To ma być jedna z najważniejszych inwestycji drogowych na
Euro 2012 w Wielkopolsce. Budowa zachodniej obwodnicy Poznania (to część drogi ekspresowej S11) trwa już od roku. Na razie wykonawca pracuje na 14-kilometrowym odcinku pomiędzy drogą krajową nr 92 (węzeł Swadzim) a autostradą A2 (węzeł Głuchowo). Rosną wiadukty, na sporych fragmentach widać też asfalt.
Ale gdy przyjrzeć się dokładniej, można dostrzec rzeczy naprawdę niezwykłe. Na jednym z odcinków, gdzie leży już asfalt, znaleźliśmy 25-metrowy słup energetyczny. Podłączony do sieci, nietknięty, dumnie stoi na środku jednej z jezdni. Asfalt po jednej i drugiej stronie stalowej konstrukcji kończy się kilka metrów przed nią.
Jak to możliwe, że drogowcy zabrali się do
pracy, nie usuwając kolizyjnej instalacji? Jak to możliwe, że budowali jezdnię kawałkami, po jednej i drugiej stronie, pozostawiając kawałek gruntu ze słupem? I w końcu, jak to możliwe, że słup do dziś stoi tam, gdzie stał?
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad tłumaczy to wszystko pośpiechem. - Bo jak było hasło, że budujemy drogi na Euro, to trzeba było działać szybko - mówi Piotr Chodorowski, wicedyrektor GDDKiA w
Poznaniu.
Zazwyczaj drogowcy, ogłaszając
przetarg na budowę jakiejś trasy, zlecają wykonawcy także usunięcie tzw. kolizji w pasie drogowym - łączy energetycznych, telekomunikacyjnych, wodociągów itp. Ale w przypadku zachodniej obwodnicy Poznania i przecinających ją linii energetycznych wysokiego napięcia od 100 do 400 kV tak się nie stało. Dlaczego? - Nie mieliśmy gotowych dokumentacji przebudowy linii - nie ukrywa Chodorowski.
Drogowcy wybrali więc wykonawcę trasy i osobno ogłosili
przetargi na zaprojektowanie i wykonanie przebudowy kolizyjnych linii. Na całym 14-kilometrowym odcinku jest zresztą aż 12. Raz łącza wiszą zbyt nisko i trzeba podwyższyć słupy, w innym przypadku słup stoi na gruncie pod planowane miejsca obsługi podróżnych. A w jeszcze innym słup stoi pośrodku planowanej drogi. I trzeba go przestawić.
Ale chętnych w przetargach udało się znaleźć tylko na usunięcie części kolizji. Słupa na środku drogi nikt ruszać nie chciał. Więc teraz GDDKiA zleci usunięcie go z wolnej ręki wykonawcy obwodnicy. A to oznacza, że pewnie będzie drożej. Już od dwóch miesięcy trwają negocjacje w tej sprawie i wciąż strony nie doszły do porozumienia.
Kierowcy mieli jeździć budowanym odcinkiem obwodnicy w połowie przyszłego roku. GDDKiA przyznaje już, że z powodu kolizji energetycznych cała inwestycja może się opóźnić.