Pracujący emeryci zostaną na łasce pracodawcy, który zdecyduje, czy przyjąć ich z powrotem, czy nie. Skąd to zamieszanie? To efekt projektu ustawy zmieniającego zasady łączenia
pracy z emeryturą sporządzonego przez Ministerstwo Pracy. Pisaliśmy o nim wczoraj.
Od 8 stycznia 2009 r. Polacy mogą łączyć emeryturę z
pracą bez konieczności zwalniania się z dotychczasowego zakładu. Nie muszą też informować swojego pracodawcy o tym, że pobierają świadczenie z ZUS. Jest ich ok. 50 tys. w całym kraju.
Resort pracy chce teraz przywileje zabrać. Może to nastąpić jeszcze w tym roku.
Dlaczego? Dla oszczędności. Ministerstwo szacuje, że na zmianie przepisów zaoszczędzi 700 mln zł rocznie. Liczy, że spośród ok. 300 tys. osób przechodzących co roku na emeryturę część po niekorzystnej zmianie przepisów zdecyduje się na ten krok dużo później. Tym samym nie trzeba im będzie zbyt szybko wypłacać emerytur.
Zbigniew Januszek, wicedyrektor Departamentu Ubezpieczeń Społecznych w Ministerstwie Pracy, oświadczył nam jednak wczoraj, że nowe przepisy obejmą zarówno nowych emerytów, jak i obecnych, którzy łączą etat z emeryturą.
Dzisiejsi emeryci etatowcy będą więc musieli się zwolnić. Będą na to mieli pięć miesięcy od chwili wejścia w życie ustawy.
Resort pracy uspokaja jednak, że jeśli ktoś pobiera teraz emeryturę, to po wejściu w życie nowych przepisów nie będzie musiał zwracać pobranych wcześniej świadczeń.
Po rozwiązaniu umowy pracodawca będzie mógł emeryta z powrotem przyjąć do pracy. Lub nie. Zależy to tylko od jego dobrej woli.
Specjaliści od
rynku pracy alarmują tymczasem, że może być z tym duży kłopot. - Zwłaszcza w administracji państwowej, gdzie nie można przyjąć z dnia na dzień kogoś do pracy. Trzeba ogłosić konkurs, przeprowadzić rekrutację itd. - wyjaśnia Agnieszka Chłoń Domińczak, była wiceminister pracy, która pomysłowi resortu jest przeciwna.
Powstaje też mnóstwo innych pytań. Czy pracodawca zrobi to na dotychczasowych warunkach, m.in. finansowych? Co jeśli dla oszczędności postanowi zlikwidować etat, a
pracę, którą wykonywał emeryt, rozdzieli między jego współpracowników?
Proponowane rozwiązanie budzi też wątpliwości co do zgodności z konstytucją.
- Osoby, które aktualnie mają nabyte prawo do emerytury i jest ona im wypłacana po wprowadzeniu zawieszenia, znajdą się w gorszej sytuacji w stosunku do obecnej, stąd naruszona może zostać zasada ochrony praw nabytych wynikająca z zasady demokratycznego państwa prawa - uważa Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert prawno-gospodarczy Krajowej Izby Gospodarczej.
Pomysł ministerstwa jest dla naszych rozmówców tym bardziej trudny do zrozumienia, że rząd Donalda Tuska od kilku lat tłumaczy, że chce zwiększyć aktywność zawodową osób po pięćdziesiątce. W tym celu wymyślił cały program "Solidarność pokoleń". Chce też wprowadzić zasadę, że renciści będą mogli dorabiać bez ograniczeń.
Aktywizacja osób po pięćdziesiątce to jedno z większych wyzwań stojących przed gabinetem obecnego premiera. Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, pod tym względem jesteśmy bowiem na szarym końcu w Europie. Wśród 55-64-latków pracuje zaledwie 32 proc. Daje nam to przedostatnie miejsce w Unii (za Maltą). Stopa zatrudnienia osób między 55 a 64 rokiem życia jest najwyższa w Szwecji (70 proc.), Estonii (60,4 proc.), Danii i Wielkiej Brytanii (57,5 proc.).