W rządowym badaniu wzięło udział 200 firm. Jego wyniki są poważnym znakiem ostrzegawczym dla rządu. Oprócz 40 proc. firm gotowych opuścić Japonię 60 proc. badanych spółek planuje znacznie zwiększyć produkcję w swoich zagranicznych fabrykach kosztem rodzimych zakładów. To efekt wysokiego kursu jena, który kilka dni temu znalazł się na najwyższym od 15 lat poziomie w stosunku do dolara. Mocna waluta uderza zaś w japoński
eksport, którego wzrost w lipcu słabł piąty miesiąc z rzędu.
Najnowsze dane makroekonomiczne tylko powiększają niepokój japońskich firm. Deflacja w Japonii jest coraz większa - w lipcu ceny spadły o 1,1 proc. (w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku). Deflacja to też efekt silnego jena, który napędza
import do Japonii tanich towarów.
Jedną z nielicznych dobrych informacji są dane o bezrobociu, które w lipcu spadło o 0,1 pkt proc., do poziomu 5,2 proc.
Rządzący w Japonii gabinet premiera Naoto Kana jest mocno krytykowany za to, że nie potrafi doprowadzić do obniżenia wartości jena. W piątek japoński premier zapowiedział opracowanie wraz z
bankiem centralnym planu wsparcia dla chwiejnej japońskiej gospodarki, która w drugim kwartale zaskoczyła nawet pesymistów, wzrastając ledwie o 0,4 proc. To znacznie gorsze dane niż w I kwartale, kiedy PKB wzrosło aż o 4,4 proc. Niewykluczone, że
bank centralny poluzuje politykę monetarną, aby dodatkowo wesprzeć gospodarkę.
Rząd Kana zapowiada twardą walkę z
deflacją, jednak z uwagi na ogromny, liczący ponad 10 bln dol., poziom długu publicznego jego możliwości stymulowania gospodarki są mocno ograniczone.