- Sytuacja PKP jest trudna - przyznaje w rozmowie z "Gazetą" Andrzej Wach, prezes PKP SA. - W 2007 r. działalność Grupy PKP była praktycznie zbilansowana. Ale przyszedł kryzys. Gdyby nie on, wyniki Grupy byłyby zupełnie inne - dodaje.
W 2009 r. strata całej Grupy PKP sięgnęła 676,7 mln zł. Z dziewięciu najważniejszych spółek Grupy tylko cztery kończyły zeszły rok na plusie, w tym spółka-matka PKP SA (150,5 mln zł), której wynik często zależy od operacji księgowych, oraz PKP Energetyka (34,8 mln zł; sprzedaje m.in. energię spółkom kolejowym), PKP LHS (17,1 mln zł; linia szerokotorowa) i PKP SKM (0,2 mln zł; połączenia pasażerskie w
Trójmieście).
Problemy płatnicze sprawiły, że w 2009 r. o ponad 350 mln zł, do 2,8 mld zł, spadły inwestycje w infrastrukturę kolejową realizowane przez PKP Polskie Linie Kolejowe.
W najgorszym położeniu była w 2009 r. towarowa spółka PKP Cargo. Firma powinna być perełką i maszynką do zarabiania pieniędzy w Grupie PKP. Ale nierestrukturyzowana spółka od lat radziła sobie kiepsko. Jej słabości - nieefektywność i przerost zatrudnienia - obnażyło spowolnienie gospodarcze na świecie, które zaczęło się już w 2008 r. Drastyczny spadek przewozów, m.in. węgla czy stali, spowodował, że spółka zeszła pod kreskę. W 2008 r. straciła 178,8 mln zł, w zeszłym roku już 497,5 mln zł!
- Przez lata w Cargo podejmowano tylko pozorne próby restrukturyzacji, w końcu nie było już wyboru - mówi prof. Włodzimierz Rydzkowski, szef katedry transportu Uniwersytetu Gdańskiego.
- Ale kryzys wymusił głębszą restrukturyzację, to dzięki niej teraz PKP Cargo wychodzi na prostą - mówi Andrzej Wach.
W ciągu dwóch lat władze PKP Cargo zmniejszyły zatrudnienie z 44 tys. do niecałych 29 tys. osób (odprawy kosztowały 250 mln zł), pozbyły się niepotrzebnego i kosztownego majątku. Firma zdecydowanie poprawiła efektywność. Jeszcze w 2008 r. przychód na jednego zatrudnionego sięgał niecałe 129 tys. zł, w I półroczu 2010 r. już ponad 153 tys. zł. - Zmieniło się nastawienie pracowników. Teraz w PKP Cargo chce się pracować - przekonuje Wach. W pierwszym półroczu 2010 r. firma była już na plusie - zarobiła 7,3 mln zł. - Wierzę, że będzie zarabiała setki milionów - mówi Wach. Spółka jest na dobrej drodze do
prywatyzacji, która ma nastąpić w przyszłym roku.
Tak wiele dobrego nie można ostatnio powiedzieć o PKP InterCity. Do niedawna przewoźnik pasażerski był wizytówką kolei. Jeszcze w 2007 r. firma zarobiła na czysto ponad 45 mln zł, w zeszłym roku miała już stratę na poziomie 76,8 mln zł. W pierwszym półroczu było jeszcze gorzej. - Strata w tym czasie była prawie dwukrotnie wyższa niż za cały 2009 r. - przyznaje Andrzej Wach.
Co się stało? Przyczyn słabych wyników jest kilka, m.in. kryzys, który zniechęcił ludzi do częstych podróży pociągiem - w sumie wszystkie spółki kolejowe miały 281,5 mln pasażerów, ponad 10 mln mniej niż rok wcześniej. PKP InterCity rokrocznie ponosi też coraz wyższe wydatki na naprawy starzejącego się taboru (w 2006 r. - 46,7 mln zł, w 2009 r. - 147,9 mln zł). Jednak kluczowe znaczenie dla gorszych wyników InterCity miała konkurencja ze strony pociągów InterRegio uruchamianych do wiosny 2009 r. przez samorządową spółkę Przewozy Regionalne. Tania konkurencja odebrała część pasażerów PKP (w szczególności dotowanym przez państwo pociągom Tanich Linii Kolejowych) i zmusiły do obniżenia cen biletów.
Straty InterCity opóźniają
prywatyzację firmy planowaną początkowo na ten rok. Sprzedaż spółki najpewniej opóźni się aż do 2012 roku.
- InterCity musi zrobić to co PKP Cargo - przeprowadzić głęboką restrukturyzację i obniżyć koszty - mówi Dariusz Nachyła, partner w firmie doradczej Deloitte. Jego zdaniem wynik spółki nie byłby tak zły, gdyby na przełomie 2008 i 2009 r. nie przejęła od Przewozów Regionalnych pociągów pospiesznych (obecnie jeżdżą pod marką Tanich Linii Kolejowych). - Przeważyła zachłanność. InterCity była najbliższa prywatyzacji. Tymczasem przejęcie pociągów pośpiesznych okazało się kulą u nogi - mówi prof. Rydzkowski.
- Kluczem do zyskowności InterCity będą teraz odpowiednie regulacje rynkowe - dodaje Dariusz Nachyła. - Nigdzie na świecie nie jest tak, że przewoźnicy kolejowi mogą bez koordynacji jeździć po torach i podbierać sobie wzajemnie pasażerów - mówi Nachyła.
Trwają już prace nad ustawą o transporcie zbiorowym, która ma uregulować kwestie konkurowania m.in. na rynku kolejowym. Przewiduje ona na wzór brytyjski opracowywanie planu transportowego przez organizatorów przewozów, który uwzględniałby potrzeby transportowe społeczeństwa, a następnie wybieranie przewoźników obsługujących poszczególne połączenia.