Biznes Ludzie Pieniądze

Inwestorzy BRE płacili, bo bankiem zarządzał Grendowicz

Maciej Samcik
24.08.2010 , aktualizacja: 24.08.2010 08:11
A A A Drukuj
Zagadkowe odwołanie Mariusza Grendowicza, prezesa BRE Banku, zbulwersowało akcjonariuszy mniejszościowych banku. Wysocy przedstawiciele Commerzbanku musieli się gęsto tłumaczyć przed polskimi funduszami emerytalnymi - ustaliła "Gazeta"
Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku


Odwołanie na początku sierpnia Mariusza Grendowicza ze stołka prezesa BRE Banku było dla świata finansów dużym zaskoczeniem. Posiedzenie rady nadzorczej zostało zwołane w trybie pilnym, poza zwykłym harmonogramem spotkań rady. Decyzja o dymisji Grendowicza nie została uzasadniona, a w dodatku zapadła tuż przed ogłoszeniem wyników finansowych grupy BRE za pierwsze półrocze, które okazały się zresztą bardzo dobre.

Powody odwołania Grendowicza do dziś nie są jasne. Wiadomo tylko, że nie chodzi o wyniki finansowe. Choć rada nadzorcza natychmiast ogłosiła, że jego następcą będzie jeden z najbardziej znanych menedżerów na rynku Cezary Stypułkowski, z naszych informacji wynika, że akcjonariuszy mniejszościowych to nie zadowoliło. Najwięksi z nich, m.in. fundusze emerytalne Aviva i ING, zażądali wyjaśnień od większościowego udziałowca, niemieckiego Commerzbanku kontrolującego 49 proc. akcji BRE.

Z naszych informacji wynika, że odbyły się co najmniej dwa spotkania członków rady nadzorczej BRE z przedstawicielami funduszy. Na jedno z nich przybył nawet z Frankfurtu sam Andre Carls, wiceszef rady nadzorczej BRE i prezes holdingu skupiającego wszystkie aktywa Commerzbanku w Europie Środkowej i Wschodniej. I jednocześnie bezpośredni szef odwołanego prezesa BRE.

Co usłyszał? Oficjalnie przedstawiciele funduszy wypowiadają się wstrzemięźliwie. - Mając na uwadze bezpieczeństwo i efektywne wykorzystanie pieniędzy klientów, poprosiliśmy o spotkanie z reprezentantem głównego akcjonariusza w radzie nadzorczej banku, które niezwłocznie się odbyło - mówi Paweł Klimkowski, zarządzający portfelem akcji w funduszu emerytalnym Aviva. - W trakcie tego spotkania zostaliśmy zapewnieni, że wszystkie cele stawiane przed bankiem są wciąż aktualne, a strategia banku nie ulega zmianie - dodał przedstawiciel Avivy.

Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że fundusze emerytalne miały do inwestora strategicznego BRE duże pretensje. Dymisja prezesa zdarzyła się bowiem niedługo po wyemitowaniu przez bank nowej puli akcji o wartości 2 mld zł. - Emisja, tak samo jak cała strategia rozwoju banku o nazwie BRE-Nova, była firmowana przez prezesa Grendowicza. Przedstawiciele funduszy mówili, że włożyli do banku nowe pieniądze m.in. dlatego, że zarządza nim Grendowicz. Tłumaczyli, że tego typu decyzje personalne zmniejszają zaufanie inwestorów do spółki - relacjonuje nam osoba znająca kulisy rozmów.

- Rzadko się zdarza, by reakcja akcjonariuszy mniejszościowych na decyzje udziałowca większościowego była aż tak ostra - twierdzi nasz informator. To już drugi prezes BRE, który traci stołek w niejasnych okolicznościach. Wcześniej, dwa i pół roku temu, w podobnym stylu Niemcy wyrzucili prezesa Sławomira Lachowskiego, twórcę mBanku.

Co prawda żaden z dużych inwestorów finansowych obecnie nie dysponuje nawet pakietem przekraczającym 5 proc. akcji, ale i tak największe fundusze emerytalne zainwestowały w akcje BRE Banku po 300-400 milionów złotych. To pieniądze polskich przyszłych emerytów i klientów funduszy inwestycyjnych.

Czy Andre Carls przekonał inwestorów finansowych, żeby pozostali akcjonariuszami BRE? Nie wiadomo. Od początku sierpnia, czyli od czasu dymisji Grendowicza, cena akcji BRE spadła o 9 proc., ale to tylko niewiele więcej, niż stracił w tym czasie WIG20. Tyle że decyzje inwestorów finansowych rzadko są podyktowane impulsem. Jeśli tracą zaufanie do spółki i podejmują decyzję o sprzedaży udziałów, to nigdy nie robią tego w jednym momencie. To, czy BRE utracił zaufanie inwestorów finansowych, okaże się dopiero za kilka miesięcy.

Rzecznik BRE Banku Roman Jamiołkowski nie odpowiedział na nasze pytania o reakcję inwestorów finansowych na dymisję prezesa ani o nagłe spotkania akcjonariuszy z Andre Carlsem. Komentować sprawy nie chciał też sam Grendowicz: - W dalszym ciągu nie znam przyczyn swojej dymisji. Miałem dobre relacje zarówno z Commerzbankiem, jak i z radą nadzorczą - zapewnia Grendowicz.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów