Wielomiesięczne, trudne negocjacje między
Google i AP zakończyły się powodzeniem. Ciepło-zimne stosunki obu spółek są przykładem napięcia, jakie panuje między wydawcami a wyszukiwarkowym gigantem. Kiedy w 2002 r. Google News rozpoczął swoją działalność, na starcie czerpał informacje z 4 tys. źródeł. Specjalne programy przeczesywały strony internetowe w poszukiwaniu najświeższych informacji, które następnie lądowały na stronie Google News w postaci nagłówka i linku do źródła. Wydawcom się to jednak nie spodobało i zaczęli pozywać Google'a do sądu. Sprawy wygrali m.in. belgijscy wydawcy i francuska agencja prasowa AFP.
Po serii procesów Google uznał, że lepiej z wydawcami się dogadać, i zaczął im płacić. Wśród wydawców, którzy zawarli z Google'em ugodę, była m.in. agencja AP. Umowę podpisano w 2006 r. Ile agencja dostała wtedy za treści? Nie wiadomo, bo szczegółów transakcji nie ujawniono. Po kilku latach uznała jednak, że to za mało, i w miarę jak przychody z tradycyjnych mediów spadały, agencja coraz bardziej domagała się renegocjacji warunków.
Sytuacja była już tak napięta, że w styczniu 2010 r. Google przestał indeksować treści z AP. Powrócił do tego w lutym, ale zgodził się też na renegocjacje. Rozmowy zakończyły się w poniedziałek.
Czym Google przekonał do siebie AP? Szczegóły nie są znane, ale zapewne zgodził się płacić za treści więcej. Tak wynika m.in. z treści
notki opublikowanej przez AP.
"W czasach, gdy przychody z reklam w tradycyjnych mediach spadają, AP stara się zwiększyć zyski z sieci. Umowa z Google'em jest częścią tych starań" - czytamy w notce.
Przychody AP w zeszłym roku spadły o 10 proc. i osiągnęły 676 mln dol. W tym roku analitycy spodziewają się kolejnych spadków.
Google natomiast przy przychodach 24 mld dol. zarobił w zeszłym roku ,5 mld dol. W tym roku analitycy przewidują wzrost zysku netto do 8 mld dol.