Biznes Ludzie Pieniądze

Unijne fundusze nie służą do łatania długów firmy

Lucyna Róg, Wrocław
23.08.2010 , aktualizacja: 24.08.2010 08:12
A A A Drukuj
Unijne dofinansowania to nie ?skok na kasę?. Nie załata się nimi dziury w budżecie firmy. I bardzo dobrze, bo nie temu mają służyć - mówi Piotr Czecznikow, prezes wrocławskiego Zakładu Automatyki Przemysłowej ?Intec?, który dostał dotację z UE.
Wrocławska firma realizuje swój pierwszy unijny projekt. W zeszłym roku podpisała umowy na ponad 580 tys. zł dotacji, które dostała w ramach programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka" (POIG). To jeden z sześciu krajowych programów unijnych, który służy głównie przedsiębiorcom. Są w nim środki na innowacyjne projekty związane z badaniami i rozwojem, nowoczesnymi technologiami, inwestycjami o dużym znaczeniu dla gospodarki oraz wdrażaniem technologii informacyjnych i komunikacyjnych.

Intec dostał dotację z puli pieniędzy przeznaczonej na tzw. wsparcie projektów celowych związanych z badaniami naukowymi i przedsięwzięciami technicznymi oraz na wsparcie wdrożeń wyników prac B+R (badawczo-rozwojowych). Niewiele firm w Polsce może się pochwalić podobnym sukcesem. Dotacje na specjalistyczne badania naukowe nie są jeszcze w Polsce bardzo popularne.

Dotacja na "wybuchowe" urządzenie

Wrocławska firma od prawie 20 lat zajmuje się produkcją elementów automatyki, czyli urządzeń do sterowania procesami przemysłowymi. W jej zakładzie powstają m.in. siłowniki, przetworniki, różnego rodzaju urządzenia sygnalizacyjne, sterowniki i zawory. Większość dla potrzeb branży energetycznej. 40-osobowe przedsiębiorstwo to częściowo biuro inżynierskie, a częściowo firma projektowo-produkcyjna.

Dzięki unijnemu dofinansowaniu Intec pracuje nad pozycjonerem siłowników pneumatycznych. Najprościej ujmując to urządzenie nastawcze, dzięki któremu za pomocą komputera będzie można zdalnie sterować np. przepływem wody w instalacjach używanych na terenach zagrożonych wybuchem. - W kraju nie produkuje się obecnie pozycjonerów o parametrach podobnych do wdrażanego przez nas urządzenia - podkreśla Piotr Czeczenikow, prezes firmy Intec. - Opracowanie go pozwoli nam wejść na nowe rynki, m.in. do branży chemicznej czy przemysłu papierniczego. Generalnie będzie to urządzenie wykorzystywane przez przemysł ciężki. Będziemy je sprzedawać wytwórcom armatury i napędów, którzy budują i dostarczają gotowe instalacje do obiektów przemysłowych - mówi.

Eksperci programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka" bardzo wysoko ocenili projekt złożony przez Intec - zajął drugie miejsce w kraju.

- Byliśmy zaskoczeni, bo przygotowaliśmy wniosek bez żadnego doświadczenia - przyznaje Paweł Kubik, kierownik działu badań i rozwoju, który odpowiada za realizację unijnego projektu.

Czeczenikow: - Równie dobrze przyjęlibyśmy odmowę dofinansowania jak jego przyznanie. Nie jest tak, że byliśmy zdesperowani, żeby dostać te pieniądze. To nie było jedyne wyjście dla firmy. I tak zaczęlibyśmy prace nad tym urządzeniem, a środki unijne jedynie przyspieszyły decyzję o ich podjęciu.

Pisania wniosku można się nauczyć

Przygotowanie wniosku trwało trzy miesiące. Intec po raz pierwszy starał się o wsparcie unijne, więc wolał zatrudnić firmę specjalizującą się w przygotowywaniu takich dokumentów dla firm technologicznych, która chwaliła się dużą skutecznością w pozyskiwaniu środków unijnych.

- Zapłaciliśmy za jej usługi około 10 tys. zł. Część pieniędzy za pomoc przy pisaniu wniosku, część już po przyznaniu nam dotacji - opowiada Magdalena Malarska, dyrektor finansowo-organizacyjny Intecu, która odpowiada za finansowe rozliczenie unijnego projektu. - Myślimy o kolejnych projektach, które moglibyśmy realizować z pomocą unijnych dotacji i pewnie wtedy sami już napiszemy wniosek, bo nie jest to takie trudne. Na początku musieliśmy jednak przyswoić sobie wszystkie nowości, co kosztowało nas sporo czasu. Pracownik współpracującej z nami firmy najpierw pytał nas, co chcemy osiągnąć, a potem przekładał to na "język" dokumentacji konkursowej, tak byśmy mieli jak największe szanse na dotację. Sami nie potrafilibyśmy w taki sposób sformułować tego, co zamierzamy zrobić i jakie to będzie dawało efekty.

Firmy, które zyskują dotację z POIG, najpierw realizują projekt, wykładając na niego własne pieniądze, a potem ustalona część poniesionych kosztów jest im zwracana.

Intec jest już w połowie prac nad swoim urządzeniem. Natomiast z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości, która rozdziela i kontroluje wydawanie unijnych euro, firma rozliczyła już pierwsze z zadań wyznaczonych w harmonogramie projektu, a kolejne dwa są w ocenie.

- Opracowaliśmy już projekt modelu urządzenia i skonstruowaliśmy go, a w tej chwili prowadzimy nad nim badania - opowiada Paweł Kubik. - To dla nas najważniejszy moment, bo badania mają udowodnić, że pozycjoner może pracować na terenie zagrożonym wybuchem. Dlatego przeprowadzimy je w kopalni doświadczalnej "Barbara" w Mikołowie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pozwolą nam na uzyskanie odpowiednich certyfikatów dla urządzeń działających w takich strefach i dostaniemy zielone światło do dalszych prac.

Kolejne zadania to opracowanie prototypu urządzenia, następne badania i certyfikaty, a potem stworzenie linii produkcyjnej dla pozycjonerów.

Biurokracja musi być, bo przesiewa

- Po zakończeniu każdego z zadań przez kilka dni siedzimy nad papierami, bo rozliczanie projektu to jednak biurokracja - przyznaje Kubik.

Przy pracach nad urządzeniem pracuje od trzech do sześciu osób. Intec musi np. wyliczyć, jaki był procentowy wkład pracy każdego z nich.

Kubik: - Bo w założeniach wniosku zapisaliśmy, że przy projekcie będzie zaangażowane 350 proc. etatu. I teraz musimy podzielić to między programistę, mechanika, elektronika itd., więc wyliczamy, że ktoś na pracę przy projekcie poświęca 80 proc. swojego czasu pracy, a ktoś inny tylko 10.

Magdalena Malarska przyznaje, że dziś, z perspektywy czasu i doświadczenia, wniosek napisaliby nieco inaczej. - Zaplanowalibyśmy wszystko bardziej szczegółowo i to samo radzimy innym - podkreśla. - Natomiast w harmonogramie działań poszczególne czynności określiliśmy dość ogólnie. Teraz musimy bardzo uważać, żeby każde nasze działanie zgadzało się ze sformułowaniem zawartym w tym grafiku.

- Wystarczy użyć innego określenia na fakturze na tę samą czynność, która jest w harmonogramie, i już trzeba się tłumaczyć - Czeczenikow.

Kubik: - Warto też dobrze przyjrzeć się temu, co jest kosztem kwalifikowalnym, a co nie. Różnica jest taka, że ten pierwszy podlega refundacji, a ten drugi nie. I np. niekwalifikowalne są umowy o dzieło, co nas zaskoczyło. Tym bardziej że często musimy zatrudniać kogoś w takiej formie, bo np. jest specjalistą w jakiejś dziedzinie i jest nam potrzebny tylko do wykonania określonego zadania.

Malarska: - Najlepiej przygotować projekt jak najwcześniej, bo w momencie, gdy konkurs jest ogłaszany, pozostaje niewiele czasu. Przy pisaniu wniosku powinniśmy już dokładnie wiedzieć, co chcemy osiągnąć i jakimi kosztami, bo wtedy nie ma już czasu na rozważania. Wszystko, co określamy we wniosku jest dla nas później wiążące, więc lepiej by były to przemyślane zapisy.

Malarska przyznaje jednak, że choć pracy przy wypełnianiu rubryczek z cyframi jest sporo, podobnie jak dokumentów, które trzeba dostarczyć PARP, to na współpracę z agencją nie może narzekać.

- Każdej z firm przydzielono osobę, która zajmuje się danym projektem. Choć nasza opiekunka ma na głowie jeszcze blisko 20 innych przedsiębiorstw, to jednak zawsze znajduje dla nas czas i pomaga. Za każdym razem, gdy mam jakieś wątpliwości przy wypełnianiu dokumentów albo gdy jakieś niejasności wynikają z dokumentacji, dzwonię do niej i pytam, a nawet mogę przesłać gotowe dokumenty, by sprawdziła, czy wszystko jest w porządku.

Kolejne zadania Intec będzie już teraz rozliczał z tzw. RIF-em, czyli regionalną instytucją finansującą. W przypadku Dolnego Śląska jest to Wrocławska Agencja Rozwoju Regionalnego. PARP przeniósł na RIF-y część swoich zadań właśnie ze względu na nadmiar pracy z innymi konkursami.

- Faktycznie część pracy, którą poświęcamy na projekt, nie jest merytorycznie związana z tworzeniem urządzenia, ale takie są wymagania i się im podporządkowujemy. Nikt przecież nie daje pieniędzy za darmo - mówi Paweł Kubik. - A korzyści są większe niż wysiłek, jaki wkładamy w biurokrację. Dzięki dotacji mogliśmy np. kupić nowoczesne komputerowe narzędzia projektowe: Autodesk Inventor i CONVAL służące do projektowania trójwymiarowego i cyfrowej symulacji procesów. Gdyby nie dofinansowanie, pewnie nie kupilibyśmy ich, bo są dość drogie. Kosztują nawet 40 tys. zł od jednej licencji, a będą nam służyć i po zakończeniu prac nad tym projektem.

Piotr Czeczenikow: - Radzę przedsiębiorcom, żeby nie traktowali unijnych dofinansowań jako "skoku na kasę", bo to się po prostu nie uda. System rozliczania dotacji jest tak skonstruowany, że firma, która nie zaplanuje starannie swojego projektu, albo nie wykorzysta przyznanych środków, albo nie osiągnie zamierzonego efektu, bo będzie musiała skupić się na zrealizowaniu źle przygotowanego harmonogramu. Myślenie w kategoriach: "Będziemy sobie ratować budżet dotacjami z Unii", jest błędne. One nie służą do tego i nie ma się co łudzić, że jakoś się uda. A że jest trudno? Bardzo dobrze. Już samo zarabianie pieniędzy w biznesie nie jest łatwe, więc niemoralne byłoby, gdyby pozyskiwanie dotacji było sprawą łatwą. Biurokracja to w istocie przesiew dla tych, którzy nie nadają się, by zyskać dofinansowanie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów