Protest przeciwko dotychczasowemu prezesowi pojawił się po tym, jak Dell drugi rok z rzędu zanotował spadek zysków. Tylko w tym roku wartość spółki na giełdzie spadła o 16 proc.
Poza tym nad firmą jeszcze unosi się aura afery sprzed pięciu lat, która zakończyła się dopiero w tym roku. Od 2003 do 2007 r. Dell przyjął od Intela 4,3 mld dol. w zamian za to, że przy produkcji komputerów korzystał z procesorów tej jednej firmy. Dodatkowe przychody posłużyły do łatania dziur w wynikach finansowych. Inwestorzy nie mieli jednak o tym pojęcia.
Sprawie przyjrzała się Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). W czerwcu firma poszła z Komisją na ugodę i zapłaciła 100 mln dol. kary. Sam Michael Dell wyłożył 4 mln dol. z własnej kieszeni. Do winy się jednak nie przyznał.
Zmianę prezesa forsowały najgłośniej dwa związki zawodowe, które są udziałowcami Della: AFL-CIO i AFSCME. - Zważywszy na oskarżenia SEC sądzimy, że lepiej dla udziałowców byłoby, gdyby Michael Dell został usunięty ze stanowiska prezesa - napisały organizacje w liście do udziałowców.
Tak silny protest nie jest jednak zaskoczeniem dla Shawa Wu, analityka z firmy inwestycyjnej Kaufman Bros. LP, która jest udziałowcem Della. - Wielu inwestorów uważa, że potrzebna jest zmiana szefa, bo podejmuje on decyzje, które niewystarczająco rozwijają firmę - powiedział Wu Bloombergowi.
Dell jest trzecim wśród największych na świecie producentów komputerów osobistych (pierwsze dwa miejsca zajmują
HP i
Acer). Według Jaysona Nolanda z firmy inwestycyjnej Robert W. Baird & Co., wśród firm tego kalibru nieczęsto zdarza się tak silny opór inwestorów przeciwko prezesowi. Noland nie przewiduje jednak większych zmian - Narzekania na zarządzanie Della pojawiają się od czasu do czasu, ale nie spodziewałbym się w związku z tym jego dymisji - powiedział Bloombergowi Noland.
Ostatecznie Michael Dell pozostanie na swoim stanowisku jeszcze przynajmniej przez rok.