10 lat temu AWS i Unia Wolności przeforsowały w Sejmie ustawę, która miała wyzwolić miliony spółdzielców spod tyranii prezesów. Kluczowe znaczenie w tej rewolucji przypisano własności. Nie żadnemu tam spółdzielczemu własnościowemu prawu do lokalu, ale prawu odrębnej własności, które umożliwia wybicie się na wolność, czyli utworzenie wspólnoty mieszkaniowej. Ustawę tę - kilkakrotnie kwestionowaną przez Trybunał Konstytucyjny - modyfikowali potem politycy PiS i Platformy Obywatelskiej. Np. wbrew Trybunałowi utrzymali bardzo korzystne dla lokatorów zasady przekształcania prawa lokatorskiego we własność. W efekcie kilkaset tysięcy lokatorów wykupiło swoje
mieszkania często za przysłowiową złotówkę. Prawdopodobnie kolejnych kilkaset tysięcy rodzin przekształciło swoje własnościowe prawo do lokalu w odrębną własność. I co? Jak to często w życiu bywa, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ludzie mają własność, ale frekwencja na walnych zgromadzeniach spółdzielni, w czasie których zapadają kluczowe decyzje, wciąż jest bardzo niska. Co gorsza, praktyka pokazała, że część przepisów może zatruwać życie mieszkańcom. Np. skutkiem wyodrębnienia poszczególnych
nieruchomości budynkowych na terenie osiedla jest podział terenu. Najczęściej nie da się tego zrobić w sposób, który dla wszystkich byłby korzystny. Skutkuje to m.in. ogromnym zróżnicowaniem opłat za użytkowanie wieczyste gruntu, których wysokość wzrosła ostatnio lawinowo. W dodatku w przyszłości grozi nam powstanie wspólnot mieszkaniowych, którym może przyjść do głowy pomysł postawienia płotu wokół swojego bloku. To dopiero byłby
horror.
Inicjatywę Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP traktuję więc jako próbę odpolitycznienia ustawy. Przyznaję autorom projektu, że trzeba usunąć z niej przepisy szkodliwe oraz zlikwidować sprzeczności i luki prawne. Nie sądzę, by w Sejmie posłowie PiS i PO zgodzili się na rozwiązania niekorzystne dla mieszkańców spółdzielni. Nie widzę natomiast niczego złego w przywróceniu własnościowego prawa do lokalu. Przemawiają za tym względy praktyczne. Podobnie jak prawo odrębnej własności jest ono zbywalne, czyli mieszkanie można sprzedać, zamienić, podarować dzieciom. Jest faktem, że odrębna własność daje pełne prawo własności także do określonego udziału w nieruchomości wspólnej, czyli do części gruntu oraz budynku, w którym mieszkanie się znajduje. Można sobie jednak wyobrazić następującą sytuację: spółdzielnia buduje mieszkania na swoim gruncie (np. tzw. plombę). Ci, którzy by się zadowolili spółdzielczym własnościowym prawem, nie musieliby zapłacić za udział w prawie do gruntu. Słowem, mieszkanie byłoby sporo tańsze. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby kiedyś przekształcić spółdzielczą własność w prawo odrębnej własności.
Dodam jednak, że przekształcenie zarówno lokatorskiego, jak i własnościowego prawa do lokalu w prawo odrębnej własności nie jest możliwe, jeśli spółdzielnia nie uporała się z uregulowaniem spraw gruntowych. Np. budynek stoi na gruncie, którego spółdzielnia nie jest właścicielem ani użytkownikiem wieczystym albo gdy nie został określony przedmiot odrębnej własności lokali na podstawie uchwały zarządu lub uchwała ta została zaskarżona do sądu. Na szczęście posłowie PiS i PO już wcześniej poszli po rozum do głowy i zgodzili się, by w tych przypadkach ustawa dopuszczała przekształcenie w spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.