Na Ukrainie trwa batalia prawna, której wynik wpłynie na przyszłość gazowego rynku nie tylko Ukrainy, ale także państw UE w Europie Środkowej. Chodzi o przyszłość szwajcarskiej spółki RosUkrEnergo (RUE), którą w połowie 2004 r. zawiązał Gazprom z ukraińskimi przedsiębiorcami Dmytro Firtaszem i Iwanem Fursinem. Do 2009 r. RUE było jedną z największych w Europie firm handlujących gazem. Miała wyłączność na
import gazu do Ukrainy. Była drugim co do wielkości po Gazpromie importerem gazu do Polski i na
Węgry.
Niedawno wydawało się, że ten pośrednik przeszedł do historii. W styczniu 2009 r., kończąc gazową wojnę, premierzy Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko postanowili wyrugować RUE z rynku. Ustalenia premierów przypieczętował kontrakt, na podstawie którego Naftohaz kupił od Gazpromu 11 mld m sześć. gazu przechowywanego przez RUE w ukraińskich magazynach. W zamian Gazprom został zwolniony z 1,7 mld dol. opłat za tranzyt gazu przez Ukrainę do Europy Zachodniej.
Transakcję kwestionował Dmytro Firtasz. Twierdził, że wymagała jego akceptacji jako wspólnika RUE. I Firtasz zaskarżył umowę Naftohazu z Gazpromem w sądzie arbitrażowym w Sztokholmie, a jego wniosek poparł w tym roku Gazprom - jakby zapominając o swoich umowach z Kijowem.
Trzy miesiące temu arbitraż w Sztokholmie uznał, że transakcja Naftohazu z Gazpromem była nielegalna i zobowiązał ukraiński koncern, by zwrócił RUE gaz, dokładając 1,2 mld sześc. surowca tytułem rekompensaty. W sumie chodzi o ponad 12 mld m sześc. gazu za co najmniej 3 mld dol., więcej niż rocznie importuje
Polska.
W sobotę renomowany ukraiński magazyn "Dzerkało Tyżnia" ujawnił, że w lipcu RUE wystąpiło do sądu na Ukrainie o nakaz egzekucji orzeczenia abitrażu. Jeśli taki wyrok zapadnie, RUE będzie miało dość surowca, by wrócić na gazowe rynki Europy.
W Kijowie wrze. Okazało się, że w Sztokholmie Naftohaz praktycznie zaniechał obrony, oddając pole RUE - wynika z dokumentów ujawnionych przez "Dzerkało Tyżnia" i portal internetowy Ukrainskaja Prawda. Ujawniono też, że Naftohaz na żądanie Gazpromu usunął z dokumentów przekazanych do Sztokholmu informacje o wpływie rosyjskiego koncernu na szwajcarskiego pośrednika. Wybielanie Gazpromu zaczęło się już jesienią zeszłego roku, przed szczytem Tymoszenko i Putina w Jałcie. Premier Rosji zgodził się tam, by
Ukraina sprowadziła z Rosji mniej gazu niż zamówiła i nie zapłaciła Gazpromowi kar za niewypełnienie kontraktu.
Obecne władze w Kijowie zaprotestowały przeciw wyrokowi arbitrażu i zaczęły szukać kozła ofiarnego w ekipie Tymoszenko. Latem ukraińska bezpieka aresztowała b. wiceprezesa i księgową Naftohazu, którzy podpisywali z Gazpromem umowy o przejęciu gazu RUE. Za kraty trafił też b. szef ukraińskiej służby celnej, który zatwierdził przejęcie gazu RUE przez Naftohaz.
Ale dopiero najbliższe działania Kijowa będą prawdziwym papierkiem lakmusowym intencji obecnych władz Ukrainy - podkreśla w "Dzerkale Tyżnia" znany ukraiński
analityk rynku energetycznego Myhjło Honczar. Podkreśla on, że do początku września władze Ukrainy mają czas na zaskarżenie orzeczenie arbitrażu w Sztokholmie. Również na początku września sąd na Ukrainie ma się zająć wnioskiem RUE o wykonanie wyroku arbitrażu i to kolejna okazja dla władz w Kijowie do obrony przed roszczeniami RUE - przypomina Honczar. Jednak na razie w tym sporze prorosyjski prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i jego ekipa zachowują się zaskakująco biernie - podkreśla opozycja. Podejrzenia opozycji podsyca to, że w ekipie Janukowycza jest wielu polityków związanych dawniej z Firtaszem.