Dziwi przede wszystkim łatwość, z jaką zwolennicy rynku prowadzący swoją medialną krucjatę w imię wolności gospodarki rynkowej lekceważą prawa, którymi rządzą się najbardziej rynkowe, czyli notowane na giełdzie firmy. Otóż zwolennicy ci zdają się nie zauważać faktów, które dla każdego zarządu giełdowej spółki, niezależnie od składu akcjonariatu, są najistotniejszym sprawdzianem skuteczności ich działań i strategii, są jak semafor na skrzyżowaniu, który pokazuje, czy należy dalej śmiało jechać w obranym kierunku, wyhamować czy zachować ostrożność. Mam na myśli fakty, które bronią się same.
PKO BP, bo to o nim oczywiście chcę mówić i do tego jako przewodniczący rady nadzorczej czuję się upoważniony, w ostatnich tygodniach był z dużą łatwością obdarowywany etykietkami w rodzaju "mało dynamiczny", "słabo zarządzany", "niekonkurencyjny".
I tu pora na kilka faktów.
• Bank PKO BP jest największym bankiem detalicznym na polskim rynku instytucji finansowych, osiągającym konsekwentnie kwartał po kwartale coraz lepsze wyniki finansowe. Jego pozycję potwierdzają wyniki finansowe grup kapitałowych z I kwartału 2010 roku, z których wynika, że wśród pięciu największych banków w Polsce PKO BP osiągnęło zdecydowanie najwyższy zysk netto na poziomie 720 mln zł, o ponad 20 proc. więcej od najbliższego konkurenta.
• Jedną z głównych miar efektywności banków jest wskaźnik kosztów do dochodów (C/I), który w przypadku PKO BP jest na poziomie 43,2 proc. i jest nie tylko najlepszy wśród polskich banków, ale także na poziomie najlepszych banków europejskich.
• Atrakcyjność spółki oraz jej dobrą kondycję finansową dostrzegają również analitycy rynkowi, którzy w znacznej większości rekomendują zakup akcji PKO BP. Eksperci rynków finansowych dostrzegają trendy wzrostowe całego sektora finansowego, lecz jedynie w przypadku PKO BP wydali tak wiele rekomendacji zakupu akcji spółki przy braku choćby jednego wskazania sprzedaży. Dobre opinie analityków potwierdza również wysoka ocena agencji ratingowej Fitch, która przyznała PKO BP wynik 2 (w skali od najwyższej: 1, 2, 3, 4, 5).
• Stabilność PKO BP została również potwierdzona wynikami przeprowadzonych stress-testów. Wyniki uzyskane przez PKO Bank Polski znacząco przekroczyły wskaźniki adekwatności kapitałowej przyjęte przez wiele europejskich instytucji na potrzeby testów. Jest to doskonała informacja dla wszystkich partnerów oraz klientów banku, ponieważ przedstawione wyniki odzwierciedlają odporność PKO BP na wpływy potencjalnej gorszej koniunktury.
• Dane Związku Banków Polskich potwierdzają pozycję lidera PKO BP na polskim rynku. W pierwszym półroczu udział kredytów złotowych udzielonych przez PKO BP wyniósł aż 35,1 proc. Optymistyczne informacje dla PKO Banku Polskiego płynące z ZBP zbiegły się w czasie z oceną jakościową kredytów hipotecznych, jakie przeprowadził w lipcu 2010 r. Open Finance. Z rankingu opublikowanego na stronie internetowej tego doradcy finansowego wynika, że PKO Bank Polski otrzymał - na 10 możliwych - 8,9 punktu w zakresie kredytów złotowych i 7,9 punktu w kredytach w euro, zajmując pierwsze miejsce w obydwu kategoriach.
Fakty te przytaczam nie jako laurkę dla spółki, którą dla dobra i pożytku wszystkich jej akcjonariuszy nadzoruję, ale dla przywrócenia w dyskusji o przyszłości PKO BP jakże istotnego - mimo że niewygodnego dla niektórych teorii - osadzenia w rzeczywistości.
Dyskusja sprowokowana jest spekulacjami dotyczącymi transakcji sprzedaży dużego banku na polskim rynku. Ewentualny udział PKO BP w tym procesie nazywany jest renacjonalizacją. W jaki sposób kupno spółki rynkowej przez inną rynkową spółkę z udziałem skarbu państwa, co w efekcie prowadziłoby do obniżenia udziału skarbu państwa w akcjonariacie, miałoby być działaniem nierynkowym?
Dlaczego wizja połączenia z największym notowanym na GPW bankiem o świetnych wynikach i dynamice wzrostu miałaby być dla akcjonariuszy znacząco gorsza od wizji połączenia z bankiem o zagranicznym akcjonariacie? Polski sektor bankowy wyszedł z kryzysu w dobrej i stabilnej kondycji w porównaniu z sytuacją większości europejskich i światowych rynków. Akcjonariusze i klienci to dostrzegają, "głosują nogami" i jest to chyba najlepszy miernik rynkowy.
Problem jest szerszy i ogniskuje się wokół pytania o prawo do rozwoju poprzez rynkowe akwizycje giełdowych spółek z udziałem skarbu państwa. Dlaczego odmawia im się prawa do rozwijania biznesu i korzystania z pojawiających się na rynku atrakcyjnych okazji? Dlaczego z góry odmawia się bankowi realnej szansy na ekspansję i stanie się jednym z głównych graczy na rynku, w tym na rynku europejskim czy chociażby środkowoeuropejskim? Czy oznacza to petryfikację sektora publicznego, czy wręcz jego rozrost? Media donoszą o kolejnych planach sprzedaży akcji skarbu państwa w spółkach z jego udziałem; dotyczyć to ma także PKO BP. Akwizycja dokonana na warunkach rynkowych z korzyścią dla banku nie stanowi a priori żadnej przeszkody w jego prywatyzacji. Brak jest zatem prostej logiki w ponurych wizjach renacjonalizacji.
Szermowanie zarzutami o politycznym sterowaniu decyzjami zarządów (w podtekście: także rad nadzorczych) zwraca jedynie uwagę na zjawisko ze wszech miar negatywne, choć w sytuacji PKO BP niewystępujące, lecz - co istotne - wcale nie buduje merytorycznej, czysto biznesowej argumentacji; co więcej, dalekie jest od wymagających subtelności analiz rynkowych. Formułowanie tego rodzaju niezweryfikowanych poglądów wydaje się nie zwracać uwagi na prosty fakt, że tego typu głosy stanowią negatywny sygnał dla drobnych akcjonariuszy. Nikt nie stworzył lepszego mechanizmu weryfikacji działań przedsiębiorcy, a zwłaszcza spółki notowanej na giełdzie, niż rynek. Tu wszyscy się zgadzają. A rynek to liczby i kursy akcji. Kto będzie chciał kupować akcje spółek, którym odmawia się prawa do rozwoju na rynkowych zasadach?
Dlaczego wreszcie sprzedaż akcji polskiej firmy spółce, w której udziały ma inne państwo, ma być słuszna i oceniana inną miarą niż potencjalna akwizycja, w której przejmującym jest spółka z akcjonariatem skarbu państwa? Ci, którzy krytykują jako zasadę ten drugi scenariusz, wydają się nie zauważać szkód, jakie przyniosło tego rodzaju myślenie, które w przeszłości prowadziło do zamiany polskich monopoli na monopole zagraniczne, niejednokrotnie równie szkodliwe dla rynku. Nie dostrzegają przy tym zmian, jakie zaszły na polskim rynku przez ostatnich 20 lat.
Każda interpretacja planów ekspansji rynkowej jakiegokolwiek przedsiębiorcy musi być dokonywana z uwzględnieniem mechanizmów wolnorynkowych, a ponadto nie może uciekać zarówno od rzetelnej oceny sytuacji rynkowej jako całości, jak i na płaszczyźnie mikroekonomicznej. Wartością nadrzędną, jaką należy chronić w warunkach polskiej gospodarki, jest efektywna konkurencja. Sektor bankowy jest wyjątkowo konkurencyjny; na polskim rynku działa kilkadziesiąt dużych i średnich banków oraz kilkaset lokalnych. Trudno raczej sformułować tezę, że jakakolwiek możliwa dzisiaj fuzja bankowa przyczyniłaby się do zaniku konkurencji na rynku bankowym w Polsce. Ochrona konkurencji z kolei to dbałość o samodzielność i równość przedsiębiorców. Jaka to równość, jeżeli odmawia się prawa akwizycji bankowi z udziałem skarbu państwa, co de facto oznacza zgodę na taką akwizycję zagranicznym bankom szeroko dotowanym z państwowej kasy w ostatnim czasie? Nie ma w takim myśleniu ani postrzegania rynkowej zasady równości, ani też logicznego myślenia.
Co o pomyśle przejęcia BZ WBK przez PKO BP pisali :
Leszek Balcerowicz, były minister finansów i prezes NBP ("Gazeta", 19.07)
• PKO BP ma ograniczone doświadczenie w fuzjach.
• PKO BP ma nadmierne zatrudnienie i musi je dalej ograniczać.
• Część klientów BZ WBK może przejść do innych banków prywatnych. Co ważniejsze, to samo może zrobić część pracowników - i to najlepszych! (Płace w PKO BP są średnio o 25 proc. niższe).