Biznes Ludzie Pieniądze

Zapomnijcie o BRIC, przyszłość należy do Jedenastu Wspaniałych

Mariusz Piotrowski
18.08.2010 , aktualizacja: 01.09.2010 11:12
A A A Drukuj
Brazylia, Rosja, Indie i Chiny - te cztery kraje znane jako BRIC przez najbliższe lata będą rozdawać karty w światowej gospodarce. Ale tuż za nimi dynamicznie rozwijają się państwa z grupy pod roboczą nazwą "Next 11". Lepiej dobrze ją zapamiętać, bo według wielu analityków to właśnie te kraje czeka największa prosperita
Europejczycy wolą kupować towary
istock
Europejczycy wolą kupować towary "made in EU", więc chińskie firmy przenoszą produkcję do Europy
Goldman Sachs to bank, o którym w najlepszym razie można powiedzieć, że jest "kontrowersyjny". Nie można mu jednak odmówić zdolności do zarabiania pieniędzy - wie, jak to się robi i przede wszystkim gdzie. Termin Next 11 stworzył jesienią 2005 roku właśnie główny analityk Goldmana, Jim O'Neill. To lista krajów, które z uwagi na szybki wzrost gospodarczy będą w najbliższych latach najlepszymi miejscami do inwestowania pieniędzy. Sporządzając ją, O'Neill posłużył się szeregiem wskaźników: oprócz wzrostu PKB wziął pod uwagę płynność systemów finansowych poszczególnych krajów, atrakcyjność biznesową, sytuację sektora bankowego, kapitalizację giełdy, dług publiczny i wiele innych. Ostatecznie w ekskluzywnym klubie znalazło się jedenaście szybko rozwijających się państw: Bangladesz, Egipt, Indonezja, Iran, Meksyk, Nigeria, Pakistan, Filipiny, Korea Południowa, Turcja i Wietnam. Według O'Neilla kraje te przejmą schedę po grupie G8 i przez najbliższe pół wieku mają nadawać ton światowej gospodarce razem z Brazylią, Rosją, Indiami i Chinami, czyli grupą BRIC, którą także wymyślił główny ekonomista Goldman Sachs w 2001 roku.

Zgodnie z założeniami banku najlepiej będą sobie radzić Meksyk, który do 2050 roku stanie się szóstą największą gospodarką świata, i Korea Południowa - według prognoz Goldman Sachs za 40 lat azjatycki kraj pod względem PKB na głowę mieszkańca będzie bogatszy od wszystkich członków G7, wyłączając USA. Tak dobre dane mogą się ziścić nie tylko z powodu przyspieszenia państw rozwijających się, ale też spowolnienia rozwoju krajów najbogatszych - według raportu Goldman Sachs z lutego w latach 2000-08 kraje G7 były odpowiedzialne tylko za 40 proc. globalnego wzrostu gospodarczego, podczas gdy w poprzedniej dekadzie było to 70 proc. Dla porównania - w pierwszej dekadzie XXI wieku udział krajów BRIC w globalnym wzroście PKB wyniósł 30 proc., a intensywnie goniącego wielką dwójkę N-11 - 11 proc.

Wielka Czwórka i Jedenastu Wspaniałych

Czy wybór przyszłych liderów światowej gospodarki jest trafiony? Większość ekonomistów uznaje, że tak, choć niektórzy dodają, że równie wysoko w górę mogą wystrzelić gospodarki innych krajów, np. Argentyny, Chile i Peru. Z pewnością kraje N-11 mają wiele atutów: choć nie są tak duże jak kraje BRIC (których mieszkańcy stanowią ponad 25 proc. światowej populacji), ich społeczeństwa cały czas się rozwijają w przeciwieństwie do starzejących się państw UE - największy kraj spośród wybranej jedenastki, Indonezja, ma 229 milionów mieszkańców, najmniejszy, czyli Korea - 48 mln. Oprócz rozwoju gospodarczego oznacza to ogromne rynki zbytu, wciąż konkurencyjną i tanią siłę roboczą, a dodatkowym argumentem przemawiającym za większością z tych państw jest dostęp do bogatych złóż surowców.

Obecnie analitycy są zgodni, że spośród całej jedenastki najlepiej wygląda sytuacja w Indonezji i Turcji. W czasie globalnego kryzysu obawiano się o kondycję w tych krajach, wartość indeksów giełdowych w Dżakarcie skurczyła się w skali roku o 50 proc., jednak rządy obu krajów zdołały wyprowadzić swoje gospodarki na prostą. Indonezji udało się utrzymać w czasie kryzysu wzrost PKB na poziomie 4 proc. rocznie, a w tym roku jej warta 540 mld dolarów gospodarka ma wzrosnąć o kolejne 6 proc. O giełdowym krachu nikt już nie pamięta - od czasu historycznego minimum w 2008 roku główny indeks giełdowy zyskał na wartości aż 177 proc. W podobnej sytuacji jest Turcja, której gospodarka warta 617 mld dol. według prognoz MFW ma w tym roku wzrosnąć o 6,25 proc. Obu krajom bardzo mocno pomaga silny popyt wewnętrzny. - To dobry moment dla gospodarek tych państw. To nie są główne rynki, więc powoli ludzie będą tu inwestowali coraz więcej pieniędzy - mówi Martial Godet z funduszu inwestycyjnego banku BNP Paribas. - To duże, ważne i zarządzane systemowo kraje, w których sytuacja jest stabilna. To wszystko sprawia, że inwestorzy patrzą na nie w pozytywnym świetle - komentuje w rozmowie z Bloombergiem Amer Bisat, były ekonomista MFW. Jest zresztą więcej powodów do zazdrości - kurs indonezyjskiej rupii od czasu kryzysu wzrósł o 41 proc. w stosunku do dolara, co oznacza, że jest ona najmocniejsza od trzech lat. Także turecki lir w nieco ponad rok zyskał na wartości 21 proc. W świetle problemów z nadmiernym zadłużeniem, zwłaszcza w krajach UE, warto przytoczyć też statystyki dotyczące długu publicznego - w Turcji wynosi on ok. 50 proc. PKB, w Indonezji zaś - tylko 31 proc.

Inwestycja pewna, ale

Trudno dziwić się ludziom, którzy coraz chętniej inwestują w krajach N-11. Według wspomnianego wcześniej O'Neilla z Goldman Sachs największe szanse na dobry zarobek ze względu na najszybszy wzrost gospodarczy są w Wietnamie i Egipcie, chociaż równie ciekawym miejscem do inwestowania jest Nigeria. - Jeśli dobra sytuacja gospodarki tego kraju utrzyma się przez najbliższą dekadę, wielu inwestorów będzie żałowało, że nie ulokowali tu pieniędzy wcześniej - mówi O'Neill.

Jednak inwestowanie w krajach Next 11 wiąże się też ze sporym ryzykiem - największym problemem wydaje się kontekst polityczny i stosunkowo napięta sytuacja w niektórych krajach. I nie chodzi tu nawet o Iran, który co kilka miesięcy odgraża się, że całkowicie wyeliminuje ze swojego koszyka "brudne" waluty, za które uznaje dolara i euro. Część analityków martwi się też o rządzoną przez proislamską partię AKP Turcję. Według Uriego Landesmana, prezesa nowojorskiego funduszu inwestycyjnego Platinum Management, ze względu na politykę ten kraj może być mniej atrakcyjny dla inwestorów. Jak przypomina Bloomberg, rząd w Ankarze jako jeden z nielicznych utrzymuje kontakty z palestyńskim Hamasem, Turcja głosowała też w czerwcu w ONZ przeciw kolejnym sankcjom nałożonym na Iran, z którym także ma bardzo dobre kontakty. - Jeśli Turcja utrzyma obecny kurs polityczno-kulturalny, sądzę, że w ciągu kilku lat oddali się mocno od kapitalizmu, a w ślad za tym zaczną znikać z tego kraju zagraniczni inwestorzy - uważa Landesman.

Przyszłość w jasnych barwach

Na rozwój krajów z grupy Next 11 może też pozytywnie wpłynąć spowolnienie, jakiego na skutek kryzysu doznały gospodarki krajów BRIC. Najmocniej kryzys dał się we znaki Rosji, gdzie w ubiegłym roku gospodarka skurczyła się o 7,9 proc. Stało się tak na skutek zmniejszonego popytu na ropę i surowce, co Rosja jako kraj napędzany przez eksport odczuła bardzo szybko.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy