Komisja Nadzoru Finansowego wydała pół roku temu rekomendację T, która liczy kilkadziesiąt stron. Jeden jej punkt zakazał bankom udzielania kredytu hipotecznego w walutach obcych, jeśli klient nie ma wkładu własnego odpowiadającego 20 proc. wartości inwestycji. Zakaz dotyczy kredytów udzielanych na dłużej niż pięć lat i wchodzi w życie w poniedziałek.
Co to oznacza? Jeśli wartość
mieszkania, które kupujemy na kredyt, wynosi np. 100 tys. zł, bank mógłby pożyczyć nam maksymalnie równowartość 80 tys. zł. Resztę musielibyśmy wyłożyć sami. Słowem: nie masz oszczędności, zapomnij o
kredycie walutowym.
Bankom nie podobał się ten zapis. Nie precyzuje, w jakiej formie klient miałby ten wkład własny wnieść. Przedstawiciele KNF dawali do zrozumienia, że powinna to być gotówka. Banki ostrzegały, że wielu klientów odprawią z kwitkiem.
Do tej pory większość banków wymagała wkładu własnego, ale klienci, którzy nie mieli oszczędności, mogli skorzystać ze specjalnego ubezpieczenia od tzw. brakującego lub niskiego wkładu własnego. Jeśli bank wymagał 20 proc. wkładu, gotowy był udzielić kredytu na zakup całego mieszkania, ale klient musiał kupić polisę ubezpieczeniową, na wypadek gdyby przestał spłacać kredyt.
Wygląda jednak na to, że Komisja zmieniła zdanie. Z oświadczenia przesłanego do "Gazety" wynika, że akceptuje zabezpieczenie w formie polisy.
- Celem rekomendacji jest zapewnienie zabezpieczenia kredytu, którym może być odpowiednie w ocenie banku ubezpieczenie, pod warunkiem że zapewnia w przypadku braku spłaty kredytu odzyskanie zaangażowanej kwoty wraz odsetkami i prowizjami - wyjaśnia Marta Chmielewska-Racławska, rzeczniczka KNF.
A to oznacza, że wszystko będzie po staremu. Nadal będzie można ubiegać się o
kredyt walutowy bez odłożonych na ten cel zaskórniaków. Wystarczy wykupić ubezpieczenie.
- Podtrzymujemy stosowane dotychczas zasady. W przypadku kredytów w walucie obcej uzyskanie kredytu do 100 proc. wartości
nieruchomości możliwe jest przy ubezpieczeniu brakującego wkładu własnego - mówi Agnieszka Pilarek z departamentu bankowości hipotecznej Deutsche Banku PBC.
Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego płaci się na trzy lub pięć lat z góry, a stawki wynoszą zwykle 3,5-4,5 proc. od kwoty kredytu, którą teoretycznie powinniśmy zapłacić z własnej kieszeni. KNF mówi, że ma to być co najmniej 20 proc. wartości zabezpieczenia, choć w kilku bankach wymagany wkład jest jeszcze większy. W Alior Banku, Kredyt Banku czy mBanku wynosi 30 proc.
Pozostałe zapisy rekomendacji T wejdą w życie w styczniu 2011 r. Najważniejszy z nich to bardziej restrykcyjny sposób badania
zdolności kredytowej. Na spłatę raty klienci nie będą mogli przeznaczyć więcej niż połowę swoich zarobków. Ci, którzy zarabiają powyżej średniej krajowej, będą mogli na ratę wydawać maksymalnie 65 proc. swojej pensji.
KNF pracuje też nad zmianami w rekomendacji S. Chce m.in., by wartość kredytów hipotecznych w walutach obcych nie przekraczała 50 proc. wszystkich udzielonych przez bank kredytów pod zastaw nieruchomości. Dzisiaj ten próg przekroczyło już kilka banków.