I nie jest wykluczone, że odpowiedź Komisji będzie pozytywna, tj. KE zgodzi się z wymienionymi w liście argumentami. - Służby Komisji oraz komisarz ds. gospodarczych Olli Rehn analizują przedłożoną propozycję. Odpowiedź będzie gotowa w ciągu kilku dni. Postulat jest adekwatny - powiedział rzecznik Rehna Amadeu Altafaj Tardio cytowany przez PAP.
W liście napisanym z inicjatywy polskiego rządu dziewiątka państw (prócz Polski są to
Bułgaria,
Czechy,
Węgry,
Łotwa, Litwa,
Rumunia, Słowacja i Szwecja) przekonuje, że obecna metoda liczenia długu jest niesprawiedliwa, bo uderza w te państwa, które zreformowały swoje systemy emerytalne.
Problem najlepiej widać na polskim przykładzie. W naszym systemie ze składki emerytalno-rentowej (19,5 proc. pensji) część pieniędzy (obecnie 7,3 proc.) jest transferowana - via ZUS - na konta OFE. Ponieważ ZUS oddaje te pieniądze, ma mniej środków na obsługę bieżących emerytur. I żeby załatać tę dziurę w ZUS, rząd musi dosypywać pieniądze z budżetu. Co oznacza konieczność m.in. emitowania obligacji skarbowych. Państwo zadłuża się coraz bardziej. Ale to zadłużanie się szkodzi tylko w krótkiej perspektywie. W dłuższej - np. za 25 lat - OFE przejmą znaczną część wypłat emerytur. I wówczas ich wpływ na gospodarkę będzie zdecydowanie korzystny, zmniejszając potencjalne obciążenie budżetu państwa (bo wtedy, w uproszczeniu, znacznie mniej trzeba będzie "dopłacać" ZUS-owi).
- Bardzo bym chciał, by KE poparła polski postulat. Ale nic nie jest przesądzone. Zresztą nawet jeśli Komisja nas poprze, to i tak ostateczna decyzja zapadnie na szczeblu rządowym. Najwcześniej 16 września na szczycie Unii Europejskiej - mówi "Gazecie" Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu ds. europejskich. I zaznacza: - Mamy szanse. Koalicja dziewięciu państw to sporo. Pytanie tylko, czego inne państwa mogą zażądać w zamian za poparcie naszych postulatów?
Spór o sposób liczenia długu toczy się w UE już od kilku lat, ale właśnie teraz - ze względu na alarmująco wysoki poziom zadłużenia w całej Unii i trwającą debatę o strategicznych reformach - ta sprawa stała się tak ważna. Także dla Polski, która walczy o to, by nie przekroczyć zapisanego w konstytucji progu długu (maksimum 55 proc. PKB). Gdyby pieniądze transferowane do OFE przestano wliczać do polskiego długu, z dnia na dzień jego wysokość spadłaby do mniej więcej 40 proc. PKB.