Biznes Ludzie Pieniądze

Hodowcy długów - zarabiają na polskich szpitalach

Marcin Bojanowski
17.08.2010 , aktualizacja: 15.08.2010 22:06
A A A Drukuj
Na chorej służbie zdrowia można świetnie zarobić. Dawni handlarze długami szpitali dzisiaj sami pożyczają szpitalom pieniądze. Zarabiają na tym dziesiątki milionów złotych
Ile zarabia się na długach szpitali
Ile zarabia się na długach szpitali
Jak rosną długi szpitali
Jak rosną długi szpitali
Długi szpitali to morze pieniędzy. Ministerstwo Zdrowia szacuje je na prawie 10 mld zł. To, co spędza sen z powiek dyrektorom placówek i ministerialnym urzędnikom, dla kilku wtajemniczonych jest kurą znoszącą złote jaja. To do ich kieszeni trafiają pieniądze przeznaczone na leczenie chorych.

Kim są, skąd się wzięli i w jaki sposób uzależnili od siebie dyrektorów państwowych szpitali? Do tego wrócimy. Najpierw przyjrzymy się podupadłej służbie zdrowia.

Państwowe szpitale mają 9,85 mld zł długów - to ostatnie dane resortu zdrowia na koniec marca. Tylko w pierwszych trzech miesiącach tego roku zadłużenie wzrosło o 220 mln zł. Najszybciej zadłużają się placówki w województwach kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Ich długi w trzy miesiące wzrosły aż po blisko 10 proc.

Co niepokoi jeszcze bardziej, to szybko rosnące długi przeterminowane. Czyli takie, które grożą wejściem komornika na szpitalne konta. Od stycznia do marca zwiększyły się o prawie 8 proc., do 2,42 mld zł.

Dlaczego długi rosną? Mniejszy strumień pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia, który nie chce płacić za nadwykonania. Szpitale, kiedy kończą się pieniądze z kontraktów, muszą działać dalej. Muszą kupować leki, narzędzia, zużywają prąd, gaz, ciepło.

Zakłady energetyczne, gazownie, hurtownie leków czy dostawcy sprzętu - wszyscy są na szpitale skazani. Pierwsi, bo dostaw nie odetną. Naraziłoby to życie pacjentów i na taką firmę posypałyby się gromy.

Dyrektorzy to wiedzą. Opowiada szef jednego ze śląskich szpitali: - Pod koniec roku zabrakło pieniędzy na rachunki za prąd. Nękali mnie i grozili, że odetną dostawy. To im mówię: spróbujcie, a za chwilę będą tu wszystkie telewizje!

Z kolei dla hurtowników i dostawców sprzętu medycznego liczy się każdy kontrakt. Choć szpitale są biedne, chętnych nie brakuje. Państwowy prędzej czy później zapłaci. Razem z odsetkami.

Zarobić na długach

Kiedy szpital zaczyna mieć nóż na gardle, na gwałt szuka pieniędzy. Najpierw puka do banków, ale te odprawiają go z kwitkiem. Żaden nie chce dawać pieniędzy zadłużonym lecznicom. Za duże ryzyko - tłumaczą bankowcy.

Żeby dopiąć budżety, szukają gdzie indziej. Gdy pojawia się firma gotowa wyłożyć pieniądze na spłatę długów, dyrektorzy niewiele się zastanawiają. I tu wracamy do wtajemniczonych.

W całym kraju z długów służby zdrowia żyje kilkanaście firm. Liczą się jednak trzy: giełdowe spółki Magellan i M.W. Trade oraz Electus należący do Domu Maklerskiego IDM SA. Wszystkie zaczynały od handlu długami szpitali. Teraz same pożyczają im pieniądze. I świetnie na tym zarabiają.

Jak to działa? Taka pożyczka jest droższa niż kredyt bankowy. Jej cena to nawet kilkanaście procent rocznie. Prawdziwą żyłą złota jest jednak dopiero sytuacja, gdy szpital przestaje spłacać raty w terminie. Wówczas zadłużenie zaczyna rosnąć lawinowo. Dochodzą karne odsetki i opłaty za tzw. doradztwo (firmy przekonują, że nie tyle pożyczają szpitalom pieniądze na spłatę długów, ile pomagają im wyjść z tarapatów - a to kosztuje) -. W sumie mogą sięgnąć kilkunastu milionów złotych.

Tak było w przypadku szpitala w Pabianicach, którego pożyczka od firmy Electus doprowadziła na skraj bankructwa. Z pożyczonych 15 mln zł na spłatę długów zrobiło się dwa razy więcej. Szpital musiał m.in. co miesiąc dopłacać firmie 134 tys. za obsługę umowy. Electus tłumaczył, że dyrektor szpitala wiedział, co podpisuje.

W podobne tarapaty wpadło wtedy wiele szpitali. Po wejściu w życie ustawy restrukturyzacyjnej, by dostać pomoc od państwa, musiały pospłacać swoje przeterminowane długi. Pieniądze wykładały firmy windykacyjne, a spłatę rozkładały na raty. Oprocentowanie - nawet 20 proc. w skali roku. Lecznice zamieniały więc jeden dług na kolejny, tyle że znacznie większy. Wpadając z deszczu pod rynnę.

Hodowla długów

A wystarczyło, żeby politycy odrobili lekcję z niedalekiej przeszłości. Bo to, co się dzieje, przypomina sytuację z połowy lat 90. Wtedy "hodowla" państwowych długów przez prywatne firmy doprowadziła skarb państwa do olbrzymich strat.

Działało to tak: dyrektorzy szpitali (ale też szkół czy dowódcy jednostek wojskowych) kupowali drogi sprzęt, ale za niego nie płacili. Wystawiali tylko fakturę. Dostawca szybko odzyskiwał pieniądze, sprzedając dług innej firmie. Ta kolejnej, zarabiając na szybko rosnących karnych odsetkach. I tak dalej. Ostatni w łańcuszku - zgodnie z ustawą podatkową - regulował długami skarbu państwa swoje podatki.

Dopiero po dwóch latach wprowadzono przepisy ograniczające możliwość potrącenia podatków długami skarbu państwa. Do tej pory nie wiadomo, ile straciło państwo na "hodowli długów". Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że tylko w latach 1995-96 potrącono długami służby zdrowia ponad miliard złotych podatków.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów