Koncerny samochodowe zwykle używają specjalnych manekinów, aby zderzając auta, przetestować skuteczność urządzeń, które będą chronić pasażerów w razie wypadku. Ale nawet nafaszerowane elektroniką współczesne manekiny nie pozwalają w pełni ocenić, co się dzieje z ludzkim ciałem w czasie zderzenia. I dlatego bez rozgłosu koncerny samochodowe testują czasem patenty na ludzkich zwłokach.
Ostatnio takim testom poddawano nadymające się jak poduszki powietrzne pasy bezpieczeństwa, które skonstruowali inżynierowie Forda - poinformował portal Autopia. Testy prowadził Ośrodek Badawczy Transportu z Uniwersytetu Michigan. To normalna praktyka, że koncerny samochodowe zlecają takie testy niezależnym ośrodkom badawczym. Bo budzą one wielkie kontrowersje. W zeszłej dekadzie francuskie Renault zmagało się z falą krytyki, gdy ujawniono, że koncern testuje swoje auta na zwłokach w Chinach. Dwa lata temu General Motors i Saab ostro zaprzeczały, by prowadziły testy na zwłokach.
Jednak Autopia informuje, że testy na zwłokach są niemal rutyną w branży samochodowej. Pierwszy taki prymitywny test przeprowadzili amerykańscy naukowcy w latach 30. zeszłego wieku, zrzucając w szyb windy zwłoki, aby zbadać, jak zderzenie działa na ludzkie ciało. Amerykańska rządowa agencja bezpieczeństwa ruchu drogowego NHTSA co roku finansuje dziesiątki testów na zwłokach w uczelniach
USA, a wiele tych uczelni dostaje też granty od koncernów motoryzacyjnych. - Takie badania są ciągle ważne. Chociaż osiągnęliśmy już wiele w modelowaniu manekinów, to modelowanie ludzkiego ciała nie jest jeszcze na takim samym poziomie - powiedział Autopii Priya Prasad, były specjalista Forda od bezpieczeństwa.
Albert King z Uniwersytetu w Wayne, który prowadził testy na zwłokach od 1966 r., dwie dekady później napisał, że efekty takich badań pozwoliły ocalić życie 8,5 tys. osób w wypadkach drogowych.