Miasto posiada 75 własnych śmieciarek, w tym 32 napędzane biopaliwem.
Większość śmieci jest spalana. Bolączką stolicy Szwecji jest najniższy odsetek segregowanych odpadów biologicznych. Średnia krajowa to 20 proc. Cel parlamentu - 30 proc.
Gunnar Haglund, radca ambasady Królestwa Szwecji w Polsce: - 20 lat temu doszliśmy do wniosku, że jeśli sortować, to u źródła. I tego się trzymamy. Ja mam dwa worki pod zlewem - plastikowy i papierowy. Do pierwszego wrzucam np. reklamówki, drobne papiery, opakowania żywności. Do drugiego - resztki jedzenia. Plastikowy trafi do spalarni, papierowy zostanie przerobiony na biogaz. Oba zabierze firma odpadowa.
Kolejne trzy worki mam w garderobie - na makulaturę, opakowania z metalu, szkła, papieru lub plastiku, i na butelki objęte kaucją. Te ostatnie zabieram, idąc po zakupy. Wrzucam je do automatu (koszt jednego to 4 tys. zł) i dostaję kwit, który jest środkiem płatniczym w sklepie. Za każde opakowanie mam średnio 50 gr zwrotu. To działa, skoro w Szwecji odzyskujemy np. aż 95 proc. puszek aluminiowych.
Pozostałe opakowania, makulaturę, metal, szkło i np. baterie zawożę co dwa tygodnie do jednej z 5800 stacji recyklingowych na osiedlach lub przy sklepach. A jeśli chcę się pozbyć mebli, lodówki, świetlówki czy akumulatora, jadę do centrum recyklingu, których mamy 650. Są to duże kompleksy z personelem odwiedzane przez szwedzkie rodziny średnio co dwa lata.
Proszę zauważyć, że sam segreguję i dostarczam dużą część odpadów. W Szwecji mieszkańcy wyręczają w tym pracowników. Tak jest po prostu taniej.