Biznes Ludzie Pieniądze

Rolniku, spisz się (lepiej niż prezes GUS)

Krystyna Naszkowska
30.08.2010 , aktualizacja: 29.08.2010 20:27
A A A Drukuj
Prezes Głównego Urzędu Statystycznego przekonuje rolników do udziału w spisie rolnym. Tyle że mało przekonująco
Dyrektor Centralnego Biura Spisowego Janusz Dygaszewicz pokazuje, jakich palmtopów będą używać rachmistrze
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Dyrektor Centralnego Biura Spisowego Janusz Dygaszewicz pokazuje, jakich palmtopów będą używać rachmistrze
Chyba wszyscy mieszkańcy wsi już wiedzą: od początku września do końca października będzie prowadzony w Polsce spis rolny. Od tygodni w telewizji publicznej informuje ich o tym znany z serialu "Ranczo" aktor Cezary Żak, który przekonuje rolników, jakie to ważne wydarzenie. Ten sam aktor "wisi" zresztą na plakacie na wiejskich tablicach ogłoszeniowych.

Kto nie ogląda telewizji i nie czyta ogłoszeń, może się o spisie dowiedzieć bezpośrednio od rachmistrzów. Od pewnego czasu odwiedzają oni gospodarstwa, by ustalić z rolnikami dokładną datę spotkania. Rolnik musi mieć bowiem czas na dłuższą rozmowę: o tym, ile ziemi uprawia, jakie zwierzęta hoduje, ile osób utrzymuje się z gospodarstwa itd. Wszystko po to, by ująć w statystyki to, co się na polskiej wsi wydarzyło od poprzedniego spisu. A ten odbył się w 2002 r., przed naszą integracją z Unią, czyli w zupełnie innej epoce dla wsi, jeszcze bez unijnych dopłat.

Ale może się trafić rolnik, który Cezarego Żaka nie lubi, a obcych do domu nie wpuszcza, i nie będzie wiedział, że po 1 września szykuje się w Polsce spis rolny. Dlatego prezes Głównego Urzędu Statystycznego prof. dr hab. Józef Oleński wysłał do rolników listy z informacją o spisie. Listy urzędowe, z godłem Polski i nadrukiem GUS. W zamyśle miał pewnie rolników zachęcić, by szczerze i otwarcie udzielali rachmistrzom informacji, a także uświadomić tym co młodszym, że mogą sami wypełnić formularz w internecie. Urzędowy list rolnikom się spodoba, wielu na pewno dowartościuje, może nawet zachowają go sobie na pamiątkę. Ja na pewno zachowam. Bo to świetny przykład, jak do rolników pisać nie należy.

Oto pan prof. dr hab. Józef Oleński najpierw informuje, kiedy spis będzie przeprowadzony i dlaczego. Już przez ten pierwszy akapit trudno przebrnąć, tak drętwym językiem jest napisany. Ale dalej jest tylko gorzej: "Powszechny Spis Rolny otwiera nowy etap w rozwoju polskiej statystyki publicznej, jakim jest prowadzenie masowych badań statystycznych przy wykorzystaniu nowoczesnych i efektywnych technologii informatycznych, jak elektroniczne rejestratory danych, telefon, czy internet, który umożliwi respondentom dokonanie samodzielnego spisania się".

Przepraszam bardzo, ale czemu ma służyć to efektowne, ale jakże długie zdanie? Pomijam już takie kwiatki stylistyczne jak "umożliwienie dokonania samodzielnego spisania się", ale co to właściwie rolnika obchodzi, że statystyka będzie miała nowy etap w rozwoju?

Z dalszej części listu rolnik dowiaduje się, że "dzięki zastosowaniu efektywnych technologii informatycznych, zmniejszy się znacząco koszt zorganizowana i przeprowadzenia spisu". To naprawdę mało istotna informacja dla właściciela gospodarstwa, którego zaraz będą wypytywać, co każdego dnia wkłada do garnka. Do tego umieszczono ją w tym samym zdaniu, w którym prezes zapewnia o "pełnym bezpieczeństwie zebranych informacji".

Otóż zapewniam pana prezesa, że właśnie ta część zdania o bezpieczeństwie zebranych danych jest dla rolników naprawdę ważna. Już teraz co bardziej nerwowi wypytują sąsiadów, po co właściwie ten spis i kto za nim stoi.

- Bo to, panie, mają podobno podatki nakładać, więc najpierw muszą wiedzieć, ile kto czego ma w gospodarstwie.

- A w ogóle to ten, co spisuje, nie wiadomo, komu przekaże te informacje. Jeszcze będą z tego kłopoty!

Każdy socjolog zajmujący się wsią mógłby powiedzieć prezesowi GUS, że podejrzliwość i nieufność są typową chłopską cechą. By spis miał sens, tę podejrzliwość i nieufność trzeba zminimalizować, by rolnicy podali rachmistrzom jak najwięcej danych prawdziwych. Tylko wtedy dowiemy się, co się na polskiej wsi zmieniło od czasu wejścia do Unii. Czy istotnie, jak wynika z badań CBOS, polscy rolnicy z pesymistów stali się ostrożnymi optymistami? Czy zmalała liczba gospodarstw rolnych? Ilu z tych, którzy mają gospodarstwa, w istocie żyje z uprawy ziemi? Może dowiemy się wreszcie, ilu rolników spośród tych biorących dopłaty unijne jest rolnikami, a ilu tylko takich udaje. I jaki jest na wsi poziom biedy.

Teraz nasza wiedza oparta jest na danych fragmentarycznych, na badaniach różnych instytutów ekonomicznych i socjologicznych. I na intuicji.

Ważne więc jest, by przekonać rolników do otwartości. Ten spis jest naprawdę ważny i ważne jest, by rolnicy to zrozumieli. Rolą prezesa GUS było przekonać mieszkańców wsi, by nie opowiadali rachmistrzom bzdur. I by, jeśli żyją z szarej strefy, a nie z rolnictwa, nie bali się do tego przyznać, bo żadne konsekwencje ich za to nie spotkają.

Zamiast tego dowiedzieli się z listu, że prezes GUS jest też Generalnym Komisarzem Spisowym. Coś takiego?! Czytałeś to, Władziu? Ciekawe, czy bierze teraz dwie pensje, jako prezes i jako komisarz?

Prezes i komisarz spisowy robi, co może, by przekonać rolników: "Tylko Państwa pomoc przy realizacji spisu, przekazanie wyczerpujących i rzetelnych informacji pozwoli na uzyskanie pełnej wiedzy o rolnictwie polskim i wykorzystanie jego wyników do planowania polityki rolnej naszego państwa oraz efektywnego zarządzania na szczeblu ogólnokrajowym i lokalnym. Leży to w interesie nas wszystkich, a zwłaszcza sprzyja rozwojowi polskiej wsi i polskiego rolnictwa".

Minęło 20 lat z okładem, a poczułam się, jakbym czytała w "Trybunie Ludu" o "efektywnym zarządzaniu na szczeblu ogólnokrajowym i lokalnym". Część starszych rolników - jeśli dotrze do tego akapitu - pewnie też sobie powspomina czasy słusznie minione. Ale ich zaufanie od tego raczej nie wzrośnie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów