- Zgodnie z rozkładem jazdy, który wejdzie w życie w grudniu na 1540 km linii kolejowych maksymalna prędkość jazdy będzie wynosiła 30 km/godz. albo nawet mniej - ostrzega Zbigniew Szafrański, prezes PKP Polskie Linie Kolejowe, firmy zajmującej się utrzymaniem infrastruktury kolejowej w Polsce. - To jest tempo dobrego rowerzysty - przyznaje.
Przykłady fatalnych czasów przejazdu koleją nie brakuje. Pomiędzy Katowicami i Krakowem średnia prędkość pociągu EuroCity to... 47 km/godz. Na odcinku Wałbrzych -
Wrocław pociągiem TLK jedzie się dwie godziny. To daje średnią prędkość 40 km/godz. Z Wałbrzycha do Jeleniej Góry jedzie się pociągiem TLK w półtorej godziny, średnia prędkość - 31 km/godz., i to bez przystanków.
W Polsce jest ponad 19 tys. km czynnych linii kolejowych. Pociągi jeżdżą z przyzwoitą prędkością tylko na kilku trasach, m.in.
Warszawa -
Poznań czy Warszawa - Kraków. Na wszystkich liniach średnia prędkość w 2009 r. sięgała 77,9 km/godz. Gdyby były w takim stanie, w jakim je konstruowano, wynosiłaby 109 km/godz. Problem w tym, że przywrócenie linii kolejowych do czasów świetności kosztowałoby... 47 mld zł. Jego zdaniem dotacja z budżetu na utrzymanie linii ma charakter kroplówki. - To jest 1-1,2 mld zł rocznie, a potrzebujemy 6-7 mld - mówi Szafrański. I proponuje: - Nie lamentujmy nad liniami, które były wybudowane w XIX w., po prostu je zamknijmy.
Z danych PKP
PLK wynika, że na około 12 tys. km linii odbywa się aż 90 proc. ruchu kolejowego. Duża część linii nie jest w stanie wygenerować takiego ruchu pasażerów, który pozwoli na ich utrzymanie z opłat przewoźników (płacą za dostęp do torów, te pieniądze są przez PKP PLK wykorzystywane na remonty).
Jakie jest wyjście z sytuacji oprócz likwidacji znacznej części linii kolejowych? - Można zainteresować nimi samorządy, firmy prywatne - mówi Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR. Przykłady już są, np. w 2007 r. województwo dolnośląskie przejęło linię Wrocław - Trzebnica. Samorządy inwestują też w kolej w ramach regionalnych programów operacyjnych - w sumie ponad 2 mld zł. Przykładem może być modernizacja linii Goleniów -
Kołobrzeg.
Do remontów infrastruktury kolejowej można też namawiać firmy. W stację w Piławie Górnej zainwestowała firma Dolnośląskie Surowce Skalne.
Zdaniem Adriana Furgalskiego nawet zaangażowanie samorządów i firm w rewitalizację kolei to za mało. - Trzeba jasno powiedzieć, że pieniędzy nagle więcej nie będzie. Potrzebne jest podpisanie kontraktu pomiędzy PKP PLK a ministrem infrastruktury, który wskaże te linie, które powinny być utrzymywane i w jakim standardzie i te do likwidacji - mówi Furgalski.