Biznes Ludzie Pieniądze

Inwestorzy kupują masowo bezpieczne waluty

Tomasz Prusek
23.08.2010 , aktualizacja: 24.08.2010 11:01
A A A Drukuj
Lęk przed powrotem globalnej recesji sprawił, że inwestorzy walutowi rzucili się na uznawane za bezpieczną lokatę dolary oraz franki szwajcarskie. Odbija się to czkawką naszym kredytobiorcom hipotecznym
Frank szwajcarski
fot. AG
Frank szwajcarski
Kurs franka szwajcarskiego w okresie od 10 VIII do 23 VIII. Źródło: Stooq.com
Kurs franka szwajcarskiego w okresie od 10 VIII do 23 VIII. Źródło: Stooq.com
Kurs dolara w okresie od 10 VIII do 23 VIII. Źródło: Stooq.com
Kurs dolara w okresie od 10 VIII do 23 VIII. Źródło: Stooq.com
W Polsce kilkaset tysięcy rodzin kupiło mieszkania, domy i działki za kredyty w obcych walutach. Są zadłużone w sumie na 160 mld zł, z czego z grubsza 90 proc. to pożyczki we frankach. Od kilku dni nasi kredytobiorcy przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na tabele kursów walut - frank znowu kosztuje ponad 3 zł, zupełnie jak prawie dwa lata temu w środku globalnego kryzysu finansowego, kiedy złoty leciał na łeb na szyję. Tymczasem kurs euro pozostaje stabilny na umiarkowanym poziomie - kosztuje 4 zł. Co się zatem dzieje z frankiem? - łamią sobie głowę spłacający kredyty.

Szwajcarska waluta stała się jednym z głównych aktorów globalnych spekulacji walutowych, które nasiliły się w tym miesiącu z powodu bardzo niepokojących danych makro napływających z USA. Rośnie tam liczba nowych bezrobotnych, stopa bezrobocia utrzymuje się na bardzo wysokim jak na Amerykę poziomie blisko 10 proc., sprzedaż domów jest na najniższym poziomie od lat 60., a optymizm konsumentów gaśnie. W II kw. amerykański PKB urósł poniżej prognoz - tylko 2,4 proc. Tymczasem w I kw. było to 3,7 proc.

W efekcie ekonomiści coraz bardziej obawiają się czarnego scenariusza w gospodarce USA, czyli wyhamowania wzrostu i drugiej fali recesji, co zapoczątkowałoby globalną zapaść ekonomiczną. Poprzednia recesja w USA rozpoczęta pod koniec 2007 r. kosztowała kilkanaście milionów miejsc pracy i została zażegnana głównie dzięki setkom miliardów dolarów rządowej pomocy oraz obniżeniu przez bank centralny Fed głównie stopy procentowej do najniższego poziomu w historii - 0-0,25 proc. Teraz okazuje się, że na dłuższą metę to za mało, aby zapewnić Ameryce trwały wzrost gospodarczy.

Wieści z USA wywołują ogromne wahania na rynku walutowym, bo inwestorzy, bojąc się kolejnego kryzysu, lokują ogromne kapitały w niektóre waluty, które ochrzcili mianem "bezpiecznej przystani" (safe heaven). To przede wszystkim dolary, franki i japońskie jeny. Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, aby dolar umocnił się do euro aż o sześć centów. Obecnie euro jest najsłabsze od ponad miesiąca i kosztuje jedynie 1,27 dol. Inwestorzy sprzedają euro, zupełnie lekceważąc optymistyczne dane z eurolandu, szczególnie z Niemiec, mówiące o ożywieniu gospodarki po kryzysie greckim. Tanie euro jest tak naprawdę na rękę Europejczykom, bo wyroby eksportowane ze strefy euro są tańsze.

Na naszym rynku międzybankowym inwestorzy pożegnali się z kursem dolara poniżej 3 zł i obecnie trzeba za niego płacić już 3,15 zł. Ogromny globalny popyt na franki wywindował kurs szwajcarskiej waluty do 3,04 zł. Jen jest też rekordowo drogi, ale na szczęście mało kto w Polsce ma do spłaty zobowiązania w japońskiej walucie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów