W 2006 r.
Bank BPH zarobił na czysto 1,27 mld zł, zarządzał portfelem kredytów przekraczającym 35 mld zł, w jego skarbcach było 41,4 mld zł depozytów. W ciągu kilku lat w rankingach największych banków połknął ING, BZ WBK, zaczął doganiać Pekao SA.
Dziś z dawnej potęgi BPH pozostała tylko nazwa. Gdy niemal wszystkie duże banki w Polsce poprawiają wyniki finansowe, BPH tonie w stratach. W środę podał, że w drugim kwartale zanotował ich 170 mln zł. W całym pierwszym półroczu stracił już 224 mln zł. To jedyny duży polski bank (poza nowicjuszami takimi jak
Polbank i
Alior Bank), który nie zarabia.
Jak to się stało, że w ciągu czterech lat BPH przekształcił się z drapieżnego lamparta w niegroźnego kociaka? Praprzyczyną jest dokonany trzy lata temu podział banku. Większość majątku BPH wcielono do Banku Pekao. Był to efekt fuzji właściciela Pekao, włoskiej grupy UniCredit, i głównego akcjonariusza BPH, niemieckiej grupy HVB. Przecięcie BPH na dwie części było dla krakowskiego banku najgorszym scenariuszem z możliwych.
Włosi nie mogli przejąć całego BPH, bo nie zgodził się na to ówczesny polski rząd PiS z Kazimierzem Marcinkiewiczem na czele. Projekt budził też zastrzeżenia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który obawiał się, że fuzja drugiego i trzeciego pod względem wielkości polskiego banku mogłaby stłamsić konkurencję na rynku. Alessandro Profumo, prezes UniCredit, pielgrzymował kilka razy do Polski i ostatecznie uzyskał zgodę polskich władz, by Pekao przejęło choćby większą część BPH.
Włosi wchłonęli więc najlepsze aktywa BPH, a resztę sprzedali amerykańskiemu GE Money Bankowi. BPH z dnia na dzień został bez najlepszych oddziałów i bez bankowości korporacyjnej (przejął ją Pekao). A zaraz potem nadszedł światowy kryzys. Banki zatrzymały akcję kredytową i płaciły krocie za odsetki od lokat, więc BPH - bez portfela kredytowego - został pozbawiony przychodów.
Teraz, po połączeniu z GE Money Bankiem i zmianie na stanowisku prezesa - Józefa Wancera zastąpił Richard Gaskin - nowy BPH próbuje się jakoś pozbierać. 30-miliardowy portfel kredytów pochodzący głównie ze "stajni" GE Money Banku nie dość, że jest zbyt duży - dwa razy większy niż portfel lokat zebranych od klientów - to jeszcze nie jest zdrowy. W pierwszym półroczu bank spisał na straty 512 mln zł kredytów, rok temu - tylko 260 mln zł. BPH kładą na łopatki kredyty samochodowe i ratalne - to przez nie odsetek złych kredytów sięga ponad 9 proc.
Jak uratować BPH? Nowy prezes chce ograniczyć finansowanie sprzedaży ratalnej oraz udzielanie kredytów samochodowych z pomocą pośredników finansowych, którym zależy głównie na szybkiej prowizji za pozyskanie klienta. BPH zaostrzył też kryteria przyznawania kredytów hipotecznych i firmowych. Bank zamyka też pokrywające się placówki BPH i dawnego GE Money Banku.
Drugim lekarstwem jest skuteczniejsze zbieranie lokat, by zalepić wielką dziurę w stosunku do udzielonych kredytów. Bankowcy wiedzą, że finansowanie udzielanych kredytów lokatami klientów jest tańsze niż to, co musi robić BPH, czyli pożyczanie pieniędzy od innych banków. W pierwszym półroczu BPH zwiększył wartość portfela depozytowego o prawie jedną piątą, czyli o 4,2 mld zł.
Prezes Gaskin obiecuje, że od końca tego roku BPH przestanie przynosić straty. Ale nawet jeśli wyjdzie w końcu na prostą, to nieprędko będzie miał szansę, by wejść znów do elity banków w Polsce. Czas szybkiego wzrostu się skończył. Zaś niegdysiejsza potęga BPH, banku zarządzanego przez dream team Józefa Wancera - z Mariuszem Grendowiczem, Wojciechem Sobierajem, Przemysławem Gdańskim i innymi "młodymi wilkami" - została bezpowrotnie zniszczona.
Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, rozważając różne możliwości zmiany właściciela banku BZ WBK, niedawno oświadczył, że nie dopuści do powtórzenia casusu BPH. Dobre i to.