Biznes Ludzie Pieniądze

Historia jak z bańki: Jak upadła wyszukiwarka Lycos, poprzednik Google

Tomasz Grynkiewicz
24.08.2010 , aktualizacja: 22.08.2010 23:08
A A A Drukuj
Niegdyś wyceniany na ponad 5 mld dol. ostatecznie został sprzedany za... 36 mln dol. Nim upadł, Lycos chciał kupić m.in. Onet i Interię. Zrezygnował na dzień przed konferencją prasową.
Tak miała wyglądać polska wersja wyszukiwarki Lycos
Tak miała wyglądać polska wersja wyszukiwarki Lycos
Młodszym użytkownikom internetu nazwa Lycos niewiele mówi. Ich świat to Google, YouTube czy Facebook. Ale w drugiej połowie lat 90. to właśnie Lycos był prawdziwą gwiazdą światowego internetu.

Przymierzając się do polskiego rynku, negocjował praktycznie ze wszystkimi liczącymi się graczami. Choć minęła dekada, dopiero teraz wychodzą na jaw niektóre fakty z jego historii. O nich jednak za chwilę. Najpierw wytłumaczmy, co Lycos miał wspólnego z tarantulą.

Pająk idzie na łowy

Projekt, rozpoczęty na uniwersytecie Carnegie Mellon w 1994 r., zaczął się od wyszukiwarki. Jednej z pierwszych, która do przeczesywania internetu i treści w sieci używała specjalnych robotów, zwanych pajączkami (Google pojawi się dopiero cztery lata później).

Uniwersytecki projekt szybko przeradza się w komercyjną spółkę - fundusz CMGI wpłaca do kasy Carnegie 500 tys. dol. za wyłączność na technologię pajączków. Do firmy - w 1995 r. - ściąga na prezesa Boba Davisa, dając mu 2 mln dol. na rozruch.

Spółkę ochrzczą Lycos - od "Lycosidae", łacińskiej nazwy jednej z większych rodzin pająków, które są szybkie, atakują większe od siebie ofiary i nie wyczekują na pajęczynach, bo ich nie używają. U nas znane są jako pogońcowate. Mało krwawa nazwa jak na rodzinę, której członkiem jest tarantula.

Lycos też jest szybki. Już w 1996 r. debiutuje na giełdzie Nasdaq. Zanim sam stanie się celem przejęcia, przez cztery lata buduje imponujące portfolio, przejmując blisko 30 spółek internetowych. Wydaje na nie około miliarda dolarów - co wówczas typowe - płacąc za większość własnymi akcjami.

Gdy pierwszy pomysł na biznes - sprzedaż korporacjom licencji na wyszukiwarkę, która ułatwiałaby znajdowanie informacji w wewnętrznych serwisach - nie daje spodziewanych profitów, Davis postanawia wokół wyszukiwarki zbudować portal i zarabiać na reklamach. Wydaje się, że trafia - przychody w 1996 r. to 5,3 mln dol. Rok później - 22,3 mln dol. Po dwóch latach - 56 mln dol. Choć Lycos wciąż notuje straty, rynek wierzy, że niebawem zamieni je w zyski.

We wrześniu 1998 r. redakcja "PC Magazine" pisze: "jeśli chcesz znaleźć przyjaciół w internecie, żaden inny portal nie oferuje więcej możliwości niż Lycos".

W marcu 1999 r. Lycos udowadnia swoje pokrewieństwo z tarantulą - wyprzedza Yahoo! na liście najpopularniejszych stron w USA. Jego serwisy odwiedza wówczas 32 mln Amerykanów. Staje się potęgą. Ma m.in. dwie wyszukiwarki (Lycos i HotBot), wyszukiwarkę osób WhoWhere, serwis randkowy Matchmaker, finansowe Quote oraz RagingBull, serwis z grami Gamesville, czy ułatwiający tworzenie stron internetowych Tripod. Jako pierwszy portal pozwala na streaming plików audio i wideo. W jego magię wierzą tak uznane marki jak tradycyjna sieć księgarni Barnes&Noble czy wydawca książek Simon&Schuster, z którym Lycos wydaje drukiem przewodnik "250 tysięcy najlepszych stron internetowych Lycosa". Ma nawet swój klub lojalnościowy, ze zniżkami w liniach lotniczych Southwest Airlines i wypożyczalni samochodowej Avis. Pomaga tworzyć strony internetowe wydawcy dziennika "The New York Times" i witryny na olimpiadę w Sydney.

By mieć trzyletnią wyłączność na dostarczanie artykułów o zdrowiu do serwisów Lycosa, spółka WebMD płaci portalowi 52,5 mln dolarów!

W Europie Lycos od 1997 r. rozwija skrzydła wraz z niemieckim koncernem Bertelsmann, trzecią spółką medialną świata. Tworzy też z innymi partnerami Lycos Canada, Lycos Korea oraz Lycos Asia. I wciąż jest jedną z najpopularniejszych stron internetowych świata.

Od miliardów do Hindusów

Dlatego mało kogo dziwi, gdy w maju 2000 r. Terra Networks, internetowe ramię Telefoniki, hiszpańskiego giganta telekomunikacyjnego, płaci za Lycos 5,4 mld dol. Równocześnie mało kto przeczuwa, że amerykański gigant za chwilę dostanie czkawki.

Wkrótce po przejęciu z firmy odchodzi Ben Davis, jeden z twórców jej sukcesu. Co gorsza, zaczyna pękać internetowa bańka. Lycos ma ten sam problem co AOL - kontrahenci bankrutują, a wielomilionowe umowy okazują się tyle warte, co papier, na którym je spisano. Z dnia na dzień wycofują się reklamodawcy.

Lycos wszystko to przetrwa, jednak do dawnej świetności nie wróci nigdy. Jest za późno - z rynku wyszukiwarek wypycha go Google, z portali - Yahoo! W 2004 r. Telefónica odsprzedaje serwisy Lycosa za ok. 95 mln dol. Kupcem jest Daum Communications, właściciel drugiego co do wielkości portalu w Korei Płd. Stara się uporządkować Lycosa - pozbywa się części aktywów, stawia na rozrywkę... bez efektu. W ostatni poniedziałek wart niegdyś kilka miliardów dolarów Lycos zostaje kupiony za zaledwie 36 mln dol. Nabywcą jest indyjska spółka Ybrant Digital, zajmująca się marketingiem w sieci. Hindusi widać wierzą, że ze szczątków po dawnej legendzie coś jeszcze wycisną - Lycos ma w USA ok. 10 mln użytkowników.

Jednak gdy Ybrant dogaduje się z Koreańczykami, Lycos Europe nie istnieje już od prawie dwóch lat. Bertelsmann nie miał cierpliwości, by dopłacać do interesu. Niektóre serwisy zamknął, inne - jak wciąż istniejące Jubii - przejęły inne spółki.

Polska ziemia obiecana

Po co przypominać historię tego dinozaura na glinianych nogach? Powody są dwa: krótki, lecz barwny romans Lycosa z naszym rynkiem (tym ciekawszy, że spółka zrezygnowała z wejścia do Polski w chwili, gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik) oraz niepublikowane wcześniej dokumenty dotyczące owego romansu.

Wróćmy do 1997 r., kiedy to Lycos podpisuje umowę o współpracy z Bertelsmannem. Cel? Zawładnąć całą Europą. Czas na Polskę przychodzi w 2000 r.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów