Przez pierwsze sześć miesięcy
Polska importowała z Rosji 5,5 mld m sześc. gazu i została trzecim co do wielkości rynkiem Gazpromu w UE - informuje koncern w sprawozdaniu za drugi kwartał.
W Unii więcej rosyjskiego gazu kupiły tylko
Niemcy (19,6 mld m sześc.) i
Francja (6,1 mld).
Na dodatek Polska jako jedyny znaczący klient Gazpromu nie dostała rabatu na rosyjski gaz. Polegają one zwykle na tym, że za część surowca koncerny nie płacą ceny zależnej od cen ropy naftowej, ale nawet o połowę niższą cenę z rynku dostaw bieżących spot. Na tej zasadzie np. niemiecki koncern E.ON uzgodnił w lutym, że do końca 2012 r. będzie kupować od Gazpromu po cenach spot 15 proc. surowca z umów długoterminowych.
Teraz niemiecki E.ON i francuski GDF Suez, a także inne zachodnie koncerny negocjują z Gazpromem kolejną obniżkę. Wczoraj ujawnił to
dziennik "Kommiersant", powołując się na wypowiedź Stanisława Cygankowa - szefa departamentu zagranicznych operacji Gazpromu.
Zachodnie koncerny chcą w cenach spot kupować do 40 proc. gazu zamówionego w Gazpromie. Dzięki temu zaoszczędziłyby nawet 20 proc. na wydatkach w Rosji.
- Trzeba zwiększyć elastyczność zakupów i zaktualizować kontrakty długoterminowe, bo na europejskich rynkach jest nadmiar gazu, a na rynku spot ceny spadają - tłumaczył w sierpniu Klaus Schaeffer, nowy szef E.ON Ruhrgas.
Niemiecki koncern wzmaga presję na Rosjan, bo według nieoficjalnych doniesień dostał rabat na jedną czwartą gazu zamówionego w Norwegii.
Tymczasem Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo chce kolejny raz w tym roku podnieść opłaty za gaz. Koncern tłumaczy to wzrostem cen ropy naftowej. Dlaczego wzorem innych europejskich koncernów nie żąda rabatu od Gazpromu, do czego PGNiG miało prawo już w zeszłym roku? - Podejmiemy negocjacje po podpisaniu polsko-rosyjskiej umowy rządowej i aneksu do kontraktu z Gazpromem - powiedział wczoraj na konferencji prezes PGNiG Michał Szubski.
Ale uzgodniona przez wicepremiera Waldemara Pawlaka umowa gazowa z Rosją budzi zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Zdaniem Brukseli jest sprzeczna z prawem UE i podminowuje reformy gazowe UE - jak wczoraj ujawniła "Gazeta". - To nie jest głos Komisji, ale urzędników niższego szczebla - bagatelizował Szubski.
Podobnie obiekcje Brukseli potraktował premier Donald Tusk. - Uwagi niektórych urzędników europejskich traktujemy poważnie, chociaż nie mają one znaczenia fundamentalnego dla umowy - stwierdził wczoraj premier.
Tymczasem niezgodne z prawem Unii Europejskiej zapisy umowy zakwestionował sam komisarz UE ds. energii Günther Verheugen w liście do ministra energetyki Rosji Siergieja Szmatki, przekazanym także rządowi Polski.
Co więcej, wbrew zapewnieniom premiera Tuska wczoraj
Bruksela potwierdziła, że ma fundamentalne zastrzeżenia do zapisów umowy, które dają Gazpromowi do 2045 r. monopol na korzystanie z tranzytowej rury przez Polskę i ulgowe opłaty za tranzyt gazu.
- Nasze zastrzeżenia dotyczą zarządzania gazociągiem, dostępu stron trzecich do infrastruktury oraz przejrzystości stawek. Jest w interesie polskich konsumentów, by dostęp do gazociągu miało tyle firm, ile sobie tego życzy i by mogli korzystać z jasnych, równych stawek za przesył gazu - powiedział wczoraj rzecznik KE Joe Hennon cytowany przez PAP.
Forsowanie przez rząd sprzecznej z prawem UE umowy z Rosją skrytykowało wczoraj BCC. W komunikacie podpisanym przez b. wicepremiera Jerzego Steinhoffa BCC zaapelowało do rządu o podjęcie negocjacji z Rosją i doprowadzenie umowy do zgodności z prawem europejskim.