W zeszłym roku, działając pod presją opinii publicznej rozsierdzonej wysokimi zarobkami i premiami dla bankierów, którzy w dużym stopniu odpowiadali za doprowadzenie do globalnego kryzysu,
Wielka Brytania wprowadziła jednorazowy 50-procentowy podatek od bankowych bonusów, których wartość przekraczała 25 tys. funtów. Podatek, który obowiązywał do kwietnia, miał skłonić branżę bankową rozdzielającą wśród swych pracowników miliony funtów premii do bardziej rozważnego gospodarowania pieniędzmi. - Nie sądzę, aby nowy rząd przywrócił ten podatek. Niestety, zachowanie branży bankowej się nie zmieniło. Uważam jednak, że ten sektor mogą czekać jeszcze bardziej niepopularne regulacje, jeśli nie zacznie być bardziej wrażliwy na głos opinii publicznej - powiedział Darling, który tłumaczył się z wprowadzenia w ubiegłym roku podatku. - Chciałem wysłać do nich czytelny sygnał, że wszyscy żyjemy w tym samym świecie i podlegamy tym samym prawom - powiedział.
50-procentowy superpodatek był mocno krytykowany przez pracowników londyńskiego City i brytyjski sektor bankowy. Pojawiały się informacje, że wielu bankierów po wprowadzeniu nowego prawa przeniesie się do Nowego Jorku, Szwajcarii albo Azji. Podobnymi przeprowadzkami miały też grozić niektóre banki. Tak się jednak nie stało, a gdy podatek przestał obowiązywać, wszystko wróciło "do normy". W zeszłym tygodniu Credit Suisse ogłosił, że wypłaci pokaźne premie dla swoich 400 pracowników wyższego szczebla w Londynie jako formę rekompensaty za obcięcie im bonusów w ubiegłym roku. Jak donosi "FT", na podobny krok mogą się wkrótce zdecydować kolejne banki.
Obecnie rządzący Wielką Brytanią gabinet Davida Camerona wprowadził już podatek od banków, który ma przynieść rocznie
budżetowi 2 mld funtów, nie planuje jednak ponownie wprowadzać superpodatku od bankowych premii.