W lipcu
sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 3,9 proc. To gorzej od prognoz analityków, którzy nie spodziewali się szaleństwa w sklepach. Ich zdaniem po całkiem niezłym czerwcu należało oczekiwać wyhamowania tempa zakupów z ponad 6 proc. do niespełna 4 proc.
Ekonomiści Banku BPH spodziewali się wyhamowania sprzedaży samochodów. Upalne lato z jednej strony napędzało sprzedaż żywności i napojów. Ale z drugiej skłaniało do zagranicznych wojaży. A to oznacza, że na sprzedaży Polakom lodów, piwa, pizzy i magnesów na lodówki zarabiali częściej niż w ubiegłym roku np. śródziemnomorscy straganiarze.
"To właśnie rezygnacja Polaków z wyjazdów zagranicznych w roku ubiegłym spowodowała, że sprzedaż detaliczna w okresie wakacyjnym przyspieszyła do ponad 5 proc. w ujęciu rocznym" - piszą analitycy Banku BPH w swoim komentarzu tygodniowym.
Analitycy
ING Banku Śląskiego dorzucają, że za słabszą sprzedażą przemawiał spadek dynamiki funduszu płac (to pula pieniędzy wypłacana pracownikom) i brak efektu mistrzostw świata, ale za lepszą - dodatkowa sobota w porównaniu z lipcem 2009 roku i odbudowa po powodzi.
Jednocześnie sytuacja na
rynku pracy wciąż powoli się poprawiała. Stopa
bezrobocia w lipcu wyniosła 11,4 proc., analitycy spodziewali się wyniku gorszego o 0,1 proc.
- Jeśli chodzi o sprzedaż detaliczną, to różnica między danymi, a oczekiwaniami nie jest na tyle duża, aby mieć wpływ na rynek i dane powinny być neutralne dla Rady Polityki Pienieżnej. Widać, że nieco słabsze dane o wynagrodzeniach w lipcu nie przełożyły się na istotne osłabienie się sprzedaży detalicznej, czyli w tym sensie dane są pozytywne. Dane te są w trendzie i nie powinny też zmieniać prognoz co do kolejnych miesięcy - komentuje Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku w
Warszawie.
Tak więc po bardzo dobrych danych z czerwca lipcowe dane przedstawiają niejednoznaczny obraz gospodarki. Ocenia ją Rada Polityki Pieniężnej, która kończy dziś swoje decyzyjne posiedzenie. RPP miała długą przerwę wakacyjną, ostatni raz zebrała się 6 lipca, ale wówczas tylko analizowano stan gospodarki, bez podejmowania decyzji w sprawie stóp.
Analitycy uważają, że czas podwyżek się zbliża. Ale kiedy podstawowa stopa zostanie podniesiona z najniższego w historii poziomu 3,5 proc.? Co do tego zgody nie ma. Niektórzy stawiają na październik, inni mówią dopiero o pierwszych miesiącach 2010 roku. Ostatnie dane nie skłaniają raczej do jastrzębich komentarzy, ale zdaniem Adama Czerniaka, ekonomisty Invest Banku, część członków Rady może dążyć do tego, by w komunikacie konieczność rozpoczęcia cyklu podwyżek była wyraźniej zaznaczona.
Decyzję RPP poznamy wczesnym popołudniem, a jej uzasadnienie o godz. 16 na konferencji prasowej.