W zeszłym tygodniu
kurs dolara osiągnął poziom 83,58 jena, najwyższy od 15 lat. Dla japońskiej gospodarki, której podstawą jest
eksport, to prawdziwa katastrofa. Wzrost gospodarczy w Japonii z kwartału na kwartał spowalnia. W II kw. wyniósł już ledwie 0,4 proc. (dane odniesione do skali roku).
W poniedziałek japoński premier Naoto Kan ogłosił, że rząd wpompuje w gospodarkę 920 mld jenów (11 mld dol.). - Zdecydowaliśmy się na podstawowy plan wsparcia obejmujący zatrudnienie, inwestycje i edukację - powiedział Kan.
Jednocześnie Bank Japonii postanowił rozszerzyć program wspierania gospodarki tanim kredytem z 20 do 30 bln jenów (do niemal 355 mld dol.). Zrobił to na specjalnym posiedzeniu zwołanym na tydzień przed zaplanowanym spotkaniem. Władze monetarne mają nadzieję, że wpompowanie dodatkowych pieniędzy w gospodarkę spowoduje osłabienie jena.
Ekonomiści jednak są nieco rozczarowani, bo spodziewali się jeszcze bardziej drastycznych metod walki ze spowolnieniem jak zwiększenie skupu rządowych obligacji czy obniżenie stopy procentowej z 0,1 proc. do zera.
Japonia ma poważne kłopoty gospodarcze. Jednym z największych jest
deflacja, którą potęguje (poprzez taniejący
import) umacniający się jen. W lipcu spadek cen (siedemnasty miesiąc z rzędu) sięgnął 1,1 proc. Deflacja jest groźna dla gospodarki, bo powstrzymuje ludzi przed robieniem zakupów. Odkładają je na później, oczekując, że w przyszłości będzie jeszcze taniej. A to hamuje wzrost gospodarczy.