Bez inwestycji nie ma mowy o trwałym
wzroście gospodarczym. To one poprawiają potencjał ekonomiczny kraju, przyczyniają się do tworzenia nowych miejsc pracy. - Bez inwestycji firmy nie mogą się rozwijać, obniżać kosztów, walczyć o nowe rynki zbytu - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Choć naszej gospodarce udało się uniknąć recesji, a
wzrost gospodarczy przekracza 3 proc.
PKB, to jednak inwestycje są w głębokim dołku. W pierwszym kwartale spadły o ponad 12 proc. w porównaniu do stanu z marca 2009 r. A w całym pierwszym półroczu inwestycje firm średnich i dużych spadły o 17,7 proc. - podał wczoraj GUS.
- Nie dziwi mnie ta powściągliwość firm. Przez długi czas rząd i media przekonywały je, że jest źle i że szaleje kryzys - mówi bez ogródek Maciej Grelowski, przewodniczący rady głównej Business Center Club. - Przedsiębiorcy nawet nie tyle obawiają się, że nie znajdą nabywców na swoje towary, ale boją się niestabilności warunków. Kurs walutowy idzie raz w górę, raz w dół, rząd zapowiada podwyżki VAT, ale wciąż nie wiadomo, ile będzie tych podwyżek - dodaje.
Maciej Reluga uważa, że wielką niepewnością pozostaje koniunktura w gospodarce światowej. - Dziś firmy eksportujące mają masę zamówień, ale raczej nie liczą, że wciąż będzie ich przybywać w tym samym tempie - wyjaśnia.
Spadek inwestycji nastąpił w większości gałęzi gospodarki, największy w budownictwie (niemal o 40 proc., podczas gdy rok temu było to 5,7 proc. na minusie) oraz w przetwórstwie przemysłowym (o 33,7 proc., rok temu 2,9 proc.). Na poziomie sprzed roku pozostały nakłady w energetyce oraz w zaopatrywaniu w gaz i wodę, natomiast wzrost inwestycji (i to o 7,3 proc.) nastąpił w gospodarce ściekami.
Szefowa zespołu ekspertów Lewiatana Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek podkreśla, że inwestycje reagują z opóźnieniem na zmiany koniunktury, bo część firm realizuje wcześniej zaplanowane projekty. - W gospodarce najgorszy był zeszły rok, tymczasem w pierwszym półroczu 2009 r. spadek inwestycji był, ale trzy razy mniejszy niż teraz - podkreśla.
Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP, wiąże to też z wypracowanymi w ubiegłym roku - mimo dołka w gospodarce - przyzwoitymi wynikami finansowymi. - Firmy po prostu mogły sobie pozwolić na kontynuację zaczętych inwestycji. To dlatego mieliśmy w 2009 r. niewielkie pogorszenie na
rynku pracy i dlatego dziś poprawa jest również powolna - wyjaśnia.
Ale dziś wyniki firm także są przyzwoite. Przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej dziewięciu osób zarobiły na czysto w minionym półroczu 39 mld zł. Na ich kontach w bankach leży ponad 162 mld zł! W ciągu roku odłożyły kolejne 17 mld zł. Nie zaciągają kredytów, tylko spłacają stare.
Co musi się stać, by nastąpił zryw i powstawały nowe fabryki, nowe linie produkcyjne, firmy kupowały szybsze, bardziej nowoczesne
maszyny? "Dla aktywizacji inwestycyjnej przedsiębiorstw działających na rynkach czy to krajowych, czy zagranicznych niezbędna wydaje się trwała poprawa koniunktury" - czytamy w nowym raporcie Narodowego Banku Polskiego o koniunkturze. - Dziś przychody rosną w tempie 2-3 proc., jeszcze niedawno było to kilkanaście procent. Sprzedaż detaliczna w lipcu zwiększyła się o 3,9 proc., w czerwcu było to 6,4 proc. Tak naprawdę nie ma pewności, że sprzedaż będzie rosła coraz szybciej - mówi Starczewska-Krzysztoszek.
Jednak jej zdaniem firmy, zwłaszcza duże, są skore do inwestycji. Z badań Lewiatana i firmy doradczej Deloitte wynika, że tylko jedna trzecia dużych firm ocenia, że ma nowoczesne zaplecze pozwalające na konkurowanie na rynkach, a jedna piąta wyznaje, że nie ma możliwości zwiększania produkcji. - Wykorzystanie mocy produkcyjnych zbliża się do poziomu, przy którym firmy decydują się na inwestycje - przyznaje Reluga.
Pewnym światełkiem nadziei są dane GUS o rozpoczętych właśnie inwestycjach. W pierwszym półroczu było ich o 4,7 proc. więcej, a ich wartość kosztorysowa jest większa prawie o połowę. Takie są plany. Cykl inwestycyjny w Polsce to około dwóch lat.
Aleksandra Świątkowska spodziewa się, że inwestycje firm na wyraźnym plusie będą dopiero pod koniec przyszłego roku. Do tego czasu ratują nas (i nasz wzrost gospodarczy) inwestycje publiczne, realizowane głównie ze środków unijnych. - Na drogi, mosty, oczyszczalnie w ubiegłym roku wydaliśmy około 18 mld zł, w tym będzie to pewnie około 25 mld zł - szacuje.
W poniedziałek GUS poda szczegółowe dane o PKB w II kwartale, w tym o nakładach inwestycyjnych wszystkich firm i samorządów. Zdaniem ekonomistów wzrost gospodarczy wyniósł około 3,2 proc. PKB, ale inwestycje prawdopodobnie wciąż były na minusie.