Ekonomiści obawiali się, że ceny żywności tego lata nie będą dynamicznie spadać, a
inflacja utrzyma się blisko czerwcowego poziomu 2,3 proc. Ministerstwo Finansów spodziewało się 2,1 proc. Tymczasem okazało się, że inflacja jest jeszcze niższa! - Szybciej, niż oczekiwaliśmy, spadały ceny żywności - komentuje "Gazecie" Ludwik Kotecki, wiceminister finansów.
Najbardziej taniały
warzywa - o 10,2 proc. w porównaniu z czerwcem. Poza tym spadały ceny drobiu (o 1,9 proc.), jaj (o 1,5 proc.), owoców (o 1,1 proc). - Ale wpływ deszczów, powodzi, rosnących cen zboża na świecie i planowana podwyżka VAT odbije się wzrostem inflacji w przyszłości - uważa Maja Goettig, z banku BPH. Zdaniem Adama Czerniaka, ekonomisty Invest Banku,
inflację w ryzach utrzymywał także słaby popyt konsumentów - Polacy nie nalegają na wzrost pensji.
- Najprawdopodobniej w lipcu osiągnęliśmy minimum rocznego wskaźnika inflacji. Z uwagi na wygasające efekty bazy statystycznej (porównujemy się z coraz niższymi wynikami sprzed roku) i niepewność co do cen żywności, mało prawdopodobne jest, aby wskaźnik inflacji kontynuował spadek. Na koniec roku może nieznacznie przekroczyć 2,5 proc. - mówi Kotecki.
Ekonomiści są zgodni - Rada będzie coraz poważniej myśleć o podwyżce stóp. Potwierdził to Adam Glapiński z RPP w rozmowie z agencją Reuters. - Zacieśnienie polityki pieniężnej jest wysoce prawdopodobne do końca roku. Moim zdaniem ruch powinien być wyprzedzający i mocny. Jest cały szereg przesłanek, żeby działać zawczasu, a nie już z ręką w nocniku - stwierdził. Obecnie
stopy procentowe są najniższe w historii, podstawowa wynosi 3,5 proc.