Wynik
ING Banku Śląskiego jest lepszy po I półroczu o 40 proc. w porównaniu z 2009 r. Dobry portfel kredytowy, w którym nie brakuje rządowych obligacji, sprawił, że w I półroczu o 19 proc. - do 795 mln zł - wzrosły dochody z tytułu odsetek.
Gorzej, szczególnie w porównaniu z konkurencją, wyglądają zyski z opłat i prowizji - te spadły o 2 proc., do 475 mln zł.
Mimo to ogólny wynik jest i tak o kilkanaście milionów złotych lepszy od prognoz analityków. ING uznał, że sytuacja w bankowości jest na tyle dobra, że w końcu można zacząć podwyższać
pensje - średnio o blisko 5 proc. Efekt? O 7 proc. wzrosły koszty. Dla porównania inny uznawany za konserwatywny bank - Pekao - ściął koszty w I półroczu o 3,6 proc.
To, co łączy Pekao i ING, to silne umocnienie się na rynku kredytów hipotecznych. Obydwa banki wyznają filozofię, że jak kredyt na mieszkanie, to tylko w złotówkach. ING udzielił w I półroczu kredytów hipotecznych za 1,4 mld zł, czyli aż 35 proc. więcej niż rok temu. Dla porównania wynik Pekao to kredyty hipoteczne za 1,8 mld zł - co oznacza również kilkudziesięcioprocentowy wzrost. Rygorystyczna polityka kredytowa sprawdza się - w ING zaledwie 4,6 proc. kredytów jest zagrożonych, o połowę mniej, niż wynosi średnia wartość dla banków w Polsce!
Dzięki kampanii "Internetowi nie płacą, bo wszystko robią sami" przybyło 318 tys. kont Direct. Jednak wraz z klientami nie przybyło depozytów - ich wartość w skali roku dla klientów detalicznych zmniejszyła się o 4 proc., do 32 mld zł.