Konrad Niklewicz: Dlaczego akurat teraz pada propozycja stworzenia europodatku? Janusz Lewandowski: Klimat wokół pieniędzy i przyszłości
budżetu UE zagęszcza się. Z moich wizyt w europejskich stolicach wynika, że jednym ze sposobów na osiągnięcie porozumienia w sprawie kolejnego budżetu UE [na lata 2014-20] jest poprawienie pozycji finansowej głównych płatników do budżetu UE. Mówiąc wprost: zmniejszenie ich wpłat do budżetu europejskiego.
I właśnie dlatego trzeba wznowić - tym razem już bez żadnego tabu - debatę o źródłach finansowania Unii Europejskiej, bez przesądzania, jak to finansowanie ma wyglądać. We wrześniu w ramach tzw. przeglądu budżetowego wyjdziemy poza ogólniki, którymi się zwykle operuje w tej dyskusji i obliczymy, które "źródła własne" dochodów budżetu UE mogłyby wyręczyć wpłaty z budżetów narodowych.
Ale dlaczego tym dochodem własnym ma być podatek od transakcji finansowych? Dlaczego podatkiem europejskim nie moglibyśmy nazwać części VAT? Każdy Europejczyk zobaczyłby na paragonie, ile łoży na unijny budżet. - Od razu widzę problem: "źródła własne" dochodów budżetu UE nie mogą uszczuplić dochodów poszczególnych państw. Owszem, europejska część VAT-u na fakturach byłaby wydajnym źródłem finansowania, ale uszczuplałaby dochody krajów. Zresztą wiele państw musi podnosić VAT z uwagi na sytuację budżetową, m.in.
Polska.
Jeżeli nie chcemy uszczuplać dochodów państw, które desperacko walczą o uzdrowienie swoich finansów publicznych albo o obniżenie swojej składki, jaką płacą do budżetu UE - to trzeba znaleźć nowe źródła dochodów. Jest kilka kandydatur: * handel uprawnieniami do emisji CO2; * podatek od operacji finansowych - opodatkowanie transakcji; * opłata lotnicza.
We wrześniu podamy dokładne szacunki kosztów poboru takich "podatków" czy - jak kto woli - nowych źródeł finansowania (bo sprzedaż uprawnień do emisji CO2 to nie jest podatek). Przedstawimy też analizę, które z tych rozwiązań są dopuszczalne politycznie i jaki będą miały wpływ na bilans transferów z i do budżetu unijnego dla poszczególnych państw.
Czyli filozofia jest taka, że wprowadzenie podatku, np. od operacji finansowych i opłat z handlu uprawnieniami do emisji CO2, ma pozwolić państwom płatnikom-netto, np. Niemcom, mniej wpłacać do unijnego budżetu? I to ma ułatwić znalezienie kompromisu w sprawie budżetu Unii? - Tak. Zdaję sobie sprawę, że debata będzie burzliwa. Ale głównym celem jest osiągnięcie porozumienia, zwiększenie pola
gry w czasie, gdy państwa narodowe szukają oszczędności.
O jakich sumach mówimy? - Szukamy w przyszłym
budżecie [rocznym] łącznych płatności na poziomie 130 mld euro. To jest rząd wielkości, który trzeba wygenerować co roku. Oczywiście nie ma mowy o tym, żeby w całości zastąpić wpłaty z budżetów narodowych. One wciąż będą potrzebne, bo działają stabilizująco na budżet unijny.
Dokładne wyliczenie przedstawimy we wrześniu. Przy pewnych założeniach, że np. bierzemy 0,01 proc. wartości transakcji, uda się uzyskać odciążenie budżetów narodowych (w skali roku) na ponad 10 mld euro.
Już teraz widzimy, że wyłącznie duży podatek od transakcji finansowych byłby dostatecznie wydajny. To muszą być kwoty idące w dziesiątki miliardów, żeby w ogóle warto było je rozpatrywać.
Zaletą podatku od transakcji finansowych jest to, że on jest najbardziej wydajny i jest w dodatku akceptowalny publicznie. Z takim lekkim populistycznym posmakiem "ukarania rynków finansowych". Choć to akurat nie jest motywacja w moim guście.
Kłopot w tym, że tego typu podatek - jeśli wprowadzimy go tylko w Europie - może zwiększyć skłonność do jego omijania przez delokalizację przemysłu finansowego.
Czy dla Polski wprowadzenie nowych źródeł finansowania budżetu UE będzie korzystne? - Wszystkie nowe źródła finansowania lekko zmieniają (na niekorzyść) polski bilans transferów z i do unijnego budżetu. Obecne zasady (wypłaty z polskiego budżetu proporcjonalnie do naszego
PKB) są dla nas bardzo korzystne.
Ale ja stawiam sobie inny cel: dojść do porozumienia w sprawie budżetu unijnego. Najlepiej w 2011 r., no najpóźniej w 2012 r. Tak, by Polska była spokojna o następną siedmiolatkę. Być może rozszerzenie pola gry w tych negocjacjach o jakieś dodatkowe źródło finansowania ułatwi zawarcie takiego porozumienia.
CZYTAJ TAKŻE:
Najwięksi w UE sceptyczni wobec podatku transakcyjnego