Każdy, kto był w Grecji, musiał to zauważyć. Ten piękny kraj jest wręcz usiany z pozoru niewykończonymi budynkami. Z pozoru, bo na parterze i na pierwszym piętrze są w pełni urządzone apartamenty, w których żyją całe rodziny. Tylko na drugim piętrze straszy goły strop z wystającymi prętami żelbetowymi.
Ki diabeł? To tylko jeden z tysiąca sposóbów, które pomysłowi Grecy stosowali, by wykiwać fiskusa. Podatku od nieruchomości nie płaci się, dopóki budowa nie jest ukończona. Grecy masowo nie kończyli więc swoich budów. A fiskus przymykał oczy. Ale właśnie je otworzył. Przygnieciony długiem publicznym w wysokości 113 proc. PKB radykalnie zmienił podejście do oszustw podatkowych.
Wiedząc, że alternatywą jest ogłoszenie bankructwa, rząd socjaldemokratycznego premiera Jeorjosa Papandreu postawił sobie dwa priorytety - radykalnie ściąć wydatki budżetowe i radykalnie zwiększyć wpływy. Tak by państwo przestało jechać na coraz większym deficycie i zaczęło spłacać stare długi.
Policja podatkowa - wcześniej mało straszna dla Greków - dostała carte blanche. Ma iść w teren i robić wszystko, żeby zagwarantować, że Grecy zapłacą podatki. Od 1 stycznia do końca lipca br. przeprowadziła 22 043 kontrole, które ujawniły blisko pół miliona oszustw i nadużyć podatkowych (głównie tych najprostszych - takich jak nierejestrowanie transakcji na kasie fiskalnej). Wartość nałożonych kar sięgnęła 2,5 mld euro.
Nie skończyło się na kontrolach w sklepach, restauracjach, klubach dla turystów i na targowiskach. Inspektorzy podatkowi wzięli się także do nieruchomości. Zaczęli od... przydomowych basenów, które w Grecji są opodatkowane - jako towar luksusowy. Grecki fiskus zamówił specjalne zdjęcia satelitarne - i teraz działka po działce, dom po domu porównuje rejestr zgłoszonych basenów z tym (oraz raporty uzyskane od firm zajmujących się czyszczeniem basenów), co widać na zdjęciach.
- Do tej pory istniały pewne braki... ośmielę się nawet powiedzieć, że panował całkowity brak systemu kontroli podatkowych w ostatnich latach - przyznaje Ioannis Kapeleris, szef departamentu walki z oszustwami finansowymi (SDOE). - I tak powstał klimat bezkarności podatkowej. Prawdę powiedziawszy, nie jesteśmy nawet w stanie oszacować, jak duża jest szara strefa. Teraz staramy się tę podatkową świadomość przywrócić - dodaje Kapeleris, cytowany przez AP.
Świadomość, że podatki trzeba jednak płacić, mają w Grekach wyrobić nie tylko zmasowane kontrole, kary i wynajęte satelity. Greckie ministerstwo finansów ogłosiło... konkurs dla nastolatków na nakręcenie amatorskiego klipu wideo promującego ideę "rzetelnego płacenia podatków". Nagroda główna - 5 tys. euro.
W oczekiwaniu na rozstrzygnięcie tej rywalizacji urzędnicy rządowi szukają innych źródeł wyciekających pieniędzy z publicznej kasy. Jedno właśnie załatali - po starannym sprawdzeniu rejestrów emerytów okazało się, że grecki ZUS wypłaca około 500 emerytur osobom w wieku ponad 110 lat. Oczywiście większość z nich już nie żyła. Jeden z pobierających świadczenie zmarł w... 1999 r.
Masz jacht? To masz i na podatek
Desperackie poszukiwanie wpływów podatkowych rozpoczęło się także we Włoszech. Pierwszą "ofiarą" inspektorów podatkowych stali się posiadacze jachtów. Od Wenecji po Sycylię zmasowane kontrole sprawdzały deklaracje podatkowe właścicieli luksusowych łodzi. - I nagle się okazało, że oficjalny, roczny dochód niektórych z nich nie starczyłby nawet na wynajęcie slipu [pochylnia do remontu statków] w marinie - mówi Luigi Magistro z rzymskiego urzędu skarbowego. - A na Capri znaleźliśmy właściciela jachtu i kilku luksusowych nieruchomości, który był na liście osób ubiegających się o zasiłek - dodaje Magistro.
Dla większej skuteczności inspektorzy nie noszą mundurów (ani nawet marynarek), ale ubierają się w sportowe koszulki i klapki. Gdy wyjmują legitymacje, jest już za późno na ucieczkę.
Efekty są bardziej niż spektakularne. Na wybrzeżu Amalfi znaleźli kluby z alkoholem i muzyką (wejściówka 50 euro), oficjalnie zarejestrowane jako organizacje charytatywne. A w innym miejscu - klub z tancerkami go-go, w którym nie dość, że nie było żadnej licencji na sprzedaż alkoholu, to jeszcze żadna z 32 tancerek na rurze nie miała jakiejkolwiek umowy o pracę. Wszystkie zapewniały inspektorów, że "tańczą pierwszy raz".
Kontrole stały się tak skuteczne, że bogaci "żeglarze" zaczęli szerokim łukiem omijać włoskie porty. Zwłaszcza po tym, gdy policja podatkowa skonfiskowała łódź motorową należącą do Flavia Briatore, byłego szefa zespołu Formuły 1 - teamu Renault (dziś w jego barwach startuje Robert Kubica, na szczęście już pod innym szefem).
Włoski fiskus twierdzi, że Briatore jest mu winien 4 mln euro.
Francja gilotynuje ulgi
Francuski fiskus zawsze mógł się pochwalić nieco większą skutecznością w ściganiu oszustów podatkowych niż koledzy w Grecji i we Włoszech (Francja zdobyła np. dane 8231 swoich obywateli, którzy próbowali ukryć swoje majątki na kontach w banku HSBC). Rząd prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i premiera Françoisa Fillona nie może więc liczyć na to, że zmasowane kontrole przyniosą znaczące wpływy.
A potrzeby budżetu są olbrzymie. Tak jak w innych krajach Unii - w 2011 r. francuski deficyt budżetowy musi spaść poniżej 6 proc. PKB. Jeśli tego nie uda się osiągnąć, Francja może utracić swój bezcenny rating AAA - najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej. Prócz Francji ma go na świecie tylko kilkanaście państw, m.in. Niemcy i USA.
Rząd musiał więc przygotować Francuzom przykrą niespodziankę na koniec wakacji. Jak zapowiedział minister ds. budżetu François Baroin, w przyszłym roku znikną ulgi podatkowe (nie wiadomo jeszcze jakie) o wartości 10 miliardów euro.