- Docelowo chcemy objąć opłatami wszystkie nasze treści. Nie mogę jednak powiedzieć, w jaki sposób i kiedy to zrobimy - mówi Artur Sierant z zarządu spółki Presspublica wydającej
dziennik. "Rzeczpospolita" może zostać pierwszą gazetą ogólnopolską, która zdecydowała się na taki krok.
Na razie eksperymentuje ze swoim dodatkiem publicystycznym "Plus Minus", w którym regularnie publikują autorzy o prawicowych sympatiach, jak np. Rafał Ziemkiewicz, Piotr Semka czy Igor Janke. Opłaty za elektroniczną wersję "Plus Minus" zostały wprowadzone 26 kwietnia. Za jedno wydanie czytelnik musi zapłacić 3 zł. Miesięczny abonament kosztuje już 9 zł, kwartalny - 19 zł, półroczny - 29 zł, a roczny - 49 zł. Jak dowiedziała się "Gazeta", do tej pory za czytanie publicystyki "Rzeczpospolitej" w sieci zdecydowało się zapłacić 6,4 tys. osób. W tym 1,2 tys. osób opłaciło internetowy "Plus Minus" co najmniej na miesiąc.
- To pierwszy przykład opłat za internetowy serwis publicystyczny, a nie specjalistyczny. Ludzie chętnie płacą za treści potrzebne im w
pracy, jak np. poradniki czy dostęp do aktów prawnych, z czego już korzystają różni wydawcy. Ale opłaty za publicystykę są nowością - tłumaczy Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". Wyników finansowych eksperymentu nie ujawnia. Gdyby wszyscy 1,2 tys. użytkowników wykupili roczny abonament, do kasy Presspubliki wpłynęłoby blisko 59 tys. zł. Lisicki mówi, że rzeczywiste wpływy z serwisu "są niewiele niższe". To pozwala na wypłatę miesięcznych wynagrodzeń kilku autorom. Zatem na
pensje publicystów "Plus Minus" wciąż muszą łożyć przede wszystkim reklamodawcy kupujący ogłoszenia w papierowej gazecie.
- Wynik "Rzeczpospolitej" nie jest najgorszy, jeśli porównamy liczbę płacących regularnie czytelników do tej, którą udało się zgromadzić brytyjskiemu "The Times" - zaznacza Andrzej Szymański, analityk BZ WBK.
Należący do koncernu News Corp. dziennik "The Times" wprowadził opłaty za dostęp do całej gazety przez internet od początku lipca. W efekcie liczba użytkowników odwiedzających stronę internetową tej gazety spadła o dwie trzecie, do blisko 400 tys. Z kolei na płacenie - według nieoficjalnych danych - zdecydowało się zaledwie 15 tys. osób. To stanowi ok. 3 proc. tych, którzy płacili za gazetę w kioskach w czerwcu. W przypadku "Rzeczpospolitej" ten wskaźnik wynosi odpowiednio 0,8 proc. - Trzeba pamiętać, że rynek brytyjski jest bogatszy i bardziej dojrzały niż polski. Na dodatek "Plus Minus" to tylko część gazety, i to nie najbardziej atrakcyjna - mówi Szymański.
Opłaty za dostęp do gazety przez internet pobiera od pięciu lat wydawca "Dziennika Polskiego" w
Krakowie. Obecnie czytelnik musi zapłacić za blisko 80 proc. informacji znajdujących się na jego witrynie. Miesięczny abonament kosztuje 25 zł, półroczny - 130 zł, a roczny - 250 zł. Wacław Widomski, szef działu internetowego gazety, nie ujawnia liczby płacących użytkowników. - Liczymy ich w tysiącach, a od półtora roku ta liczba rośnie, bo zmieniliśmy nasz serwis, stworzyliśmy specjalne pakiety dla indywidualnych i instytucjonalnych abonentów, wprowadziliśmy abonamenty jednodniowe - wylicza Widomski. Przyznaje, że do ubiegłego roku "sprzedaż wyglądała słabo".
W 2005 r. "New York Times" - podobnie jak "Rzeczpospolita" - zaczynał swoje eksperymenty z opłatami za internetowy dostęp m.in. od tekstów publicystycznych. Jego przychody z tego tytułu sięgały ok. 10 mln dol. rocznie. Jednak po dwóch latach wydawca uznał, że więcej zarobi na reklamach i otworzył swój serwis. Ostatnio znowu zmienił zdanie i zapowiedział wprowadzenie płatności w przyszłym roku. Kryzys na rynku reklamowym i rosnąca popularność internetu powodują, że coraz więcej wydawców prasowych chce zarabiać na opłatach w sieci. Największe doświadczenie w tej dziedzinie ma amerykański dziennik "Wall Street Journal" (również należący do koncernu News Corp.), który pobiera opłaty za swój serwis internetowy od początku. Z kolei brytyjski "Financial Times" łączy treści płatne z bezpłatnymi, żeby utrzymać ruch na swojej stronie i zarabiać jednocześnie na reklamach i opłatach czytelników. Są to jednak dzienniki ekonomiczne. Czy ta sztuczka uda się innym gazetom?
Craig Calder, który w latach 2000-04 był wiceszefem marketingu internetowego pionu "New York Times" jest sceptyczny. Jego zdaniem internetowe wersje gazet staną się produktem dla elit poszukujących konkretnej linii redakcyjnej i skłonnych do płacenia za nią. - Redakcje lepiej rozumieją model prenumeraty i większość weteranów tej branży nigdy nie czuła się komfortowo, rozdając treści za darmo w nadziei na przychody z reklam. Jednak masowy czytelnik nigdy nie zapłaci za internetową wersję tytułu, którego nie kupiłby w druku - uważa Craig Calder.
Artur Sierant z zarządu Presspubliki nie ujawnia, kiedy "Rzeczpospolita" wprowadzi opłaty za kolejne swoje serwisy.