Grecki kryzys finansów publicznych coraz bardziej przekłada się na realną gospodarkę. Drastyczne oszczędności rządu w Atenach polegające m.in. na podwyżkach podatków i cięciach pensji w sektorze publicznym mocno ograniczyły konsumpcję Greków. Liczne strajki zniechęciły z kolei turystów do wypoczynku na greckich wyspach.
Nic więc dziwnego, że PKB Grecji leci na łeb na szyję. Pogarsza się też sytuacja na rynku pracy. W maju
bezrobocie w Grecji sięgnęło 12 proc., rok wcześniej wynosiło 8,5 proc. To oznacza, że w ciągu roku przybyło ponad 180 tys. osób bezrobotnych. Do tego według Eurostatu
inflacja w czerwcu sięgnęła w Grecji 5,2 proc. i była najwyższa w Europie. To głównie skutek podwyżek podatków.
Działania oszczędnościowe greckiego rządu przynoszą efekty. W pierwszych siedmiu miesiącach grecki rząd obniżył
deficyt budżetowy do 12,1 mld euro, podczas gdy rok wcześniej przekraczał on 20 mld euro.
Ciecia, które teraz tak ciążą gospodarce, są warunkiem uzyskiwania pomocy finansowej z Unii Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (w sumie 110 mld euro). Kolejna jej transza - 9 mld euro - ma być wypłacona we wrześniu.
Tymczasem kontrowersje wzbudziła środowa decyzja słowackiego parlamentu, który odrzucił udział tego kraju w pomocy dla Grecji. Słowacja miała pożyczyć Atenom do 800 mln euro. Słowacy potwierdzili jednak swój udział w unijnym funduszu stabilizacyjnym wartym 440 mld euro. Przedstawiciele Komisji Europejskiej w czwartek nie kryli zdziwienia: - To pogwałcenie solidarności z Grecją i ze strefą euro.