Amerykańskie firmy będą musiały ujawniać stosunek wynagrodzenia szefa do pensji pracownika średniego szczebla. Przepis ten powstał pod wpływem gniewu opinii publicznej wywołanego ubożeniem większości obywateli wskutek recesji oraz rosnącą dysproporcją między wynagrodzeniami i wielomilionowymi pensjami kadry kierowniczej.
Szefowie spółek indeksu S&P 500 otrzymali w ubiegłym roku średnio po 7,5 mln dol., zaś średnie zarobki pracowników sektora prywatnego sięgały jedynie 40 tys. dol.
Przepis o ujawnianiu danych o zarobkach znalazł się w nowej ustawie finansowej Dodda i Franklina i budzi obawy o wymuszanie niepotrzebnej biurokracji. Międzynarodowe koncerny będą musiały obliczyć średnią wynagrodzenia dla całej firmy. W przypadku dziesiątków tysięcy zatrudnionych na całym świecie jest to prawie niewykonalne.
Gdy ustawa finansowa była dyskutowana w Kongresie, przepis ten umknął uwadze firm ze względu na bardziej istotne i kontrowersyjne elementy nowego prawa. Teraz są zaskoczone i zamierzają naciskać na komisję giełdy i papierów wartościowych, by przepisy wykonawcze do ustawy były jak najbardziej liberalne, pisze "Financial Times".