Wspomniany przedmiot mojej troski i rozważań to narastanie nierównowagi między dochodami i wydatkami państwa oraz wynikający z tego wzrost potrzeb pożyczkowych (rosnąca emisja obligacji skarbowych). W warunkach nękającego świat kryzysu finansowego - przepoczwarzonego, ale wciąż trwającego - jest to zjawisko szczególnie niebezpieczne. Nabywcy polskich papierów łatwiej niż w innych okolicznościach mogą się do nich zniechęcić i dokonać ich przeceny, a to mógłby być dla polskich finansów publicznych cios zabójczy.
Kiedy na początku 2009 roku opozycja nawoływała rząd do dalszego zwiększania
deficytu budżetowego, a redaktor Żakowski dzielnie ją w tym wspierał, pisałem ("Gazeta" z 6.02.2009), że byłby to krok fałszywy i potencjalnie niezwykle kosztowny; jako ilustrację tego potencjalnego kosztu prezentowałem wahnięcia na międzynarodowym rynku długu. W najbliższym wydaniu swojej stałej rubryki red. Żakowski zarzucił mi wówczas doktrynalnie motywowany brak troski o
wzrost gospodarczy, a w odniesieniu do analiz rynku finansowego był łaskaw zasugerować, bym pozostawił je moim asystentom.
W "Gazecie" z 9.08.2010 wróciłem do tego samego zagadnienia (nierównowaga finansów - wysokie potrzeby pożyczkowe - groźba pogorszenia pozycji rynkowej polskich papierów) i tym razem w najbliższym wydaniu swojej rubryki red. Żakowski - którego troska o równowagę finansową państwa niepomiernie wzrosła w porównaniu z rokiem ubiegłym - pochwalił mnie za pragmatyzm. Jego najważniejszym przejawem ma być to, że "Filar chce podnosić podatki". Rzeczywiście, zwracałem uwagę na to, że w warunkach pilnej (lata 2010-11) potrzeby pozyskania dodatkowych miliardów i niezwykle trudnego procesu cięcia wydatków strona dochodowa finansów publicznych stwarza pewne możliwości i margines działania. Bardziej przy tym podnosiłem kwestię składki rentowej i konieczności ponownego zbilansowania całego systemu rentowego, a podatek VAT wymieniałem dopiero na drugim miejscu, ale to już szczegół. Istotne jest to, że w moim zwróceniu się ku dochodom (składce i podatkom) uważny czytelnik musiał dostrzec nie tyle realizację chęci, ile poddanie się przymusowi trudnej rzeczywistości. Redaktorowi Żakowskiemu do założonych tez dużo bardziej pasował jednak liberał, którego przepełnia pragnienie wyższych podatków.
Najdziwniejsze zaś w komentarzu red. Żakowskiego jest to, że mojego tekstu używa jak maczugi do walenia w FOR i Leszka Balcerowicza. Główna propozycja FOR w zakresie długofalowego ograniczenia wydatków publicznych to podniesienie wieku emerytalnego. W moim tekście stwierdzałem, że tylko z podniesienia wieku emerytalnego może urodzić się "kwota, o którą warto walczyć". Głoszę więc dokładnie to samo, co ci, którym zostałem przeciwstawiony.
Obecność red. Żakowskiego wśród czytelników moich tekstów stanowi dla mnie prawdziwy zaszczyt i przyjemność. Moja satysfakcja byłaby jednak bez porównania wyższa, gdyby lekturę uczynił nieco bardziej uważną, a pojedyncze fragmenty moich rozważań utrzymywał w ramach stosownego kontekstu.