Prezesi polskich funduszy inwestycyjnych z rozrzewnieniem wspominają gorące lato 2007 r., kiedy klienci na potęgę wykupywali jednostki funduszy inwestycyjnych.
Do ludzi przemawiała trwająca na giełdzie hossa i historyczne wyniki funduszy - kilkanaście, kilkadziesiąt procent w rok? Któż nie skorzystałby z takiej oferty - tym bardziej że lokaty dawały marne kilka procent.
W efekcie funduszowej gorączki w październiku portfele powierników napełniły się w październiku 2007 r. do rekordowego poziomu 147 mld zł.
Jednak właśnie zaczynał się kryzys. W ciągu pięciu miesięcy WIG20 spadł do poziomu z 2003 r., zaś wartość aktywów funduszy inwestycyjnych stopniała do poziomu z początku 2006 r., czyli do 67 mld zł.
Dziś sytuacja się ustabilizowała - klienci wracają do funduszy. W sumie na koniec lipca na rachunkach powierników było 105 mld zł. Oznacza to, że w tym jednym wakacyjnym miesiącu klienci wpłacili do funduszy 1 mld zł - inwestując głównie w fundusze gotówkowe i pieniężne.
- Pierwsze półrocze 2010 r. należało zdecydowanie do funduszy o niższym profilu ryzyka i po nie najchętniej sięgali inwestorzy zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni - potwierdza Małgorzata Popielewska, dyrektor ds. rozwoju produktów Union Investment TFI.
500 mld zł w 2020 r.? Mimo odbudowy pozycji funduszy w Polsce wciąż jesteśmy w ogonie Europy, jeśli chodzi o wartość portfela na jednego mieszkańca. Z kwotą 448 euro za ubiegły rok jesteśmy za Węgrami czy Słowenią, za to wyprzedzaliśmy
Czechy i Turcję. Czy mamy szansę zbliżyć się w przewidywalnym terminie do średniej unijnej, która wynosi 7,1 tys. euro? - Chcąc właściwie ocenić te dane, powinniśmy najpierw porównać średnią wartość aktywów ze średnim dochodem w Polsce i w krajach Europy Zachodniej. Na razie u nas jest on niższy i zapewne upłynie jeszcze trochę czasu, zanim pod względem dochodu osiągniemy europejski poziom - mówi Małgorzata Popielewska z Union Investment.
Zdaniem Bernarda Waszczyka, analityka
Open Finance, o tempie napływu środków będzie decydowała koniunktura na giełdzie, ale tylko w krótkim i średnim terminie. - W perspektywie dziesięciu i więcej lat fundusze będą zarządzały coraz większą częścią naszych oszczędności, bo ani obligacje skarbowe, ani najlepsze lokaty bankowe nie mają takiego potencjału zysku - uważa Waszczyk. - Jestem w stanie wyobrazić sobie, że w 2020 r. aktywa funduszy przekraczają 500 mld zł - dodaje.
Jednak na przeszkodzie do osiągnięcia takiego wyniku może stanąć strategia działających w Polsce banków, które wolą zbierać depozyty, niż sprzedać jednostki funduszy. - Na Zachodzie fundusze sprzedają doradcy, którzy biorą za to pieniądze, a u nas pracownicy banków bez dostatecznej wiedzy. Banki interesuje tylko prowizja, niezależnie jaki produkt sprzedadzą. Poza tym one wolą zbierać depozyty, niż zacząć zarabiać na prowadzeniu towarzystw funduszy - uważa Tomasz Publicewicz, analityk firmy Analizy Online, która bada rynek TFI w Polsce.
CZYTAJ
Przyszłość TFI w rękach banków