Biznes Ludzie Pieniądze

Hajdarowicz: Włożą mi "Przekrój" do trumny

Wojciech Pelowski, współpraca Vad
16.08.2010 , aktualizacja: 15.08.2010 21:48
A A A Drukuj
Z palmy kokosowej spada 30 kokosów rocznie. Wydawca "Przekroju" Grzegorz Hajdarowicz ma w Brazylii 50 tys. palm. Spada mu w roku półtora miliona kokosów. Wystarczy na utrzymanie "Przekroju"?
Grzegorz Hajdarowicz
Grzegorz Hajdarowicz
Sprzedaż "Przekroju"
Sprzedaż "Przekroju"
Grzegorz Hajdarowicz, przedsiębiorca z Krakowa, wyszedł z cienia. Nie pierwszy raz. Na początku lat dziewięćdziesiątych był 25-letnim krakowskim radnym KPN, ale sfrustrowany socjalizującą gospodarczo partią uciekł w biznes i zniknął z mediów. Kilka lat temu jako pierwszy polski producent wyłożył kasę na hollywoodzką produkcję. I wrócił do mediów - kupił "Przekrój", potem "Sukces".

Trudna sprawa

Spośród trzech przedsiębiorstw, które wystartowały w przetargu na 11 budynków w Nowej Hucie po upadłym Krakowskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Mieszkaniowego, jedynie Gremi Farm zdołał wpłacić żądane wadium w wysokości 500 tys. zł. Firma kupiła nieruchomości za 2,5 mln zł. Właściciel Gremi Grzegorz Hajdarowicz podkreślał, że do inwestycji na osiedlu Teatralnym skłonił go "znaczny wzrost zainteresowania lokalami użytkowymi na peryferiach Krakowa". Wśród zakładowych bloków mieszkalnych KPBM z 225 mieszkaniami z lokatorami był jeden biurowiec.

- Był dym. Ludzie chcieli palić moją kukłę. Myśleli, że stracą mieszkania - wspomina dziś głośną pod Wawelem historię z połowy lat 90. Hajdarowicz. Gremi Farm sprzedał wtedy lokatorom mieszkania za 10 proc. ich rynkowej wartości. A Hajdarowicz zarobił na biurowcu.

Spotykamy się w XVIII-wiecznym dworku w podkrakowskich Karniowicach, który Hajdarowicz kupił zrujnowany 10 lat temu. Wyremontował z pietyzmem i razem z rodziną mieszka w nim od sześciu lat. Centralę swojej grupy kapitałowej ma w Krakowie, ale główne gabinety oddał menedżerom.

Urodził się w Opolu. Studia - prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale Hajdarowiczowie pochodzą z powiatu oszmiańskiego pod Wilnem. - To chyba rodzina, która co 40 lat wychodzi na zero. Bo kiedy przenosili nas na Ziemie Odzyskane, zaczynaliśmy wszystko od nowa. I ja startowałem z niczym - dodaje.

KPN: Kapitalizm Prawo Niepodległość

Na początku lat 90. Hajdarowicz był jednym z najmłodszych radnych w pierwszej kadencji krakowskiego samorządu. Radnym KPN. Skrót ten rozwija tak: "Kapitalizm Prawo Niepodległość". - Partia poszła w stronę mentalności związkowej, dlatego o kolejny mandat już się nie ubiegałem - mówi dziś.

Polityczny epizod dzisiejszego wydawcy "Przekroju" i "Sukcesu" był zresztą konsekwencją jego opozycyjnej działalności. Konsekwencją słabszą, bo bardziej praktyczne okazały się opozycyjne doświadczenia biznesowe. Podczas wizyty papieża w Polsce w 1983 r. Hajdarowicz szefował sprzedaży znaczków - zysk szedł na działalność opozycyjną. W końcówce lat 80. wydawał na UJ bibułę i ze swoimi opozycyjnymi pismami udało mu się wyjść poza uniwersytet.

Potem wyjechał do USA. Wrócił z sześcioma tysiącami dolarów, przez chwilę był dziennikarzem i radnym, potem z kolegą założyli firmę Gremi dystrybuującą leki. Wtedy jeden lek - torfowy preparat Tołpy. - Kupiliśmy dwa samochody i wynajęliśmy garaż. Przez kilka miesięcy zarabialiśmy kupę pieniędzy. Ale pewnego wieczoru jeden z profesorów powiedział przypadkiem w "Wiadomościach", że specyfik Tołpy nie działa. Skończyło się - wspomina.

Dla Hajdarowicza krach Tołpy był jednak sygnałem, że warto dzielić dochody i ryzyko. Gremi szybko wszedł w raczkujący rynek dystrybucji leków w Polsce, zaopatrując 25 proc. polskich aptek. - Wtedy nie było jeszcze hurtowni farmaceutycznych. Kiedy więc na jakimś spotkaniu w warszawskim Mariotcie Amerykanie referowali, że marże dystrybutorów nie dochodzą u nich do 1 proc., zrozumiałem, że nasz rynek jest dziki i pewnie nasze kilkadziesiąt procent marży za chwilę się skończy - tłumaczy.

Przedsiębiorca wprowadza jeszcze na polski rynek m.in. pierwszy lek walczący z AIDS i zaczyna inwestować w nieruchomości.

Te kokosy

Właściciel Grupy Gremi (dziś to Narodowy Fundusz Inwestycyjny "Jupiter", Dragmor, Gremi Film Production, "Sukces" i "Przekrój") przeprasza na chwilę, odbiera telefon od ambasadora Brazylii w Polsce. Sam został przed miesiącem konsulem honorowym Brazylii w Krakowie. Widzi Pan szansę na ściągnięcie do nas brazylijskiego kapitału? - pytali go dziennikarze.

Odpowiadał: - To możliwe. Brazylia bardzo dobrze stoi gospodarczo, a jej mieszkańcy uwielbiają Europę, mają też bardzo przyjazny stosunek do Polaków. Wiedzą, że papież pochodził z Krakowa. Choć jeszcze nie wiedzą, że Grzegorz Hajdarowicz jest z Krakowa... [śmiech].

Może się dowiedzą, bo Hajdarowicz kupił w Brazylii blisko trzy tysiące hektarów ziemi z sześcioma kilometrami plaży nieopodal budowanego właśnie największego południowoamerykańskiego lotniska. - To miejsce na park technologiczny i ekologiczną turystykę. Z hasłem "Zamieszkaj i pracuj w raju". Projekt na 15 lat. Wartość - około miliarda dolarów - wylicza gospodarz Karniowic. Sam tyle nie ma. - Nie palę się do listy najbogatszych. Chcę być animatorem projektu w Brazylii, zapraszając do niego innych światowych inwestorów - tłumaczy. I wylicza: - Na razie mam tam kokosową plantację z 50 tys. palm. Każda palma daje 30 kokosów rocznie. To półtora miliona kokosów w roku.

Wystarczy rozwiązywanie problemów

Po osiedlu Teatralnym Hajdarowicz znów się przebranżowił. Kupił od NFI kilka krakowskich firm, lokalnych ikon, m.in. Spomasz, Kwap, TELPOD, WSK. Jego grupa kapitałowa zatrudnia 2,5 tys. ludzi. - Kiedy przejmowałem tę firmę, była strzępem. Jak pozostałe zresztą: nierentowna produkcja, zła sprzedaż, zero marketingu, długi po horyzont - mówi Grzegorz Hajdarowicz, który przejmował, restrukturyzował, unowocześniał (z kwapowskiego systemu do głosowania korzystają do dziś polscy parlamentarzyści) i sprzedawał. Przez jego grupę kapitałową przeszło kilkadziesiąt firm. W pewnym momencie miał nawet 24 jednostki pływające, które służyły do budowy portu w Azerbejdżanie i fabrykę mebli, która produkowała m.in. okrągły stół.

Aż w 2003 r. ma dość: - Postanowiłem wszystko sprzedać. To był czas sporej podejrzliwości wobec przedsiębiorców. Koronnym przykładem była dla mnie urzędniczka skarbowa z Nowej Soli, która postanowiła nie zwracać VAT mojej firmie, której produkcja w 100 proc. szła na eksport. W gminie było 31 proc. bezrobocia! Fabryka padła, nie chciałem kredytować państwa.

Znów przyszedł czas nieruchomości. I filmów. Wyłożył kilkaset tysięcy złotych na "Zakochanego anioła" i znacznie więcej na "City Island" z Andy Garcią. Współprodukował też "Straż nocną" Petera Greenawaya.

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów