PZU pochwaliło się wynikami finansowymi pierwszy raz od majowego debiutu giełdowego. W drugim kwartale ubezpieczyciel zarobił 362 mln zł. To o prawie 70 proc. mniej niż przed rokiem. Słabo wypadł też w całym półroczu. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku zysk spółki spadł o połowę, do 1,2 mld zł.
Szefowi PZU Andrzejowi Klesykowi nie spędza to snu z powiek. - Jeszcze rok temu konflikt resortu skarbu z Eureko trwał w najlepsze, a dzisiaj jesteśmy na giełdzie i dobrze dajemy sobie radę - powiedział w czasie prezentacji wyników na giełdzie.
Klesyk zapowiedział, że to półrocze będzie już lepsze dla PZU. Mimo to ubezpieczyciel cały rok zamknie wynikiem o co najmniej miliard gorszym niż poprzedni, kiedy zarobił 3,8 mld zł. To efekt wypłaty ogromnej dywidendy - 12,75 mld zł - w związku z ugodą między resortem skarbu a Eureko. Przez to spadły zyski z inwestycji, bo w kasie PZU było mniej pieniędzy.
Winne gorszych wyników są też sroga zima z początku roku i czerwcowa powódź. - Takie śnieżyce zdarzają się raz na 25 lat, a powodzie raz na 50. Teraz nastąpiły jedna po drugiej - mówił Klesyk. Przyznał, że każdego dnia zgłaszano w PZU nawet 4-5 tys. szkód, a zwykle jest to nie więcej niż 500.
Tylko w powodzi ucierpiało 90,5 tys. klientów ubezpieczyciela. W sumie PZU wypłaciło przez śnieżyce i zalania 734 mln zł (z czego 340 mln zł z reasekuracji). Same powodzie kosztowały dotąd 549 mln zł.
Ceny polis w górę Gorsze wyniki PZU muszą się skończyć wzrostem cen polis. - Podwyżka jest nieunikniona - przyznał Klesyk. Zapowiedział jednak, że PZU nie będzie pierwsze. - Kilka lat temu, kiedy PZU miał 60 proc. udziałów w rynku, wszyscy czekali na nasz ruch, traktując nas jak parasol bezpieczeństwa. Teraz, kiedy trzech największych graczy ma większe udziały w rynku od nas, sytuacja się zmieniła. Nie chcę być parasolem bezpieczeństwa dla innych do końca życia - dodał Klesyk.
Podwyżki szczególnie dotkną kierowców. Średnia wysokość odszkodowań z ubezpieczeń komunikacyjnych wzrosła w ostatnich dwóch latach aż o 26 proc. W tym czasie ceny polis spadały.
O ile mogą zdrożeć ubezpieczenia? Szef PZU nie chciał tego zdradzić. W kuluarach mówiono o skokowej podwyżce cen na całym rynku nawet o jedną piątą.
Apetyt na przejęcia Klesyk zapowiada, że PZU nadal jest zainteresowane przejęciem dużego gracza w branży ubezpieczeniowej. - Przyglądamy się sytuacji na rynku, ale brakuje ciekawych podmiotów. Jeśli taki się znajdzie, na pewno będziemy zainteresowani - powiedział.
PZU na pewno nie kupi banku. Klesyk zapewnił, że nie jest zainteresowany przejęciem PKO BP. - Ani my nie przejmiemy PKO, ani oni nas. Mamy 5-6 mld zł na przejęcia, ale moglibyśmy za to kupić niewiele akcji PKO - zastrzegł.
Teraz władze ubezpieczyciela chcą się skupić na dalszej restrukturyzacji spółki. Od początku roku
pracę w PZU straciło już 1,6 tys. pracowników. Tym samym zatrudnienie w całej grupie spadło poniżej 14 tys. osób.
Pod znakiem zapytania nadal stoi wypłata tegorocznej dywidendy. Zgodnie z ugodą między skarbem państwa a Eureko powinna on wynieść między 25 a 45 proc. zysku. - Przygotowujemy wieloletni plan finansowy. Zastanowimy się wspólnie z akcjonariuszami, czy obecna polityka dywidendowa powinna zostać utrzymana - wyjaśnił Klesyk.
Wyniki PZU nie zachwyciły giełdowych inwestorów. Akcje ubezpieczyciela w ciągu dnia traciły nawet 2,5 proc. Ostatecznie zakończyły dzień 2,2-proc. stratą, podczas gdy indeks największych spółek giełdowych WIG20 wzrósł o 0,3 proc.