W ciągu półtora roku od końca 2008 r. ceny
nieruchomości w Norwegii wzrosły o 19,6 proc., w II kwartale w Finlandii ceny domów wzrosły w skali roku o 10 proc., po 11,4 proc. wzroście na początku roku. Z kolei w Szwecji wzrost cen osiągnął poziom 7 proc. Jednak eksperci obawiają się rosnącej bańki na rynku nieruchomości, której efektem będzie drastyczny spadek cen - jak szacuje cytowany przez Bloomberga Par Magnusson, główny ekonomista banku RBS do spraw krajów nordyckich, w samej Szwecji ceny nieruchomości mogą w najbliższym czasie spaść nawet o 20 proc. Przed przegrzaniem na rynku ostrzegł norweski
bank centralny, tłumacząc, że zagrożeniem dla cen domów jest niski poziom
stóp procentowych. Ich poziom w Norwegii, Szwecji i Finlandii (gdzie poziom stóp procentowych jest zależny od EBC) powoduje wzrost rat kredytów hipotecznych, co oznacza, że część zadłużonych może nie udźwignąć ciężaru spłacania hipotek. - Jestem poważnie zaniepokojony. Koszty kredytów hipotecznych są zbyt niskie, co może być początkiem bańki spekulacyjnej - mówi w rozmowie z Bloombergiem fiński minister finansów Jyrki Katainen.
Ryzyko bańki wzięło się stąd, że ceny nieruchomości w krajach skandynawskich rosły przez cały czas w czasie kryzysu, nawet gdy gospodarki tych krajów wpadły w recesję, a
bezrobocie wystrzeliło w górę i jak uważają ekonomiści, nadszedł czas na wyrównanie tej nierówności.
Cały czas rośnie też zadłużenie gospodarstw domowych. W porównaniu z poprzednią dekadą jego średni poziom w Szwecji wzrósł o ponad 60 proc., a stosunek długu do rocznych dochodów wynosi aż 167 proc. W Finlandii mierzony w ten sposób poziom zadłużenia wzrósł do 107 proc., a w Norwegii może dojść nawet do 197 proc. pod koniec roku - prognozują ekonomiści.