Patrycja Maciejewicz: Rząd chce podnieść VAT, by zapewnić budżetowi dodatkowe 5 mld zł wpływów. Z czyjej kieszeni będą pochodzić te pieniądze?
Ludwik Kotecki, wiceminister finansów: Przede wszystkim nie będą one pochodzić z dochodów z podatku VAT od towarów żywnościowych, ponieważ te powinny nieznacznie stanieć. Aż połowę pieniędzy na jedzenie wydajemy bowiem na te towary, które były opodatkowane 7-proc. stawką, a teraz będą obłożone 5-proc. Żywność przetworzona stanieje o blisko 0,9 proc. Zdrożeje żywność nieprzetworzona (o 0,6 proc.) i ta, dla której obowiązywała stawka 22-proc., czyli kawa, herbata, napoje, słodycze (wzrost cen o 0,2 proc.). Można więc powiedzieć, że będą one pochodzić z dochodów VAT od towarów nieżywnościowych. Przy czym też warto powiedzieć, o czym się w dyskusji zapomina, że podatek VAT jest co do zasady podatkiem od konsumpcji, wydawanego dochodu, a więc bardziej obciążany jest ten, kto wydaje więcej, a nie ten, kto wydaje mniej.
Ale przecież jednocześnie podwyżka VAT podniesie ceny prądu czy benzyny, które są kosztem wytwarzania. Ten efekt spadku cen może być zniesiony.
- Owszem, drożeje prąd i paliwa, przy czym nie przeceniajmy wpływu zmiany VAT, choć oczywiście podatek VAT ma charakter cenotwórczy. Ruchy cen paliw na giełdach światowych w ciągu tygodnia bywają większe niż ta zaplanowana podwyżka podatku. Poza tym te obliczenia nie uwzględniają też innych czynników. Tego, że mamy konkurencję, i że przedsiębiorca, sklepikarz, handlowiec nie będzie mógł tak po prostu automatycznie przenieść wyższego VAT na ceny, bo będzie obawiał się, że nie znajdzie chętnych na jego towary. Bo popyt konsumpcyjny jest jeszcze słaby, płace dopiero zaczynają rosnąć. Gdyby było inaczej, Rada Polityki Pieniężnej już podnosiłaby stopy procentowe. Takiego zagrożenia lawinowym wzrostem cen nie ma. Także dlatego, że w średnim okresie złoty będzie się umacniał. To wpływa na ceny dóbr importowanych, w tym ropy naftowej, i pomaga utrzymywać inflację w ryzach. W końcu - organizacje konsumenckie zapowiedziały, że będą monitorować zmiany cen i sygnalizować, jeśli dojdzie do nadużyć uzasadnianych 1 pkt proc. podwyżką VAT.
Ale wyższy VAT podbije inflację.
- Z naszych wyliczeń wynika, że maksymalnie o 0,7 pkt proc. Myślę, że w rzeczywistości będzie to o blisko połowę mniej, o 0,3-0,4 proc. W wieloletnim planie finansowym na przyszły rok zapisaliśmy, że średniorocznie wyniesie ona 2,3 proc.
Nie martwicie się, że najbiedniejsi, emeryci, najbardziej odczują skutki zmian? Oni pewnie relatywnie więcej wydają na żywność nieprzetworzoną, która zdrożeje. Kupują ziemniaki, kapustę, surowe mięso...
- ...a nie kupują nabiału, wędlin, tak? Analizując strukturę wydatków na żywność w różnych typach gospodarstw domowych, okazuje się, że struktura wydatków na żywność w gospodarstwach emeryckich wcale nie różni się od tej struktury w przypadku gospodarstw osób pracujących. Jest ona zresztą "zdrowsza" - na przykład gospodarstwa emeryckie najwięcej wśród pozostałych typów gospodarstw przeznaczają wydatków na nabiał - a tu obciążenie spadnie. Podsumowując - te różnice nie są tak wielkie, by podwyżka cen żywności nieprzetworzonej miała mieć wyraźny wpływ na wydatki np. najbiedniejszych. Zgodnie z danymi GUS na żywność i napoje bezalkoholowe najwięcej wydają emeryci - a tu, jak powiedziałem, powinna nastąpić niewielka obniżka cen.
Skąd gwarancja, że ta podwyżka to tylko na trzy lata?
- To będzie wyraźnie zapisane w ustawie, po trzech latach automatycznie wracamy do niższych stawek.
A sklepikarze będą musieli za kilkaset złotych przestawić swoje kasy fiskalne.
- Kilkaset złotych to koszt zakupu kasy, i tak w znacznej części refundowany przez budżet, a nie jej przestawienia. Kasę fiskalną można przeprogramować samodzielnie lub skorzystać z usługi serwisu. Druga opcja wiąże się z wydatkiem ok. stu złotych. Poza tym sklepikarze już dziś wiedzą, że korzystając z usługi serwisu, ten koszt będą musieli ponieść, nie będą zaskoczeni. I raczej chyba wolą niższe podatki niż wyższe - także są konsumentami.
Czy planujecie prawdziwą reformę finansów publicznych?
- KRUS? To jest w dużej części mit. KRUS to w dużej mierze "kasa zapomogowa", z której korzystają rolnicy z niskimi dochodami. Jeżeli mówimy o reformie KRUS, to możemy go nawet zlikwidować. Tylko że musielibyśmy jednocześnie zorganizować dla przeważającej części dzisiejszych klientów KRUS pomoc społeczną i wydawać na to podobne sumy, zatrudniając dodatkowych urzędników. Taniej jest robić to za pośrednictwem KRUS, to znaczy pozwolić im płacić niskie składki, niż angażować rzeszę urzędników, którzy będą im wypłacać zasiłki, sprawdzając, czy mają dochód, czy nie.
Część jest bogatych.
- Około 5 proc. Więc nie mówmy o KRUS, tylko o tych 5 proc. Nie odzyskamy z KRUS 16 mld zł, które państwo przekazuje tam w formie dotacji. Czy można coś zrobić, żeby najbogatsi rolnicy płacili podatek dochodowy i wyższe składki? Jest zespół roboczy pod kierownictwem szefa doradców premiera Michała Boniego. Pracuje. Mundurówki? Wiem, że pracuje nad tym MSWiA i MON. Ustawa o regule wydatkowej? Projekt przygotowaliśmy i budżet na 2011 będzie podporządkowany filozofii tej reguły. Kasy fiskalne dla lekarzy i prawników? Zrobiliśmy. Powołany został zespół rządowo-parlamentarny, który pracuje nad całym pakietem reform, w tym np. nad obniżką zasiłku pogrzebowego. Polska jest liderem, jeśli chodzi o jego wysokość - dwie średnie pensje, czyli niemal 7 tys. zł. Na przykład w Wielkiej Brytanii to 500 funtów. Planuje się więc obniżenie go o połowę, myślę, że spowoduje to spadek cen usług, które są bardzo wysokie, ponieważ wszyscy wiedzą, jaki jest ten zasiłek, a rodzina oczywiście nie oszczędza środków, które i tak dostaje od państwa. A budżet zyska 1,4 mld zł.
Nie boicie się zarzutu: grabią nieboszczyków?
- Trudno powiedzieć, żeby komukolwiek z nas rząd coś zabrał. Przecież nikt nie płaci składki na swój zasiłek pogrzebowy. To coś, co dostaje się w nieszczęściu od państwa, jednocześnie przede wszystkim premia dla zakładu pogrzebowego. Czy organizacja pogrzebu ma wynosić 7 tys.? Można za to zrobić wystawną uroczystość. Nic nie stoi na przeszkodzie, ale nie rozumiem, dlaczego ma to pokrywać budżet z deficytem 7 proc. PKB i długiem powyżej 50 proc. PKB. Myślę, że najważniejszym efektem będzie spadek cen usług pogrzebowych - są one podobnie jak zasiłek bardzo w Polsce wysokie, szczególnie w relacji do przeciętnego wynagrodzenia.
Teraz chcecie, by jeszcze większa część składek emerytalnych zostawała w ZUS. To dla budżetu manna z nieba. Jednym ruchem w przyszłym roku można byłoby "oszczędzić" kilka miliardów złotych.
- Bardzo proste pytanie: Czy jak pani prowadzi swój budżet domowy, to bierze pani kredyt, informując przy badaniu pani zdolności kredytowej, że ma pani dwoje dzieci i w związku z tym ukryte zobowiązania związane z ich wychowaniem wynoszą np. milion złotych? A potem, po otrzymaniu tego kredytu (niestety, droższego ze względu na gorszą zdolność kredytową), wpłaca pani środki z tego kredytu na lokatę wieloletnią? Chyba nie. A tak jest właśnie z OFE: budżet pożycza na rynku pieniądze, by odłożyć je na procent na przyszłość. Udajemy, że mamy wspaniały kapitałowy system emerytalny.