Biznes Ludzie Pieniądze

Cztery firmy złożyły ofertę kupna Energi. Finał w grudniu

Konrad Niklewicz
16.08.2010 , aktualizacja: 16.08.2010 20:45
A A A Drukuj
Cztery spółki złożyły ostateczną ofertę kupna Energi: Polska Grupa Energetyczna, francuski GDF Suez, Kulczyk Holding oraz czeski Energeticky a Prujmyslovy Holding. Finał batalii pod koniec grudnia
Elektrownia w Bełchatowie należąca do PGE
Fot. Małgorzata Kujawka
Elektrownia w Bełchatowie należąca do PGE
To właśnie spośród tych czterech firm Ministerstwo Skarbu Państwa wyłoni tę, z którą rozpocznie wyłączne negocjacje w sprawie sprzedaży 83-procentowego pakietu akcji Energi. Kiedy? Resort nie podaje konkretnej daty. - Chcemy zamknąć tę transakcję do końca roku - ucina Maciej Wewiór, rzecznik resortu. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami oferty na zakup Energi nie złożył czeski koncern CEZ (choć był na pierwotnej, krótkiej liście potencjalnych inwestorów).

Energa jest najmniejszą grupą energetyczną w Polsce. Działa głównie w Polsce północnej, ma 17-proc. udział w rynku dystrybucji elektryczności (ale zarazem mały, bo tylko trzyprocentowy udział w jej produkcji). W pierwszym półroczu 2010 r. zysk Energi wyniósł 422 mln zł. Szacuje się, że cała spółka może być warta od 6 do 8 mld zł.

Kim są spółki starające się o kupno Energi? PGE to największy koncern energetyczny w Polsce, właściciel m.in. elektrowni Bełchatów. Kontroluje ponad 40 proc. rynku energii elektrycznej w Polsce. GDF Suez to też gigant - tyle że na skalę światową (w 2009 r. miał 80 mld euro przychodów). GDF Suez jest już w Polsce obecny - jest właścicielem elektrowni Połaniec. Z kolei Kulczyk Holding jest wehikułem inwestycyjnym kontrolowanym przez najbogatszego Polaka Jana Kulczyka. Zaś Energeticky a Prujmyslovy Holding to czeski podmiot, w którym udziały mają m.in. inwestorzy finansowi (grupa PPF) oraz zarządca holdingu Daniel K etinsky.

Najwięcej kontrowersji - i to od dawna - wzbudza oferta złożona przez PGE. Nie tylko dlatego, że większościowym udziałowcem PGE wciąż pozostaje skarb państwa. Na przejęcie Energi przez PGE nie chce się zgodzić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (a zgodnie z prawem tak duża transakcja musiałaby uzyskać jego pozytywną ocenę). - Już od wielu miesięcy mówimy, że PGE ze względu na swój wysoki udział w rynku jest problemem - tłumaczyła "Gazecie" Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, szefowa UOKiK. - Połączenie tych dwóch grup spowoduje zmniejszenie płynności na rynku energii, a to zaszkodzi konkurencji. Przecież prywatyzacja miała prowadzić do zwiększenia, a nie do zmniejszenia konkurencji!

W marcu 2010 r. Urząd opublikował swój własny raport o energetyce. Stwierdza on wprost: "Szczególnie niebezpieczne byłoby dalsze wzmacnianie pozycji PGE SA na rynku wytwarzania energii elektrycznej. Również umacnianie jej pozycji w dystrybucji i obrocie energią elektryczną zagrażałoby konkurencji". UOKiK jest wyjątkowo zdeterminowany - to pierwszy raz w historii, gdy zapowiada, że zablokuje jakąś transakcję, zanim jeszcze dostał jej formalne zgłoszenie.

Kierowany przez Tomasza Zadrogę koncern PGE nie poddaje się jednak i chce przekonać UOKiK. Już teraz spółka zapowiada, że od stycznia 2011 r. 90 proc. wytwarzanej energii (czyli ok. 50 TWh) będzie sprzedawane poprzez giełdy energii. - Ewentualne połączenie PGE i Energi będzie neutralne, jeśli chodzi o ceny energii. (...) PGE będzie sprzedawała poprzez giełdy towarowe prawie całą wyprodukowaną energię. Dzięki temu ceny energii będą kształtowane wyłącznie przez prawa popytu i podaży - zapewnia spółka.

Zarząd PGE przekonuje też, że nabycie Energi ułatwi mu realizację tzw. programu jądrowego - budowę pierwszej w Polsce elektrowni atomowej. - Trzy z kilku rozważanych lokalizacji tej inwestycji znajdują się na terenie obsługiwanym przez Energę, dzięki czemu energia z atomu będzie dostarczana bezpośrednio do klientów, bez konieczności przesyłania jej w odległe rejony kraju - podkreśla PGE.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów