- Najbardziej zadłużonym krajom strefy euro powinno pozwolić się bankrutować. Pożyczanie im pieniędzy tylko po to, aby mogły spłacić swoje poprzednie długi, blokuje ich szanse na rozwój i nie prowadzi do niczego dobrego - powiedziała premier Słowacji Iveta Radicova w rozmowie z "Wall Street Journal".
Fot. Petr David Josek AP
Iveta Radicová, Słowacja.
Oczy świata na krótko zwróciły się ku Słowacji, gdy jej parlament w październiku 2011 roku głosował nad planem reformy Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. Radicová groziła wtedy, że ustąpi, jeżeli projekt przepadnie. Przepadł.
Ostatecznie parlament, pod silnym naciskiem UE, zatwierdził program pomocy, jednak rząd Radicovej już właściwie upadł - do wcześniej głosowanego projektu dołączony był wniosek o wotum zaufania. Ona sama ustąpi 10 marca tego roku.
Od kilku tygodni Słowacja, najmłodszy członek strefy euro, jest mocno krytykowana przez unijnych polityków, po tym jak na początku sierpnia słowacki parlament nie zgodził się na finansowy udział Słowacji w wartym 110 mld euro pakiecie pomocowym dla Grecji. W celu ratowania Aten przed bankructwem Słowacja miała dołożyć 800 mln euro, jednak tamtejszy rząd nie zgodził się na to, argumentując, że każdy kraj powinien sobie radzić ze swoimi problemami sam, a gdy Słowacja miała kłopoty, nikt jej nie pomógł. Decyzji parlamentu od kilku tygodni broni premier Słowacji Iveta Radicova, która w ubiegłym tygodniu zapowiedziała, że zwróci się o oficjalne przeprosiny dla narodu słowackiego od Olliego Rehna, unijnego komisarza ds. ekonomii i polityki monetarnej, który najmocniej krytykował decyzję Słowacji. Nie poprzestała jednak na tym i w rozmowie z "WSJ" przyznała, że dla strefy euro byłoby najlepiej, gdyby znajdującym się na krawędzi bankructwa krajom dano możliwość bankructwa. Jej zdaniem fundusz stabilności utworzony przez UE i powołany na rzecz pomocy krajom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej przysporzy Unii więcej problemów niż pożytku.
- Nasza decyzja, by nie pomagać Grecji, wynikała z solidarności z mieszkańcami krajów, które mają prawdziwe problemy. Ci ludzie nie są odpowiedzialni za te problemy, wina spoczywa na rządach, ale nie tylko. Winne są też agencje ratingowe, Komisja Europejska i Eurostat, które powinny monitorować sytuację i informować o zagrożeniach - powiedziała Radicova w rozmowie z "WSJ". Jak dodała, dobrym pomysłem byłoby, gdyby koszty pomocy dla krajów w trudnej sytuacji wzięły też na siebie właśnie te instytucje. - Chcielibyśmy, aby w działalności tych instytucji zaszły radykalne zmiany - stwierdziła.
- Aby strefa euro mogła dalej istnieć, rządy krajów członkowskich muszą działać w zgodzie z nowym systemem wartości opartym na odpowiedzialności - powiedziała Radicova, dodając, że strefa euro musi opracować procedury dotyczące bankrutowania krajów członkowskich, które stają się niewypłacalne.
- Jeśli żyję tylko na pożyczkach i używam jednego kredytu tylko po to, aby spłacić drugi, blokuje to szanse na rozwój i jest bez sensu - powiedziała premier Słowacji.
Część analityków uważa, że ostry stosunek Słowacji do innych krajów strefy euro wynika z faktu, że jest ona słabiej rozwinięta gospodarczo, mniej zintegrowana i biedniejsza w stosunku do innych krajów członkowskich. Nie znaczy to jednak, że jest osamotniona - Lars Christensen, główny ekonomista Danske Banku, przyznał w rozmowie z "WSJ", że premier Słowacji wyraża głos mniejszych krajów strefy euro, również niezadowolonych z braku odpowiedzialności Grecji i innych członków. Jak powiedział, cichymi stronnikami Słowacji w sporze o pomoc dla Grecji są kraje skandynawskie i Holandia.
Szacuje się, że tegoroczny deficyt budżetowy Słowacji wyniesie ok. 8 proc. Zaciskający pasa rząd Słowacji planuje zmniejszyć go do wymaganego przez KE poziomu poniżej 3 proc. PKB do 2013 roku.