Biznes Ludzie Pieniądze

Bogaci, dołóżcie do rent

Dominika Wielowieyska
16.08.2010 , aktualizacja: 17.08.2010 09:43
A A A Drukuj
Renty zmaleją - taki będzie efekt reformy rentowej. Rząd powinien zaproponować program, który pomoże chorym Polakom odzyskać zdrowie i zdolność do pracy
Dominika Wielowieyska
fot. AG
Dominika Wielowieyska
Zmian nie unikniemy, bo system rentowy trzeba dostosować do nowego systemu emerytalnego. A zgodnie z nowymi zasadami nasze emerytury zależą od tego, ile sami sobie uskładamy w czasie pracy. Z rentami ma być podobnie. Gdyby zostawić renty po staremu, doszłoby do paradoksu: świadczenia emerytalne byłyby niższe niż rentowe. To mogłoby skłonić ludzi, by za wszelką cenę załatwić sobie wcześniej rentę zamiast pracować na emeryturę. Zniechęcalibyśmy Polaków do dłuższej aktywności zawodowej i dbania o zdrowie. Bo skoro bardziej opłaca się być chorym, to po co dłużej pracować?

Koszty tego zjawiska dla budżetu mogą być bardzo wysokie. Rząd próbował już raz zmienić ustawę rentową. Zawetował ją jednak śp. prezydent Lech Kaczyński, bo nie godził się na niższe świadczenia przyszłych rencistów. Podkreślam "przyszłych", bo zmiany nie ograniczają obecnie wypłacanych rent.

Dziś do sprawy trzeba wrócić, bo dziura finansowa w ZUS-ie rośnie w zastraszającym tempie, a z nią dług publiczny.

Świadczenia rentowe są niskie - dziś przeciętnie to 1270 zł. Trudno z nich wyżyć. W praktyce renciści bardzo często dorabiają na czarno, bo nie muszą się martwić o ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. To mają już zagwarantowane.

Ale są i tacy, którzy wymagają poważnej i kosztownej rehabilitacji, by móc pracować. Trzeba pomagać osobom chorym w odzyskaniu zdrowia. Taki program zresztą już istnieje, tyle tylko, że mało kto o nim wie i ma niewielki zasięg. Pisali o nim niedawno Leszek Kostrzewski i Piotr Miączyński. ZUS oferuje "rehabilitację leczniczą w ramach prewencji rentowej". Zamiast wysyłać ludzi na rentę (i ją wypłacać), Zakład chce przywracać im sprawność. I gdy podupadamy na zdrowiu, Zakład wysyła nas do sanatorium na cykl zabiegów medycznych. To tzw. prewencja - reagowanie zawczasu na pogarszające się zdrowie. Prawo do rehabilitacji opłacanej przez ZUS mają także osoby, które już są na rencie.

Zachęcanie rencistów do pracy jest kluczowe. Tym bardziej że nowelizacja zakłada, iż rencista może dorobić sobie na boku bez ograniczeń. Dziś te ograniczenia istnieją. Pytanie, skąd wziąć pieniądze na rozszerzenie programu. Jest takie jedno źródełko, do którego można sięgnąć. I rząd Tuska to nawet rozważał, ale ostatecznie nie zdecydował się na taki krok.

Dziś najzamożniejsi Polacy, gdy ich dochód przekroczy 30-krotność średniej pensji (ok. 95 tys. zł), przestają płacić składki rentową i emerytalną. Dotyczy to osób, które zarabiają ponad 8 tys. zł miesięcznie. Najlepiej opłacani - np. prezesi banków - przekraczają próg już w styczniu i od lutego nie płacą tych składek w ogóle. Próg ten miał chronić nasz system ubezpieczeniowy głównie przed wypłacaniem w przyszłości zbyt wysokich emerytur, na które budżetu nie będzie stać. Nasze emerytury mają bowiem zależeć od tego, ile wpłaciliśmy składek do OFE i ZUS.

Może więc limit w przypadku składki emerytalnej powinien istnieć dalej, ale jeśli chodzi o składkę rentową - niekoniecznie. A pieniądze zyskane w ten sposób można przeznaczyć na program rehabilitacyjny.

Kiedy "Gazeta" po raz pierwszy napisała o tym pomyśle, odezwały się głosy o nakładaniu kolejnego "haraczu" na najlepiej zarabiających. Państwo każe im płacić więcej, nie dając nic w zamian. I to było prawdziwe stwierdzenie, bo stary system nie uzależniał wysokości renty od tego, ile płaciliśmy ZUS-owi wcześniej w ramach składki rentowej. Ale w nowym systemie jest inaczej: płacąc wyższą składkę, gwarantujemy sobie - w razie choroby czy inwalidztwa - wyższe świadczenie.

Można limit rentowy znieść w ogóle lub podnieść próg zarobków, powyżej których składki już się nie płaci. Bo przecież i taki wariant jest możliwy.

Zapewne i tak pojawią się opinie, że to polityka janosikowa. Najlepiej byłoby, aby wszystkie te operacje - reforma rentowa plus zmiana wspomnianego limitu - były połączone z obniżką składki rentowej, którą przeprowadził PiS (z 13 do 6 proc.). Bo przypomnijmy, że ta obniżka była bardzo korzystna szczególnie dla osób najlepiej zarabiających. Wtedy zamożni Polacy zyskaliby na obniżce, ale mniej. A dziś mają poczucie, że ktoś im coś dał, a teraz chce zabrać. No, ale PiS był raczej niechętny przeprowadzaniu trudnych reform, więc na nic takiego się nie zdecydował.

Ostatecznym argumentem jest jednak to, że jeśli zyskane przez budżet pieniądze poszłyby na rehabilitację rencistów, to zyskać mogą na tym wszyscy - i biedni, i bogaci. Bo budżet zostałby podreperowany, a państwo nam wszystkich skuteczniej pomagałoby odzyskać zdrowie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    61 głosów