Chodzi o system iAd, który zadebiutował na rynku 1 lipca tego roku, a dzięki któremu interaktywne reklamy pojawiają się wewnątrz aplikacji na
iPhone'a czy iPada. Jak wylicza "WSJ", spośród 17 partnerów reklamowych
Apple, w lipcu praktycznie tylko Unilever i Nissan ruszyły z kampaniami na gadżetach koncernu.
Skąd taki poślizg?
Jak nieoficjalnie tłumaczą agencje reklamowe, wynika to z chęci Apple do kontrolowania także procesu powstawania reklam. A do tego agencje nie są przyzwyczajone. W efekcie stworzenie reklamy na
smartfony i tablety Apple zabiera od ośmiu do 10 tygodni. - Przez podejście Apple reklama powstawała o dwa tygodnie dłużej, niż się początkowo spodziewano - mówi szef jednej z agencji dziennikowi "WSJ". Według informacji dziennika opóźnienia dotknęły m.in. kampanię Citigroup.
Agencje nie do końca wiedzą, jak wykorzystać potencjał reklam na iPadzie czy iPhonie - produkcyjną obróbką zajmuje się już Apple, a spółka nie dostarczyła jeszcze agencjom zestawu narzędzi programistycznych, które pozwoliłyby im zapoznać się z technologią HTML5, stosowaną w iAd.
Agencje narzekają też, że Apple nie mówi reklamodawcom, gdzie konkretnie wyświetli się reklama zakupiona w systemie iAd. Mogą jedynie zaznaczyć, gdzie wyświetlić jej nie chcą. Apple dostarcza im danych na temat zachowania użytkowników, własnych metryk agencje stosować nie mogą.
Ci reklamodawcy, którzy z iAd skorzystali, na razie je chwalą. Jak twierdzi Nissan, jego reklamy na gadżetach Apple mają pięciokrotnie wyższą klikalność niż banery w internecie.
Powstanie własnej platformy reklamowej iAd Apple ogłosił w kwietniu. W czerwcu koncern podawał, że do końca roku reklamodawcy zgłosili chęć uruchomienia kampanii o wartości ponad 60 mln dol.
To wciąż niszowy rynek. Według szacunków firmy badawczej eMarketer przychody z mobilnych reklam w
USA mają w tym roku wzrosnąć o 43 proc., do 593 mln dol. Jednym z poważnych konkurentów jest
Google, które sprzedaje reklamy na smartfonach z systemem operacyjnym Android.