Minister Fedak zwróciła się o przeniesienie dyskusji nieoczekiwanie w środę wieczorem. Tłumaczyła, że przebywa na urlopie, a chce "osobiście w niej uczestniczyć".
Na spotkaniu miały być omawiane założenia do ustawy o
OFE przygotowane przez resort
pracy. Zakładają one m.in. obniżenie składki do OFE z 7,3 do 3 proc. (w ostatnim czasie Fedak mówi wręcz o jej całkowitym zawieszeniu na dwa lata), możliwość opuszczenia funduszu emerytalnego i wybranie z niego wszystkich oszczędności po przejściu na emeryturę.
Na to nie chce się zgodzić szef doradców premiera minister Michał Boni. Na spotkanie przygotował kilkunastostronicowy dokument, z którego wynika, że pomysły Fedak zaowocowałyby niższymi emeryturami w przyszłości (długofalowo OFE lepiej inwestują nasze pieniądze, niż waloryzuje je ZUS) i zmniejszyłyby bezpieczeństwo zreformowanego systemu emerytalnego. Według Boniego wszystkie propozycje powinny trafić do śmieci.
Jeszcze wczoraj rano wydawało się, że Boni zdecyduje się na dyskusję o zmianach pod nieobecność minister pracy. Zwłaszcza że gdy na początku czerwca konsultacje w ministerstwie prowadziła Fedak, przeprowadziła spotkanie bez Boniego, który nie zdążył dojechać ze szczytu gospodarczego w
Katowicach. - Spotkanie odbędzie się bez niego - zdecydowała wtedy Fedak.
Po Komitecie Boni w czasie spotkania z dziennikarzami zapowiedział, że gotów jest do dyskusji na temat zmian w systemie emerytalnym. - Musimy wszyscy wypracować jakieś wspólne rozwiązanie, ale na pewno musi być ono zasadniczo inne od tego, co pani minister proponuje - powiedział Boni.
Teraz musi jeszcze do tego przekonać premiera. Nie będzie to łatwe, bo Fedak popierają kluczowi ministrowie rządu - wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak i szef resortu finansów Jacek Rostowski. Dla tego ostatniego pieniądze zatrzymane w ZUS to manna z nieba. Budżet będzie mógł przekazać na wypłatę emerytur przynajmniej o kilka miliardów złotych rocznie mniej.
Po stronie Boniego jest minister skarbu Aleksander Grad i szef MSZ Radosław Sikorski. Fedak ostro krytykują też ekonomiści, (m.in. były wiceprezes NBP prof. Krzysztof Rybiński, prof. Witold Orłowski), pracodawcy z Lewiatana i BCC, a także związkowcy z "Solidarności". Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega, że to "decyzje podporządkowane bieżącym i krótkookresowym celom politycznym". NBP w swoim stanowisku zarzucił Ministerstwu Pracy, że te propozycje przyczynią się do utraty zaufania do systemu emerytalnego.