Pani Ewa w Tesco - jednaj z największych sieci handlowych (350 sklepów, 27 tys. osób, obroty ponad 9 mld rocznie) - od czterech lat jest specjalistą ds. personalnych i płac.
Z listu pani Ewy: - Mam doświadczenie w swoim zawodzie, wykształcenie wyższe z renomowanej uczelni, jestem na bieżąco z przepisami kadrowo-płacowymi. Teraz musi jak inni pracownicy biurowi także pracować na sklepie. - Kiedy tylko z głośników zabrzmi komunikat lub zadzwoni telefon i usłyszymy: "Multiskilerzy [wielozadaniowcy] proszeni na kasy" - lecimy. Obsługuję klientów, pracując na kasie, wykładam towar na półki, pracuję na magazynie, biorę udział w inwentaryzacji sklepu, a zdarzyło się mi też parę razy zza lady podawać sery czy
wędliny. A proszę sobie wyobrazić, kiedy takich komunikatów w ciągu dnia jest pięć?! Śmieszne? Może, ale niestety prawdziwe.
Dzień
pracy? Np. pięć godzin w biurze, dwie na kasie i godzina przy wykładaniu towaru. A przed świętami z biura przenosi się do sklepu na cały tydzień.
- Do pracy na sklepie nie dostajemy odzieży zmiennej. Pracujemy w sukienkach, garniturach, w butach na obcasach. Na początku te dodatkowe czynności były wykonywane w razie silnej potrzeby (np. braki kadrowe) i po cichu w ramach poleceń bezpośredniego przełożonego. Teraz mam je wpisane w umowę.
Pani Ewa napisała do "Gazety", bo chce, aby jej firma to zmieniła.
Związki? Jan Guz, szef OPZZ: - To poniżanie pracownika, upodlenie, pokazanie, że jest niczym, że jest na posyłki. Załóżmy, że będzie ktoś miał przygotowanie do wykonywania obowiązków zgodnych z ukończonymi studiami, kwalifikacjami, a szef każe mu kible sprzątać. To oblicze nowego kapitalizmu.
Organizacje pracodawców odpowiadają: jest wolny rynek. Pracodawca ma prawo decydować, jak ludzie będą pracować. - Nie widzę nic złego, że pani księgowa staje za ladą. W interesie ekonomicznym pracodawcy jest pewna elastyczność. Można powiedzieć, że pracodawca jeszcze na tym traci. Bo gdy księgowa wykonuje
pracę kasjerki, to nadal dostaje pensję księgowej - mówi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.
Jego zdaniem jeśli księgowej
praca się nie podoba i uważa, że od pracy za kasą cierpi jego godność - powinna się zwolnić i zatrudnić w firmie, która zajmuje się tylko księgowością.
Więcej pracy i mniej etatów to problem całego handlu. Sklepy, by ciąć koszty i być konkurencyjne, zmniejszają obsadę, np. w hipermarketach, w których pięć lat temu pracowało po 800 osób, dziś pracuje po 200. Zamiast zatrudniać na etat korzystają z agencji pracy tymczasowych itd.
Piotr Haman, wiceprezes zarządu firmy Cursor zajmującej się tzw. wsparciem sprzedaży, tłumaczy, że praca w sklepie przebiega falami: są godziny szczytu i chwile gdy ruch jest mały: - Sklep dzięki pracownikom biurowym zyskuje bufor, który pozwala mu zareagować na zwiększony ruch, bez konieczności utrzymywania swoistego nadzatrudnienia.
Z punktu widzenia firmy takie zrównanie pracowników biurowych z pracownikami sklepu... podnosi morale tych ostatnich - przekonuje Haman
Co na to Tesco? - Wezwanie pracownika np. działu personalnego na linię kas ma miejsce jedynie w przypadku wzmożonego ruchu. Wtedy dzięki wsparciu kolegów z innych działów kolejki udaje się zwykle rozładować kasjerom w ciągu kilku-kilkunastu minut, po czym wracamy do swoich standardowych zadań - przekonuje rzecznik sieci Michał Sikora. Wyjaśnia: taka jest kultura korporacyjna firmy, nie ma podziałów na ludzi z biura i ze sklepu. Przykładem są choćby okresy przedświąteczne, gdy osoby z centrali firmy idą pracować do sklepów, czy coroczna, tygodniowa wizyta członków zarządu firmy w wybranym sklepie, gdzie pełnią funkcję kierownictwa placówki.
Czy pracują wtedy na kasie? - W przypadku pojawienia się znacznych kolejek do pomocy proszeni są także kierownicy, a zatem można spotkać na kasie dyrektor personalną czy szefa działu IT Tesco - twierdzi Sikora.