Biznes Ludzie Pieniądze

Czemu nie ufamy związkom? "Kiedyś walczyli o innych, dzisiaj o siebie"

Artur Włodarski
30.08.2010 , aktualizacja: 13.12.2010 15:39
A A A Drukuj
Więcej ich dzieli, niż łączy. Zarówno ludzi, jak i postulaty. Przez 30 lat ruch związkowy zmienił się nie do poznania. Dlaczego tak bardzo stracił na popularności? - Kiedyś związkowcy walczyli o wolność dla wszystkich, teraz walczą o własne przywileje. Kosztem innych - mówi Bogdan Borusewicz, organizator strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku
Bogdan Borusewicz
Bogdan Borusewicz
W maju związkowcy protestowali pod siedzibą spółki. Domagali się wypłaty premii
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
W maju związkowcy protestowali pod siedzibą spółki. Domagali się wypłaty premii
"Nie wszyscy zdają sobie sprawę z sytuacji gospodarczej państwa. Mówiąc wprost, zadłużenie naszego kraju osiągnęło poziom, którego w żadnym wypadku nie można przekroczyć" - ta wypowiedź premiera Edwarda Babiucha z sierpnia 1980 r. dowodzi, że przynajmniej argumenty rządu pozostały podobne. Wszystko inne się zmieniło.

Ponieważ komunistyczna władza była arogancka i nieprzyzwyczajona do protestów i strajków (oficjalnie nazywanych "przerwami w pracy"), w 1970 r. sięgnęła do sprawdzonych argumentów - pół tysiąca czołgów, 30 tys. milicjantów i żołnierzy zaprowadziło spokój kosztem 40 zabitych i ponad tysiąca rannych.

Dlatego istotą 21 sierpniowych postulatów, na pierwszy rzut oka sprawiających wrażenie spisu bolączek codziennego życia, były głównie swobody obywatelskie. A dopiero potem poprawa warunków życia i pracy. Jeden związek walczył o lepsze jutro nie tylko dla 10 mln swoich członków, ale niemal całego narodu.

A dziś? Mamy aż 6300 związków i zaledwie 2,5 mln związkowców. Sami działacze przyznają, że bolączką ruchu związkowego jest oderwanie od życia społecznego i swoisty syndykalizm, czyli zamknięcie się na problemy wykraczające poza teren zakładu. O co walczą? Głównie o gwarancje miejsc pracy zagrożonych planami restrukturyzacji, prywatyzacji czy zamykania nierentownych zakładów. Zniknęły postulaty polityczne. Miejsce ekonomii zajęły żądania o podwyżki, premie prywatyzacyjne, czy "zegarki dobrej marki wręczane z okazji 20-lecia pracy". Choć za wszelką cenę starają zaistnieć w mediach, a niektóre nawet pracują nad poprawą wizerunku, (stąd bilboardy z zatroskanymi górnikami), mało kto wierzy, że związki wzbiją się ponad właściwy niektórym egoizm, pozwalający im zaspokajać swoje potrzeby kosztem podatników.

Szliśmy po ostrzu noża

Bogdan Borusewicz organizował strajk w Stoczni Gdańskiej, przygotowywał listę postulatów Międzyzakładowej Komisji Strajkowej i zakładał NSZZ "Solidarność".

Artur Włodarski: Wetknęliście 21 lasek dynamitu w ideologiczny fundament socjalizmu. Taką moc miały strajkowe postulaty. Choć patrząc na nie chłodno, były od Sasa do Lasa: tu wolne związki, a tam diety za rozłąkę.

Bogdan Borusewicz: Ja bym przyrównał je do pocisku: głowicą były postulaty polityczne, paliwem - ekonomiczne. Proporcje? 1 do 3. Gdyby całość była polityczna - przegralibyśmy. To ekonomia nadawała ciąg tej rakiecie. Ograniczenie cenzury czy wolne związki nie działały na masową wyobraźnię tak jak podwyżka płac.

Ile osób układało tę listę?

- Dosłownie kilka. Czytaliśmy postulaty przysyłane z innych zakładów i wybieraliśmy te, które się powtarzały. Ja układałem je w kolejności od najbardziej do najmniej ważnego. To i owo zmienialiśmy, a o niektóre wręcz się spieraliśmy. I to poczynając jeszcze od trzech postulatów przedstrajkowych, gdzie poszło o wysokość podwyżki płac. Zaproponowałem 200 zł, na co robotnik Bogdan Felski mówi: - Zwariowałeś? Będziesz sam strajkował! Kto za 200 zł zechce nastawiać karku!? - To ile? - pytam. - 3000 zł. - Co? Przecież to połowa średniej pensji! - tłumaczę. - Kompletnie nierealne. Nie możemy się kompromitować!

W końcu stanęło na 1000 zł, ale Felski wytargował jeszcze dodatek drożyźniany. A na ujednoliconej liście i tak wpisano 2000 zł. Oto, jak robiono te postulaty. Spisywaliśmy je całą noc. Skończyliśmy w niedzielę, 16 sierpnia, o piątej rano.

Ten o podwyżkach był

- ósmy w kolejności. Pierwszy, o wolnych związkach, to było maksimum tego, co mogliśmy ugrać. Szliśmy po ostrzu noża. Wiedzieliśmy, że wysuwając nierealne żądania, przegramy. Zresztą niewiele brakowało, bo pewien działacz opozycji ukradkiem dopisał wolne wybory i puścił to do druku. Powstało kilkaset takich ulotek. Kiedy się zorientowałem, kazałem je zniszczyć. Wtedy hasło "wolne wybory" oznaczało "oddajcie władzę". Oni by na to nie poszli.

Ostatni punkt to wolne soboty. Dziś nikt nie wyobraża sobie bez nich życia. Nikt też nie wysuwa tak szerokich postulatów.

- Tamte postulaty godziły w socjalizm, choć się z niego brały. Dlatego są, jakie są. Dziś żądania całkiem się zmieniły. Kiedyś związkowcy walczyli o wolność dla wszystkich, teraz walczą o własne przywileje. Kosztem innych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów