej w salonach
H&M,
pierwszego dnia jeszcze przed otwarciem warszawskiego sklepu przy Marszałkowskiej ustawiła się licząca 400 osób kolejka.
A jednak, jak donosi m.in. brytyjski "Independent",
Jimmy Choo może zostać sprzedany. To jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy na przyszłość firmy, który obecnym właścicielom doradzają banki inwestycyjne. Innym pomysłem jest wejście obuwniczej firmy na giełdę. Szacuje się, że na sprzedaży spółki obecni właściciele zarobią 450-500 mln funtów.
Kultowa obuwnicza marka została założona w 1996 r. w Londynie przez pochodzącego z Malezji krawca Jimmy'ego Choo i Tamarę Mellon, redaktorkę zajmującą się modowymi dodatkami z magazynu "Vogue". Obecnie głównym akcjonariuszem jest prywatny
fundusz inwestycyjny TowerBrook Capital Partners. Kiedy w 2007 r. fundusz przejmował udziały, obiecywał, że w ciągu pięciu lat wartość spółki przekroczy miliard funtów.
Prezesem firmy w dalszym ciągu jest Mellon posiadająca 18 proc. udziałów w przedsięwzięciu. Sam Jimmy Choo sprzedał swoje udziały w 2001 r. za 8,8 mln funtów.
Firma ma obecnie ponad 100 sklepów w 32 krajach świata. Oprócz butów i odzieży sprzedaje też m.in.
perfumy i okulary słoneczne firmowane swoją marką. W listopadzie spółka podpisała umowę partnerską z jedną z największych sieci odzieżowych świata H&M, dzięki której część produktów Jimmy Choo jest także obecna w sklepach tej sieci.