Biznes Ludzie Pieniądze

Przemeblowanie banków, czyli reforma Wall Street według Obamy

Andrzej Lubowski
22.08.2010 , aktualizacja: 22.08.2010 22:43
A A A Drukuj
Obama uszył Wall Street nowy garnitur. Na razie uwiera. Ale pewno z czasem się ułoży.
Maklerzy na nowojorskiej giełdzie - w tle prezydent Obama ogłasza reformę systemu bankowego USA
Fot. AP
Maklerzy na nowojorskiej giełdzie - w tle prezydent Obama ogłasza reformę systemu bankowego USA
Po blisko dwóch latach od momentu, gdy system finansowy USA pogrążył się w chaosie i stanął na krawędzi przepaści, amerykański Kongres uchwalił jego reformę.

Liberałowie powiadają, że: 1. nie idzie ona wystarczająco daleko, aby zahamować ekscesy Wall Street, 2. pozostawia zbyt wiele decyzji w rękach tych samych agencji, które przespały oznaki nadchodzącego sztormu.

Większość republikanów uważa, że nowe zapisy: 1. oznaczają nadmierną ingerencję rządu, 2. nie zagwarantują, że podatnik znów nie zapłaci za fiasko instytucji finansowych.

Same banki twierdzą, że nowe regulacje: 1. wiążą im ręce, 2. podważają ich zdolności konkurencyjne, 3. doprowadzą do utraty miejsc pracy w sytuacji, gdy bezrobocie i tak jest bardzo wysokie. Krótko mówiąc, nikt nie jest w pełni zadowolony.

Nie cała architektura jest gotowa. Potrzeba więcej niż kosmetyki. W ciągu pół roku, na przykład, mają powstać reguły dające akcjonariuszom więcej kontroli nad wynagrodzeniem szefów banków. Elementarnej moralności uwłacza sytuacja, gdy cały niemal ból finansowy spada na społeczeństwo i akcjonariuszy, a nie prezesów i rady nadzorcze bankrutujących firm.

Co pokazał kryzys i jakie rozwiązania zapisano w nowym prawie?

Za duży, aby upaść

Gdy we wrześniu 2008 padł Lehman Brothers, spowodowało to globalne trzęsienie ziemi na rynkach finansowych. Do tego czasu wierzono, że w obawie przed konsekwencjami rząd nie dopuści do bankructwa dużej instytucji. Gdy w obliczu katastrofy stanął ubezpieczeniowy gigant AIG, przerażone władze pospieszyły z pomocą w wysokości niemal 200 mld dol., gdyby zliczyć pożyczki i gwarancje.

Ogłaszając w styczniu 2010 pakiet propozycji dla sektora bankowego, prezydent Obama powiedział: "Nigdy więcej amerykański podatnik nie będzie zakładnikiem banku zbyt dużego, aby mógł upaść". Komfortowa sytuacja, gdy państwo śpieszy na ratunek i "uspołecznia" porażkę, zachęcała bowiem do podejmowania nadmiernego ryzyka.

Rozwiązanie: Stanęło ostatecznie na tym, że rząd będzie miał prawo przejąć i zlikwidować wielką firmę stojącą na krawędzi bankructwa. Decyzje takie będą podejmować wspólnie Departament Skarbu, bank centralny (Fed) i FDIC (Federalna Korporacja Ubezpieczenia Depozytów). Akcjonariusze i kredytodawcy poniosą koszty, kierownictwo zostanie usunięte. Dodatkowo nowa rada regulatorów może rekomendować, aby wielkie i skomplikowane instytucje były zobligowane do wyższego zabezpieczenia kapitałowego na wypadek kłopotów.

Derywaty - broń masowego rażenia

Derywaty to skomplikowane instrumenty finansowe, często używane przez firmy produkcyjne, energetyczne i rolnicze, aby zabezpieczać się przed wahaniami stóp procentowych, walut lub cen surowców. Niektórzy używają tych narzędzi jak polisy ubezpieczeniowej, ale w ostatnich latach doszło do eksplozji spekulacji tymi instrumentami przez banki. Rynek ten urósł według szacunków BIS (Bank of International Settlements) do astronomicznej wielkości 636 bln dol. (ponad dziesięć razy więcej niż światowy produkt brutto), z czego 96 proc. transakcji odbywa się bezpośrednio między kupującym a sprzedającym, praktycznie bez federalnego nadzoru. Warren Buffett określił derywaty jako "finansową broń masowego rażenia". Gdy nadszedł kryzys, inwestorzy nie wiedzieli, kto stoi po drugiej stronie transakcji, a gigantyczna niezrozumiała pajęczyna zależności potęgowała panikę. To derywaty pociągnęły w otchłań Lehman Brothers, Bear Stearns i AIG. Pierwszy poszedł na dno, rząd uratował AIG, a Bear Stearns z federalną pomocą przejął JP Morgan Chase.

Rozwiązanie: Większość obrotów będzie się odbywać na publicznych giełdach, a nie w prywatnych transakcjach niewidocznych dla rynku. Większa przejrzystość ma zmniejszyć ryzyko. Inwestorzy uzyskają potwierdzenie swoich "zakładów", zaś od firm będzie się wymagać kapitałowej poduszki bezpieczeństwa na wypadek nieoczekiwanych strat. W niektórych przypadkach wielkie firmy Wall Street będą musiały stworzyć osobne filie do obsługi ryzykownego procederu. Przygotowanie nowych reguł ma zająć rok.

Ochrona konsumenta

Przed kryzysem teoretycznie siedem różnych agencji miało chronić konsumenta, ale im bardziej komplikowała się oferta banków, tym mniej zagubiony konsument mógł liczyć na rzetelną informację i obronę.

Rozwiązanie: Nowe prawo powołuje do życia Biuro Finansowej Ochrony Konsumenta w ramach systemu banku centralnego. Będzie ono uprawnione do wprowadzenia nowych zasad pożyczek hipotecznych i innych produktów oraz nadzorowania przestrzegania tych zasad. Chodzi głównie o to, aby instytucje finansowe solidnie informowały klienta, zwłaszcza w przypadku pożyczek hipotecznych. Tu bowiem w przeszłości nagminnie pożyczkobiorca miał mizerne pojęcie na temat warunków zaciągania długu - często nie wiedział, od czego zależy oprocentowanie i kiedy może się zmieniać. Banki z aktywami powyżej 10 mld dol. będą podlegać regularnym kontrolom. Przeciwnicy uważają, że stworzy to kolejną gigantyczną biurokrację, za którą w ostatecznym rachunku zapłaci konsument, i taka obawa nie jest pozbawiona uzasadnienia. Z drugiej strony niektóre instytucje finansowe bezkarnie wykorzystywały naiwność lub ignorancję.

Globalne ryzyko

W poszatkowanym systemie regulacji nikt nie odpowiadał za monitorowanie całości. Jak pokazał przykład AIG, potencjalne bomby z opóźnionym zapłonem pozostały niezauważone.

Rozwiązanie: Rada Nadzoru z udziałem kilku istniejących agencji regulacyjnych, pod kierunkiem sekretarza skarbu, opracuje system wczesnego ostrzegania i skupi się na identyfikacji praktyk i instrumentów szczególnie niebezpiecznych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów